Nowe młode umieszczane są na poziomie minus jeden, gdzie – w zimnym świetle lamp – wygłodniałe, oddają się walce. Te, które przetrwają, będą karmione krwią i świńskim mlekiem. Ścierwiątka tych, którym się nie uda, zostaną (rankiem, gdy słychać płacz lisów) wywiezione poza ośrodek. Pomór jest wielki, lecz transporty z młodymi jeszcze większe, bo kobiety muszą rodzić, by naród rumuński rósł w siłę. Tak narratorka Mowy chleba Łapczyńskiej opowiada nie o zwierzętach, lecz o dzieciach. Mowa chleba nawiązuje do niesławnego dekretu 770, w którym Nicolae Ceauşescu zakazał aborcji i antykoncepcji. Rumunki rodziły więc, a dzieci – często chore i przede wszystkim niechciane – trafiały do sierocińców takich jak w Crăiești. Historię sprzed lat Łapczyńska opowiada jednak nie poprzez reportaż czy publicystykę. Autorka buduje…
Dr nauk humanistycznych, filolog, krytyk literacki. Zajmuje się literaturą XX w., współczesną prozą polską i melancholią.