A miała zginąć.
Powieść detektywistyczna, ta logiczna łamigłówka, została w ostatnich dekadach spisana na straty w obliczu triumfu mroczniejszych, cięższych odmian powieści kryminalnej: od sensacyjno-awanturniczej, przez czarny kryminał współczesny i retro, których to ambicjami była imitacja realizmu. Brutalny (a przez to uznawany za odważniejszy, postępowy) kryminał miał być adekwatną opowieścią o świecie, bo świat zbudowany jest na zbrodni; miał oddawać prawdę o naturze zbrodni i osób jej dokonujących; miał wypowiadać tajemnice zbrodniarzy i śledczych. Współczesna powieść kryminalna (i sensacyjna, i dreszczowiec), ta spadkobierczyni czarnego kryminału (noir), bezpośredniej odpowiedzi na utratę społecznego zaufania między stróżami prawa a społeczeństwem w czasie wielkiej depresji, miała być prawdziwym świadectwem ludzkich niepokojów, pragnień i żądz, zapisem relacji międzyludzkich. Tradycyjna powieść detektywistyczna, twierdzono, jest za słaba, by dźwignąć współczesność. Zapomniano jednak, że kategoria prawdy rozumianej jako odwzorowanie rzeczywistości w powieści gatunkowej jest umowna. Jeśli współczesna powieść kryminalna była zwierciadłem chadzającym po gościńcu (a tak można tłumaczyć karierę powieści gatunkowej w latach pierwszych XX w., jako odpowiedź na eksperymenty formalne w tzw. prozie wysokoartystycznej; dawała bardziej „realistyczny”, łatwiejszy w…