Subskrybuj
fot. Wydawnictwo Czarne
Redaktorka, dziennikarka specjalizująca się w tematyce wschodniej i społecznej. Współautorka książek na temat Białorusi i Armenii

Małgorzata Nocuń: czy Donbas był prorosyjski?

Książka Ołeksandra Mycheda „Zmieszam z węglem twoją krew” jest wielkim socjologicznym studium najbardziej tajemniczego regionu Ukrainy. To lektura obowiązkowa dla chcących lepiej zrozumieć tragiczną wojnę toczącą się tuż za naszą granicą.

W papierowym wydaniu Miesięcznika ZNAK artykuł ukazał się pod tytułem W kotle wschodniej Ukrainy


Po aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r. we wschodniej części Ukrainy z całą siłą rozgorzał separatyzm, pojawiły się „zielone ludziki” (rosyjscy żołnierze w cywilu), a z czasem rozpoczęła się regularna, krwawa i – co ważne – niekiedy bratobójcza wojna. Region, który objęła rosyjska inwazja, był dobrze znany Mychedowi – cenionemu ukraińskiemu pisarzowi. Od wielu lat eksplorował on wschodnioukraińskie ziemie podczas przeprowadzania na nich badań socjologicznych. Docierał do metropolii, miasteczek i wiosek.

We wstępie do książki autor składa hołd Swietłanie Aleksijewicz, której reportaże są „chórem głosów”, czyli zbiorem dłuższych pierwszoosobowych wspomnień świadków zawsze traumatycznego i doniosłego historycznego wydarzenia. Myched zdecydował się zapożyczyć od noblistki metodę „chóru głosów”. Posługując się nią, przedstawia miasteczka, których nazwy jeszcze nie tak dawno nikomu nic nie mówiły – m.in.: Konstantynówkę, Pokrowsk, Dobropole, Lisiczańsk. Dziś niektórych z nich nie musimy szukać na mapie, ponieważ od lat przewijają się w medialnych doniesieniach z ukraińskiego frontu. Za pomocą krótkich (i, co ważne, w odróżnieniu od Aleksijewicz, anonimowych) wypowiedzi swoich bohaterów autor kreśli obraz miasteczek górniczych i przemysłowych, które jako część centralnej gospodarki radzieckiej dobrze prosperowały, by po upadku ZSRR zamienić się w miejsca upadłe. Niekiedy nic tu nie ma, dwa sklepy na krzyż, dziurawe bloki i opuszczone fabryki, ale zostali ludzie i próbują jakoś układać sobie życie. Dla przykładu: „Żal mi młodych, którzy pobierają się w tym mieście. Podpisują się w paskudnym urzędzie stanu cywilnego i wychodzą wprost w ten paskudny krajobraz. Przy czym się tu sfotografować? Przy zrujnowanej fabryce?”; „Nie na darmo węgiel nazywany jest czarnym złotem. Wymaga wkładu mnóstwa pracy, obmyty jest krwią górników”; „Jeśli zamkną kopalnie, wszystko tu umrze”; „Miasto umiera. Jest w pozycji horyzontalnej, może je uratować tylko terapia wstrząsowa”.

Myched nie poprzestaje na wykorzystaniu „chóru głosów” i bieżącej perspektywy. Szczegółowo kreśli złożoną historię ukraińskiego wschodu, miejsca, które stało się wielkim radzieckim eksperymentem.

Decydenci postawili na rozwój przemysłu ciężkiego (górnictwo, hutnictwo) i „wyhodowanie” podległego państwu człowieka, humanistykę – jako naukę zbyt „wolną” – zwalczali. Reporter pisze o czasach dawnych (tutejszym osadnictwie), represjach wobec rdzennej ludności, okresie radzieckim i, co ważne, przestępczym duchu regionu (bo w Donbasie znajdywali mieszkanie, a także zatrudnienie zwolnieni z łagrów przestępcy), by przejść do teraźniejszości oraz powstania separatystycznych republik ludowych – donieckiej i ługańskiej. Ta perspektywa pozwala zrozumieć tragizm regionu, wobec którego jakże często w polskim dyskursie publicystycznym padają uproszczone i stereotypowe opinie. Nazywany jest bowiem „jednoznacznie prorosyjskim” bądź „przestępczym”.

