Subskrybuj
Agata Jabłońska fot. Paulina Pidzik
Pochodząca z beskidzkiej wsi Żeleźnikowa Wielka autorka sześciu książek poetyckich, w tym nagradzanych tomów Matecznik i Sny uckermärkerów (Nagroda Literacka Gdynia, 2019). Za tom Mer de Glace (Wydawnictwo Warstwy, 2021) dostała Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej (2022). Jej...

Wymyśliły nas grzyby i buki

Bywają poeci i poetki, na których kolejne książki się czeka. Zachłannie zaczytuje się te już wydane i wypatruje się – mówi się im, że cierpliwie, ale to nieprawda – nowych.

Jedną z takich piszących jest dla mnie Agata Jabłońska, która zatrzymała mnie przy swoim języku poetyckim już debiutem, Raportem wojennym (Biuro Literackie, 2017), a później utwierdziła mnie w tej czytelniczej wierności tomem Dla moich dziewczyn (Biuro Literackie, 2021). To poetka nagradzana, doceniona, czytana, komentowana, a przy tym osobna, nieoglądająca się na mody, wierna sobie i swojemu patrzeniu na świat. Funkcjonująca jakby na podkręconej uważności. Patrzy czujnie i nieufnie, jak zwierzę. Nie, to nie książki egotyczne, skupione na „ja” autorki, to książki, w których poetka mówi, krzyczy, śpiewa, skanduje i oddaje przy tym głos wielu kobietom, które są w niej i obok. Jabłońska potrafi, zapośredniczając w takim akcie siebie, wydobyć w tekstach chór kobiecych (i nie tylko) głosów. Już tytuły jej tomów podpowiadają nam: oto poezja zaangażowana. I tak jest, to teksty mocno zaangażowane w życie, czułe, empatyczne i nierzadko wstrząsające.

Litanię motywów z tych tomów można byłoby ułożyć długą, tu skomponuję taką z najmocniej wybrzmiewającymi kwestiami: czułość, czujność, bycie w gotowości, miłość, ciało, macierzyństwo, erotyzm, wojna, zaangażowanie, przemoc, ironia, ból, piękno.

W tym roku nakładem wydawnictwa papierwdole ukazał się kolejny tom Księżyc Grzybiarek. Czekałam na niego. W trakcie pierwszej lektury miałam poczucie, że to rzecz, która powstała w nawiązaniu do poprzednich książek, lecz nie, to rzecz, która poprzednie tomy przekracza. Przekroczenia te dokonują się w moim przekonaniu na dwóch płaszczyznach. Pierwsza z nich to język i sposób pracy poetki ze słowem. Tu wyraźnie widać, kto komu służy: język służy piszącej, a nie odwrotnie. Druga płaszczyzna to temat, chcąc być precyzyjną w tym rozpoznaniu, dopowiem: mamy tu otwarcie na to, co organiczne, na to, co przychodzi z natury, następuje zrównanie ludzkiego z nieludzkim, a momentami nawet zburzenie hierarchii bytów i zwindowanie człowieka w dół piramidy.

Wiersz, który kazał mi się zatrzymać w codziennym biegu, ma w sobie przejmującą i hipnotyzującą frazę „wymyśliły nas grzyby i buki”. To piękne zdanie, takie do zapamiętania, powtarzania na głos, cytowania w trudnych momentach życia, a nawet do pozazdroszczenia.

Sensualny i taktylny to tekst, który pozwolił mi poczuć ziemię, zakorzenić się, uziemić. Widać w tej poetyckiej robocie, że poetka czerpie ze świata natury, nie przepisując go jeden do jednego, to nie ekfraza z obrazu matury, to poszerzenie plastycznej leśnej scenografii o to, co osobiste.

Wiersz tu staje się za sprawą niedomówień, metafor, mylenia tropów.

Wyobrażam sobie ten tekst wyrecytowany hipnotyzującym głosem poetki, który brzmi jak pieśń lub rapowa piosenka. Jabłońska słyszy język i tka w nim w taki sposób, żeby zostawał w uchu i na języku. Pełnię swojej siły ujawnia ten wiersz w lekturze całościowej, w kontekście całej koronkowej poetyckiej roboty autorki Raportu wojennego. „Asana las” czytamy i jest to puenta, która zachęca, żeby spojrzeć na las jak na miejsce, z którego wychodzimy silniejsze, wzmocnione, nakarmione siłą z natury, ale nie są to przecież rozpoznania spod szyldu shinrin-yoku, nie o kąpiele leśne tu idzie, tylko o świadome zamieszkiwanie lasu, tak jakby miało się okazać, że w nim zostaniemy, osiądziemy w nim, wrośniemy w niego. Las nie jako zasób, ale jako dom.

Ten tom jest też małym dziełem sztuki edytorskiej, równolegle do przemyślanej historii tej książki prowadzonej tak, jakby ktoś snuł nam opowieści, toczy się narracja wizualna. Poetka zaprosiła do współpracy fotografkę Katarzynę Norkę Niedźwiecką i pozwoliła się sfotografować. Kadry towarzyszące wierszom, na których widzimy Agatę Jabłońską, to wystudiowane obrazy, które grają z kobiecością, erotyzmem. Surrealne – tak pomyślałam o nich podczas pierwszej lektury, podczas pierwszego patrzenia, oglądania. A przy kolejnych dopowiadałam sobie słowa z różnych porządków: miękkość, chłód, chropowatość, delikatność, duma, siła, moc. Polecam – parafrazując fragment wiersza las jest okładem, kiedy ciało – tego wszystkiego zaznać.


Agata Jabłońska

las jest okładem, kiedy ciało

czuje stres: słuchaj ciała drzew, drzewa to baldy 3D
emocje jak w matriksie, kiedy w nie wejdziesz, zatrzymasz
czas

zaraz do ciebie przyjdę, zawisnę jak zbój, co się zasadził
na skarb: w koronach buczyny z cienia i światła
utkana pułapka, polecam w nią wpaść, polecam jej
zaznać

buki wyrastają na mojej drodze tak
jakby chciały coś powiedzieć nam

tam pierwsze małe, w grupach jak czarownice, brałam
od nich drewno, kot wślizgnął się w las • potem był buk
jak babcia wierzba, gdy zgubiłam szlak i szlag trafił jakieś
love, a ja płakałam z nią, dalej znasz

smok sam zaprosił nas do środka pnia: to się klei jak
ciało do ciała, to daje znać nam: wymyśliły nas grzyby
i buki

i przeczeka nas krzak, najwyższy time, by się z nim zlać
asana las

Artykuł pojawił się w numerze: Jak żyć w ciałopozytywnym świecie