Subskrybuj
Aga Zano fot. Rafał Klimkiewicz/Edytor.net
Poeta, publicysta. Stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym” i „Znakiem”. Nakładem Wydawnictwa Znak właśnie ukazała się jego książka „Tischner. Biografia”, a w 2019 r. „Dziennik końca świata”. Wydał też m.in. tom miniesejów „Sto lat. Książka życzeń”...

Moi mistrzowie: Aga Zano

Pomyliłby się bardzo ten, kto na podstawie tytułu książki Agi Zano – „czwarte wymieranie" (Wrocław 2025) – wyobraziłby sobie, że jest ona poświęcona sprawom szeroko dziś dyskutowanym: przyspieszającym zmianom klimatu i ich dramatycznym konsekwencjom.

Owszem, trudno opędzić się od takich skojarzeń, bo choć czwarte masowe wymieranie Ziemia ma już wiele milionów lat za sobą, to samo słowo „wymieranie” często powraca we wspomnianych dyskusjach. Debiutancki tom wierszy cenionej tłumaczki jest trochę o tym – ale tylko trochę.

Książka jest wielotematyczna, motyw zmiany i związanych z nią napięć został tu potraktowany bardzo szeroko. To zarówno zmiana w wymiarze osobistym (przykładem intrygujący wiersz do św. Dominika: „niech pęknie łupina skóry / mlaśnie zachrzęści i wyjdzie / golem gołębica Gomora / krzew gorejący ja”), jak i zmiany historyczne – jak choćby masowe przesiedlenia ludności po II wojnie światowej (cykl Pomerania). To zmiana stosunku do natury, próba utożsamienia się z innymi istnieniami, lecz też pytanie o człowieka jako nosiciela zmian, budującego świat wokół siebie z elementów przetworzonych i martwych. To wreszcie refleksja nad ludzką pamięcią i ludzkim postrzeganiem; mam wrażenie, że zwłaszcza pamięć jest tu uważnie badana, prześwietlana i kwestionowana.

Niemniej wybrałem wiersz, który nawiązuje wprost do tytułu całego tomu. Mamy tu skrócony opis tego, co się zdarzyło: pod koniec okresu kredy w Ziemię uderzyła potężna asteroida, „większa od Mount Everest, lecąca z prędkością 20 razy większą niż pocisk”, w rezultacie czego wyginęły nie tylko dinozaury, ale też „niemal wszystko, co żyło” (cytuję książkę Petera Brannena Końce świata).

Wiersz opowiada o tych wydarzeniach ze specyficznej perspektywy ryb żyjących w głębi wód, dokąd docierają jedynie nikłe echa dalekiej katastrofy.

Od razu dodajmy, że jest to wizja poetycka, metaforyczna, wspomniana zagłada bowiem nie tylko objęła zwierzęta lądowe czy żyjące tuż pod powierzchnią wody, ale sięgnęła również dna oceanów.

Co ma nam powiedzieć ta metafora? Charakterystyczny jest już pierwszy wers utworu, który eksponuje słowa: „nie zauważyły”. Rzeczywistość rozpada się tu jakby na dwie połowy: jedną dosięga zniszczenie, druga pozostaje bezpieczna. Zamieszkujące ją stworzenia niczego nie dostrzegają i niczym nie muszą się przejmować. Wszelkie odgłosy, które mogłyby naruszyć tę idyllę – „pisk skrzek jazgot / mokre trzaski kości syk limfy łomot ciał” – nie przebijają się „przez zwały czarnej wody”. Ryby głębinowe poruszają się w ciemności, która oznacza błogą nieświadomość, święty – jak zwykliśmy mówić – spokój. Poetka w tytule wiersza sięga po formułę z listów św. Pawła; podobny gest zapożyczenia z języka religii znajdziemy zresztą w kilku innych utworach z tego tomu. Apostolskie pozdrowienie staje się czym właściwie? Zrazu może się wydawać, że zostaje ono skompromitowane, przesycone ironią. Ale czy rzeczywiście?

Wiersz nie byłby tak ciekawy, gdyby nie jego zakończenie: „to dlatego że nie wznosimy pomników / dobry Bóg chroni nas od złego mówiły”. Tu także trudno zdecydować, czy ma ono charakter ironiczny czy nie. Zanim do tego przejdę, zwracam uwagę, że pojawienie się motywu „pomników” podkreśla metaforyczny charakter całego obrazu.

Mowa tu nie o wymieraniu u schyłku kredy, lecz o naszym świecie, w którym jedni cierpią z powodu katastrof – wszystko jedno, czy zawinionych przez człowieka, czy naturalnych – a inni cieszą się, że nieszczęście ich nie dosięgło.

No tak, ale co w takim razie znaczyć mają owe „pomniki”? Od odpowiedzi na to pytanie zależy sens całego utworu. Możliwe, że chodzi o to, iż Bóg wynagradza pokornych – „pomniki” w tym kontekście byłyby symbolem samochwalstwa, nieuzasadnionej apoteozy, ubóstwienia, które wcześniej czy później zostanie ukarane. Przetrwamy, bo nie chcemy zbyt wiele, nie popełniamy błędów, które zgubią zachłanną ludzkość. Możliwe też, że spokój „w głębinie” jest nagrodą za obojętność – brak „pomników” oznaczałby wtedy brak zainteresowania czymkolwiek, co nie dotyczy życia tu i teraz, co wykracza poza codzienność i jej problemy. Świat może płonie, a może nie, cieszmy się tym, że zagłada nas omija, i oby ominęła nas również w przyszłości.

Między tymi interpretacjami mogą się zmieścić inne, będące ich wariantami. To, co istotne, to fakt, iż dotycząc kwestii bardzo ważkich, wiersz wprowadza pewne znaczeniowe zamieszanie. Nie do końca wiemy, co myśleć, czy mamy tu do czynienia z kpiną czy jednak z pytaniem o drogę. Niby współczesna poezja powinna nas już do tego przyzwyczaić, ale nie sposób pozbyć się wrażenia, że nasze sposoby czytania wciąż nader często grzeszą naiwnością i literalizmem. Wiersze Agi Zano przypominają, że strategia wyprowadzania z równowagi, przenoszenia w sferę wątpliwości, a nie rozstrzygnięć, nadal może być skuteczna. A im prostszymi środkami się to odbywa, tym jest ciekawiej.

Aga Zano

łaska wam i pokój

ryby głębinowe nie zauważyły
kiedy kawał skały uderzył o ziemię
pojęcie uderzenia było im zresztą obce
podobnie jak pisk skrzek jazgot
mokre trzaski kości syk limfy łomot ciał
swąd łuski palonego mięsa

w głębinie było ciemno
świat może płonął a może nie
przez zwały czarnej wody przebijał się czasem
złoty powidok

to dlatego że nie wznosimy pomników
dobry Bóg chroni nas od złego mówiły

Artykuł pojawił się w numerze: Glukozowe pułapki