Pierwsze sceny tej powieści to mocne uderzenie. Joela stoi przed domem swojej córki, której nie widziała od lat. Zagląda ukradkiem przez okno. Podgląda krzątającą się Leę, jej męża i dwie wnuczki, których nigdy nie poznała. Nie ma odwagi, by zapukać do drzwi. Hila Blum od tego momentu precyzyjnie naciąga strunę z napięciem, co sprawia, że czyta się tę prozę z wielkim zaangażowaniem aż do ostatniej strony.
Joela podejmuje się karkołomnego zadania. Prowadzi śledztwo we własnej pamięci, chcąc uchwycić moment rozejścia się szwów w relacji między nią a ukochaną córką. Co takiego się wydarzyło, że Lea odwróciła się od niej, wyjechała, unikała kontaktu, ukrywała swoje miejsce pobytu? Jednocześnie narratorka staje się sędzią we własnej sprawie. Próbuje rozstrzygnąć, czy jej przewinienia jako matki zasługują na tak wysoką karę. Przecież kierowała się…