Ale Sołę zostawili wiele kilometrów stąd i teraz jedynie cisza jak grom budziła ich do dalszej wędrówki. Mozolnie przedzierali się przez błota, nad nimi niebo dymiło szarością. Majda kroczył zwaliście przez suche gałązki tarniny i zadzierał głowę raz po raz. Znikąd znaków. Znał to wszystko dobrze, znał tak, że wyczuł w trzewiach, gdzie krył się demon, przebiegły gad, który zdążył złożyć jaja pod czaszką, który smyrgnął het niepostrzeżenie, i już wykluły się majaki, myśli nieustępliwe, krążące nad nimi jak stado wron. Wyrok jest wyrok. Ale czy ufali jeszcze sobie wzajem? Strzelecki, wysoki, barczysty, z blizną na pysku, niby swój, a nie swój. Jakby nie blizna, mógłby kto pomyśleć, że jakiś z niego paniczyk, miastowy, co zbłądził, taki, jak te szczenięta, ledwie od ziemi draśnięte, co je raz w chaszczach złapali. Na wojaczkę chcieli, przysięgali na to i owo, więc dali im po łopacie, chyżo,…
Dramatopisarka, teatrolożka, autorka m.in. dramatu Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia (2022, nominacja do Paszportu „Polityki”). We wrześniu nakładem Wydawnictwa Cyranka ukaże się jej debiutancka powieść Toń, opowiadająca losy rodziny...