Od prawie 20 lat pracuję jako przewodnik turystyczny w Antarktyce i Arktyce. Na ogół wygląda to tak, że mieszkamy na statku, który pływa od jednego atrakcyjnego miejsca do drugiego. Kiedy już tam jesteśmy, spuszczamy na wodę zodiaki, czyli solidne pontony z mocnym silnikiem zaburtowym. Potem staję przy rumplu, podpływam do trapu statku i biorę na pokład osiem lub dziesięć osób. Następnie zawożę je na brzeg, gdzie będą oglądać kolonie pingwinów (to, oczywiście, tylko w Antarktyce, bo w Arktyce ich nie ma), ptaków morskich albo fok, uchatek czy morsów (te z kolei tylko w Arktyce). Czasem też zwiedzają stację naukową albo arktyczną wioskę Inuitów. A czasem po prostu chcą połazić po górach i podziwiać widoki. Bywa też, że zamiast gdzieś lądować, ruszamy na wycieczkę zodiakową wśród gór lodowych, lodowców i pięknych górskich krajobrazów lub wśród wielorybów, które albo nas się nie boją i spokojnie żerują, albo wręcz podpływają zaciekawione. Takie wycieczki…
Dr nauk przyrodniczych, ekolog, polarnik oraz tłumacz. Autor Czochrałem antarktycznego słonia i książek popularnonaukowych dla dzieci: Pupy, ogonki i kuperki, Gęby, dzioby i nochale oraz Darwin. Opowieść o naszej wielkiej rodzinie