Te trzy krótkie utwory pochodzą z tomu zatytułowanego więcej nic (Lusowo 2025), zbierającego ostatnie poetyckie zapisy Krystyny Miłobędzkiej. Wiersze? No tak, wiersze – ale być może określenie „zapisy” czy „notatki” jest tu bardziej na miejscu. Sama poetka wielokrotnie mówiła o notatkowym charakterze swojej twórczości. Nawet jeśli jej „notatki” są efektem długiego procesu zastanawiania się, wykreślania, destylowania, w swoim charakterze pozostają spontaniczne, doraźne, pospieszne. Są bardzo mocno związane z chwilą – z poczuciem, że chwila się nam wymyka, a doznanie i pierwsza myśl bardzo szybko zamieniają się w coś innego. Czy w zapisie można jeszcze wrócić do tego, co go poprzedzało? – oto jeden z wielu dylematów tej poezji.
Wybrałem trzy utwory, w których pojawia się słowo „nadzieja”. Skłonił mnie do tego ostatni z cytowanych zapisów, najbardziej lapidarny, a przez to najmocniejszy. Może w ogóle jeden z najmocniejszych w całym tomie. Czyż nie dotyka on czegoś bardzo delikatnego, intymnego, co nosi w sobie każdy z nas i co w każdym z nas ożywa w chwilach słabości, bezradności, zagubienia? Jest coś, co nawet w takich chwilach trzyma nas przy życiu. Nadzieja? Nie, „to nie to słowo”, mówi poetka. To bardzo ciekawy zabieg. Słowo „nadzieja” zostaje tu zakwestionowane, unieważnione, jako nieadekwatne. A jednocześnie nie znika. Jest coś podobnego do nadziei, na co nie ma słowa. Jak dalece podobnego, nie wiadomo. Może odległego bardzo? A może całkiem bliskiego, tyle że zabarwionego inaczej, nieobciążonego tymi wszystkimi skojarzeniami, które gromadzą się wokół „nadziei”? W każdym razie doświadczenie, o którym mowa i któremu trzeba wyjść naprzeciw, jest bardziej z okolic nadziei niż rozpaczy. Nie jest nadzieją jako taką, ale coś je z nadzieją łączy.
Dwa pozostałe zapisy są jeszcze bardziej tajemnicze. Przyzwyczajeni do enigmatyczności poezji Miłobędzkiej, musimy przyjąć, że i tym razem pozostaniemy w obszarze niepewności.
Warto przy tym zauważyć, że ów obszar niepewności wyznaczany jest przez słowa najprostsze, najpowszechniejsze. Przyjrzyjmy się pierwszemu utworowi: „to ja które nie śmie mówić ty / spodziewa się ma nadzieję / że do kogoś jest podobne / śni te podobieństwa”. Wszystko, co tu zapisano, jest zrozumiałe – lecz czy jasne? Zapewne jest tu mowa o samotności, o niemożliwości przekroczenia jakiejś granicy. Ale jak właściwie rozumieć to wyznanie, że ja „nie śmie mówić ty”? Jak się ono łączy z ową nadzieją, że to ja „do kogoś jest podobne”? I co w tym przypadku oznacza „podobieństwo”? Wiele zależy od tego, co podłożymy pod słówko „ty”. Jeśli owym „ty” jest konkretny, bliski człowiek, cały wiersz staje się zapisem tęsknoty, zakłopotania, może straty. Jeżeli „ty” to Bóg, słowo „podobieństwo” odsyła nas do Księgi Genesis (ale też do twórczości uwielbianego przez Miłobędzką Leśmiana). Ale może też przecież chodzić o coś zupełnie innego: o poczucie niedopasowania, wyobcowania w otoczeniu, w którym „ja” nagle się znalazło. „Podobieństwo” oznaczałoby wtedy jakiś stopień utożsamienia i zadomowienia, a cały zapis byłby zapisem nieudanych prób zbliżenia i identyfikacji.
Zauważmy, że „ja” jest tu opisywane w trzeciej osobie, co jeszcze potęguje wrażenie obcości.
Przejmująco brzmią też dwa ostatnie wersy owego zapisu: „w najgłębszej nocy / każdego dnia”. Efekt tego zestawienia jest wieloznaczny: być może mamy do czynienia z wyliczeniem (wspomniane sny przychodzą i nocą, i w dzień), a być może z metaforą (każdy dzień jest jak najgłębsza noc, różnica między nocą a dniem się zaciera). Tak czy owak, mamy tu podkreślenie upartego, ciągle ponawianego – i chyba daremnego, choć to nie zostaje rozstrzygnięte – wysiłku.
W kolejnym zapisie, który tu przywołuję, napotykamy podobne zestawienie: światła i ciemności. Tyle że – dla odmiany – silnie skontrastowane. Zapis ten także daje się interpretować jako opowieść o osobności, oddzieleniu, zamknięciu. Już pierwsza linijka zatrzymuje naszą uwagę: połączenie słów „nic” i „blask” jest oksymoroniczne, paradoksalne. (Skądinąd mamy tu ciekawe odwrócenie obrazu, który pojawia się u Leśmiana: „Węże w blask się nicości wśniwały…”). Można odnieść wrażenie, że „nic blasku” to konstatacja odnosząca się jednocześnie do tego, co dzieje się na zewnątrz (zmrok już zapadł), i wewnątrz mówiącego „ja”. Jednak kolejny wers zdaje się kwestionować tę drugą interpretację. Do kogo zwraca się poetka, kiedy mówi: „nie świeć siedź po ciemku”? Zapewne do samej siebie. Ale kiedy dalej prosi zniecierpliwiona: „i nie mów błagam nic”, to również zwraca się do siebie czy może do kogoś, kto siedzi obok niej? Jakkolwiek odpowiedzieć na powyższe pytania, cały zapis nie przestaje być wezwaniem do skupienia. Po ciemku, przy wyłączonym świetle, wyostrzają się inne zmysły. Zatrzymanie potoku słów otwiera – a nie zamyka – możliwość porozumienia. To znamienne, że poetka właśnie w tym kontekście używa wyrażenia: „jeszcze jest nadzieja dla”. Ciemność, zamilknięcie sytuują się tu po stronie nadziei.
O ile nadzieja (wracam do trzeciego z zapisów) to byłoby to słowo. Bo książka więcej nic, podobnie jak inne książki Miłobędzkiej – wybitnej poetki, zmarłej 17 kwietnia bieżącego roku w wieku lat 92 – każe nam szukać dalej, gdzie indziej, inaczej. Nie poprzestawać na słowach, zdaniach, formułach i obrazach, które już mamy. Do których przywykliśmy.
*
to ja które nie śmie mówić ty
spodziewa się ma nadzieję
że do kogoś jest podobne
śni te podobieństwa
w najgłębszej nocy
każdego dnia
*
nic blasku
nie świeć siedź po ciemku
wtedy jeszcze jest nadzieja
dla innych zmysłów
i nie mów błagam nic
*
nadzieja?
to nie to słowo