Subskrybuj
fot. Biuro Literackie
fot. Biuro Literackie
Pochodząca z beskidzkiej wsi Żeleźnikowa Wielka autorka sześciu książek poetyckich, w tym nagradzanych tomów Matecznik i Sny uckermärkerów (Nagroda Literacka Gdynia, 2019). Za tom Mer de Glace (Wydawnictwo Warstwy, 2021) dostała Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej (2022). Jej...

Deszcz alfabetów: Grzegorz Wróblewski

Przyznaję: po wiersze Grzegorza Wróblewskiego sięgam często i z poczuciem czekającej mnie każdorazowo przygody.

Wracam do nich – uświadomiłam to sobie nie tak dawno – szukając zaczepienia w świecie, sugestii, by się porozglądać, być w nim trochę bardziej, mocniej, odważnie.

Cenię w pisaniu polskiego poety zamieszkującego dzielnicę Amager w Danii wiele, ale nade wszystko: siłę, bezkompromisowość, osobność. Jego wiersze potrafią przykleić się do mojej chłonnej pamięci, brzęczeć w niej i powracać w całości lub we fragmentach. Są takie teksty, które lubią odzywać się w najmniej oczywistych (i niespodziewanych) momentach, jak ten o księżycu, który niedawno wyszeptałam pod nosem w momencie, kiedy miła pani konduktor poprosiła mnie o okazanie biletu na przejazd pociągiem na trasie Stary Sącz–Kraków. Wiersz ten idzie tak: „wieczorem wyglądając / przez okno krzyknęłaś / głośno: księżyc! // przestraszona jakbyś / widziała go po raz / ostatni w życiu”. Jest co cytować i powtarzać sobie na głos, prawda?

Lektura tomów Wróblewskiego, jak chociażby Choroba Morgellonów (WBPiCAK, 2018), czy ostatnich Tora! Tora! Tora! (WBPiCAK, 2020), Cukinie (Convivo, 2021), a także wybór poezji z lat 1980–2020 Letnie rytuały (PIW, 2022), każe mi trwać w czujności. Węszę w tych wierszach niczym zwierzę. I ten właśnie trop wydaje mi się tu właściwy do wydobycia: pisanie Wróblewskiego jest dla mnie pisaniem organicznym, a przy tym niepobłażliwym. Oto ostre cięcie zadane wierszem.

Ta twórczość nie rości sobie prawa do niesienia pustych obietnic ani pocieszenia. Poeta widzi nas, ludzkość (ssaki), w tym siebie, jako byty naturalne, podatne czy – nawet! – wydane na pastwę losu, słabości, słów i – to też przecież! – uczuć.

Wiersz Odcinki, który znajdzie się w przygotowywanym właśnie do druku tomie poetyckim zatytułowanym Niebo i jointy (Convivo, 2023), czytam jak poetycki traktat o naszej, współczesnych, kondycji. Napisanie takiego utworu – wyobrażam to sobie – wymagało zatrzymania się i spojrzenia na świat (i bycie w nim) z szerokiej, może nawet kosmicznej, perspektywy. Wiersz ten może być gestem, poprzez który poeta uznaje swoje miejsce w strukturze świata, zgadza się na jego porządek. Wiersz ten może być gestem uznania dla praw biologii. Wiersz ten może być gestem wdzięczności wobec bycia w świecie, nawet jeśli finałem jest „koniec”. To zimne słowo, może oznaczać tu fizjologiczny kres, bowiem wytwarzanie się pseudogenów to powstawanie genów niezdolnych do pełnienia swojej funkcji. Awaria w machinie życia. Wiersz ten może być gestem zawarcia przymierza ze światem. Wiersz ten może być traktatem politycznym albo pieśnią o stworzeniu i końcu stworzenia. Wiersz ten może być gestem otwarcia, zaproszenia czytelnika do dopełnienia tekstu sobą i swoimi doświadczeniami. Czytelniku / czytelniczko, wybierz. Dopowiedz swoje.

Fragment w nawiasie, który brzmi: („Tutaj miejsce na ew./ komentarze…”), każdorazowo, przy kolejnych lekturach, prowokuje mnie do „dopowiadania”. Tak, przepadam wprost za wierszami, które to robią, które wpuszczają mnie jako czytelniczkę w wiersze, każą ruszyć mechanizmom mojej wyobraźni, intuicji, czasem smutku czy radości. Lubię tropić w książkach Wróblewskiego, a powodem tego stanu rzeczy jest fakt, że nigdy nie pozostawia mnie to czytelnicze tropienie obojętną.

Tu, w tym utworze, porusza mnie „kres” odczytywany przeze mnie jako finał, który, przecież, należy do porządku rzeczy. To zresztą ciekawe, że namysł nad tym egzystencjalnym problemem towarzyszy poecie od lat. Widać to w innych tomach i widać to w deklaracjach, jak chociażby w tej z wywiadu udzielonemu Krzysztofowi Jaworskiemu dla Biura Literackiego (2014), gdzie Wróblewski mówi: „Czas białka się kończy, czarna dziura i niebyt zaczynają informować o sobie coraz skuteczniej. Tymczasem, jak dobrze pójdzie, coś jeszcze się z tej Mgławicy wyłoni. Każdy przeżyty dzień to nowe jednak doświadczenie. Nieważne, że bolesne!”.

Zatem: energia; wpływy; przepływy; styki; białko, kosmos i wiersz. Słowa, które znaczą.

***

Grzegorz Wróblewski

Odcinki

Kwas nukleinowy…
Zbliżamy się do końca,
czyli pseudogenów.
Bardzo dostojnie było mi
reprezentować białko.

 

(Tutaj miejsce na ew.
komentarze…).

 

Bez względu na to,
że ocierałem się
o kumulusy,

 

jako uboczny rezultat
sekwencji.
Jednak w końcu
(ostatecznie) nim
byłem.

Artykuł pojawił się w numerze: Najlepsze miejsce do życia