To się zdarza, myślę, najczęściej u tzw. poetów-prozaików. Jak Kobierski właśnie. To zdanie, jak się zresztą wkrótce dowiemy z lektury tytułowego opowiadania tomu, powie ojciec do syna, który urodzi się w środku zimy, ale i w środku historii, pomiędzy jeszcze świeżym wspomnieniem Wielkiej Wojny a już kolejną, która wybuchnie za kilka lat (Zygmunt przyjdzie na świat 3 lutego 1935 r.). Co to znaczy w utworze? To już zadanie dla odbiorcy, któremu Kobierski na szczęście nie zechce w lekturze asystować – co jest dziś zmorą prozy współczesnej. Dostajemy książkę przemyślaną i napisaną warstwowo. Umieranie, a także wizje własnego, lepszego niż dotychczasowe życia, kiedy odchodzą najbliżsi, relacje rodzinne, które nie pozwalają na życie autonomiczne, są…