Zmieszam z węglem twoją krew ukazuje wielość kultur i historycznych procesów składających się na dzieje tych ziem. W pewnym stopniu ich mieszkańcy są prorosyjscy, część z nich zdecydowała się nawet opowiedzieć przeciwko „przymusowej ukrainizacji”, czyli de facto poprzeć Moskwę. Część poszła jeszcze dalej i przyłączyła się do sponsorowanych przez Kreml separatystycznych bojówek, by z karabinem w ręku walczyć o „jedyny słuszny wybór” i „historyczną sprawiedliwość”. W ich opinii jest nią ni mniej, ni więcej, tylko zjednoczenie z „matką Rosją”. Ale na kartach reportażu spotykamy także bohaterów, którzy gotowi są ginąć za swoją ojczyznę, uważając, że to ziemia ukraińska z Rosją – z racji historycznych – jedynie granicząca. Czują się częścią Zachodu i uważają, że tam jest miejsce Ukrainy. Nie godzą się, by ich małą ojczyznę nazywać „Mordorem”, by mówić, że jest prorosyjska. Kiedy w Kijowie trwał Euromajdan, wychodzili na place swoich miast, narażając się na pobicia, a niekiedy ryzykując życie. Czasem była ich garstka, czasem większa grupa. Są i tacy, których w doskonałej powieści Internat przedstawił Serhij Żadan (nota bene jeden z bohaterów opowieści Mycheda), a którzy pozostają obojętni. Żyją na wschodzie Ukrainy od urodzenia, mają świadomość, że Rosja jest tuż za miedzą. Znają ukraiński, jednak mówią po rosyjsku. Nie zastanawiają się, kim są, określiliby siebie jako „tutejszych”. Dopiero kiedy na ulicach ich miast i wiosek pojawili się uzbrojeni po zęby rosyjscy żołnierze, a drogi pocięły blokposty (czyli miejsca kontroli), zaczęli zastanawiać się nad geopolitycznym wyborem regionu. O tej grupie Myched pisze w następujący sposób: „Jednak była też inna część, indyferentna, która dalej żyła zgodnie z interesem imigranta zarobkowego. Jeżeli słyszeli, na przykład, »pod rosyjską władzą będzie więcej«, stawało się to głównym czynnikiem ich wyboru. Na tej podstawie rozwijano ideologemy »ruskiego miru«. Ale należy zrozumieć, że te ideologemy są tworami absolutnie sztucznymi, bo nikt nie poświęcił Rosji aż tyle uwagi”.

Wojenna retoryka zawsze była obecna we wschodniej Ukrainie. Celebrowano tu Dzień Wyzwolenia Donbasu (podczas II wojny światowej), były przemówienia, akademie „ku czci” i kwiaty składane pod pomnikami tutejszych bohaterów. Dziś – w obliczu rosyjskiej inwazji na Ukrainę – święto to ma zupełnie inny wymiar. To już nie drętwe obchody, zupełnie abstrakcyjne dla młodzieży i dzieci. Historia zatoczyła koło, wojna toczy się tu i teraz. To wojna o przetrwanie ukraińskich ziem. I – na co zwraca uwagę Myched – niepomiernie wzrusza, że podczas uroczystości śpiewa się hymn niepodległej Ukrainy, a przemawiający starają się mówić po ukraińsku, nawet kiedy słabo znają język. Oczy wilgotnieją, kiedy jako pierwsze kierują do mikrofonu rosyjskie słowa Dorogije towariszczi, by po chwili przejść na mowę ojczystą.


Ołeksandr Myched Zmieszam z węglem twoją krew. Zrozumieć ukraiński wschód tłum. Michał Petryk, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2023, s. 464

Artykuł pojawił się w numerze: Pokolenie sztucznej inteligencji