W 2025 r. Japonię odwiedziło prawie 43 mln turystów i turystek. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku będzie to równie wysoka liczba. Dla niektórych to wymarzona od lat podróż, dla innych symbol statusu, dla zaś wielu także walka o wyświetlenia na TikToku i Instagramie. Pewne jest jedno – Japonia staje się wyidealizowanym celem swego rodzaju pielgrzymek wiodących do tych samych kilku, czasem kilkunastu miejsc, które po prostu trzeba zobaczyć, a potem oprawić w konkretne klikalne kadry. Instagram co chwilę podsuwa mi wpisy kolejnych polskich influencerów i influencerek, którzy dopiero w podróży do Japonii zrozumieli, co w życiu istotne: uważność, minimalizm, dbałość o tradycje, umiłowanie niedoskonałości. Szkoda, że wszystkie te hasła niewiele z japońską rzeczywistością mają wspólnego – są za to eksportowaną od ponad stu lat fantazją, która w dzisiejszym świecie staje się performansem opakowanym we wschodnioazjatycką estetykę.
W tych opowieściach o odnalezieniu siebie próżno szukać jednak jakiejkolwiek perspektywy klasowej – zarówno z perspektywy uprzywilejowania w Polsce, jak i braku tego przywileju u coraz większej liczby Japończyków.
Mowa bowiem o…