Wraz z przedłużającym się pobytem w szpitalu w jej sali zbierało się coraz więcej rzeczy. Pojemniki z jedzeniem i owoce w lodówce, nożyk do obierania w szufladzie, torebka miętowych cukierków, mała ramka na stoliku obok łóżka. Na fotografii staliśmy obok siebie: dziesięcioletni ja i trzydziestoośmioletnia mama. Ona w czapce absolwentki opierała się o jakiś pomnik, a ja ubrany w dżinsowe ogrodniczki stałem obok z kwaśną miną. Na wszystkich zdjęciach z tamtego okresu jestem niezadowolony. Może po prostu urodziłem się z takim zjebanym charakterem. Obok ramki leżały dwie moje książki wydane w tym roku. Były przeznaczone dla odwiedzających – mama nigdy ich nie czytała, a wręcz obsesyjnie unikała wszystkiego, co kiedykolwiek napisałem. Tłumaczyła się potem, że ze względu na swój wiek nie widzi dobrze liter, ale doskonale wiedziałem, jaki był prawdziwy powód. Kiedy miałem dziewiętnaście lat, wygrałem konkurs literacki zorganizowany przez gazetę uniwersytecką. Nagrodą było stypendium o wartości miliona wonów, a mój znajomy z roku, który pracował w redakcji jako stażysta,…
Koreański pisarz. Jego anglojęzyczna powieść, której fragment prezentujemy, dziewięć razy trafiała do dodruku i znalazła się również na longliście nagrody International Booker Prize