Tym razem autor mierzy się z tematami przemijania i starzenia, rozpoczynając wywód od sceny umieszczenia matki w domu opieki. Jak powiedzieć komuś bliskiemu, że już nigdy nie wyjdzie stamtąd żywy? Że to w zasadzie jednokierunkowa droga do śmierci? – pyta sam siebie (i zarazem czytelnika / czytelniczkę).
Z wnikliwością przemierza losy życia swojej matki – jej wycieńczającą pracę robotnicy w fabryce, działalność związkową i miłosny zryw po osiemdziesiątce. W kluczu determinizmu społecznego również sam przegląda się w jej życiu. To właśnie ona była jego łącznikiem ze zdradzonym klasowo i społecznie światem, kronikarką jego dzieciństwa. Śmierć matki okazuje się więc dla Eribona stratą kawałka siebie.
We właściwym sobie erudycyjnym tonie obudowuje opowieść o starzeniu się często polemicznymi odwołaniami do klasyków: Becketta, Hrabala, Sartre’a,…