Subskrybuj
Dariusz Sośnicki fot. Łukasz Cynalewski/Agencja Wyborcza.pl
Poeta, publicysta. Stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym” i „Znakiem”. Nakładem Wydawnictwa Znak właśnie ukazała się jego książka „Tischner. Biografia”, a w 2019 r. „Dziennik końca świata”. Wydał też m.in. tom miniesejów „Sto lat. Książka życzeń”...

Moi mistrzowie: Dariusz Sośnicki

W jakim stopniu jesteśmy zakładnikami przeszłości, określonych założeń, nawyków myślowych, sposobów przedstawiania? Jakie odkrycia są przed nami i jakie złudzenia powinniśmy odrzucić? Może warto wrócić do pewnych tradycyjnych przedstawień i przyjrzeć się im na nowo?

Dariusz Sośnicki

Pytanie o poezję

Co powie o rzece spiętrzonej tamą
po sam dyszel Wielkiego Wozu
ktoś, kto w sztormiaku i gumowcach,
przyświecając sobie latarką,


omija bajora i przeskakuje strużki
w starym, lecz sądząc po gęsto zapisanych
tabliczkach brzegów,
obdarzonym dobrą pamięcią korycie?


Zależy, kiedy zapytać.
Najpierw, że się boi.
Potem, że przestał zwracać uwagę.
Na koniec – że chce.

W najnowszym tomie Dariusza Sośnickiego, zatytułowanym Reprezentacja zwierząt (Wrocław 2025), ten wiersz trafił do części stanowiącej swoiste interludium. Tom ma wyraźny temat: poeta zaprasza nas do literackiego zwierzyńca, do bestiarium, w którym przyglądając się rozmaitym gatunkom zwierząt, tak naprawdę obserwujemy siebie samych, własne obyczaje, cnoty i przywary. Pomysł ten skłania do postawienia pytania o to, co obecnie dzieje się – i co jest możliwe, a co niemożliwe – tam, gdzie ludzkie spotyka się ze zwierzęcym. W jakim stopniu jesteśmy zakładnikami przeszłości, określonych założeń, nawyków myślowych, sposobów przedstawiania? Jakie odkrycia są przed nami i jakie złudzenia powinniśmy odrzucić? Może warto wrócić do pewnych tradycyjnych przedstawień i przyjrzeć się im na nowo? A może fakt, że sięgając po zwierzęce kostiumy, pytamy o nas samych, nie jest wcale tak wielkim grzechem?

Żadne z powyższych pytań nie pada w książce wprost. Mamy do czynienia z tomem poezji, a nie esejem czy rozprawą filozoficzną. Zjawiają się one jednak nieuchronnie; samo wyeksponowanie przez poetę słowa „reprezentacja” zachęca, by podobne pytania postawić. Niemniej pomiędzy część pierwszą tomu, zatytułowaną Wiersze zwierzęce, i część trzecią – Osiem scen z życia reprezentacji zwierząt. Fantazja – autor wprowadził Inne wiersze, które stanowią coś w rodzaju kontrapunktu dla głównego wątku książki. Może chodziło o to, żeby nowy tom nie wydał się zanadto konceptualny, jednorodny, żeby skomplikować jego odbiór? Utwory zgrupowane w części zatytułowanej Inne wiersze rzeczywiście są inne, zarówno tematycznie, jak i formalnie. Trudno nie zauważyć, że z jednej strony wprowadzają nowe wątki, ustanawiając alternatywny układ odniesienia dla opisanej wcześniej problematyki (więcej tu aktualiów, ale też codzienności wypełnionej pracą, śledzeniem informacji, obserwacją otoczenia itd.). Z drugiej – są mniej popisowe, pozwalają czytelnikowi złapać oddech przed czekającymi go kolejnymi wyzwaniami interpretacyjnymi.

Właśnie z tej części pochodzi wiersz zatytułowany Pytanie o poezję. Jego dwie pierwsze strofy rzeczywiście wypełnia pytanie – tyle że ma ono formę rozbudowanej metafory. Zwróćmy uwagę na obrazy, jakimi posłużył się poeta. Oto ktoś, kto „w sztormiaku i gumowcach” idzie po ciemku starym korytem rzeki. W korycie tym wędrujący natrafić może na pojedyncze strugi i błotniste bajora. To pozostałości z czasów, kiedy rzeka była żywiołem, wypełniającym koryto po brzegi. Obrazowi temu przeciwstawiony zostaje inny: rzeki spiętrzonej tamą, i to spiętrzonej nadrealnie, bo „po sam dyszel Wielkiego Wozu”. Z jednej strony – obfitość, nagromadzenie ponad wyobrażalną miarę; z drugiej – ciemność, poszukiwanie i ślady imponującego „kiedyś”.

Napisałem odruchowo, że te obrazy są sobie przeciwstawione. Ale to niezupełnie tak: chodzi przecież o jedną i tę samą rzekę. Stare koryto to koryto odcięte tamą od zebranych wód, do którego ścieka jedynie wątły strumień. Martwe? Niemające niczego do zaoferowania? Niekoniecznie. Wszak na „gęsto zapisanych / tabliczkach brzegów” utrwalona została pamięć o przeszłości. To piękne porównanie: brzegi starych rzek, ich wyschnięte koryta rzeczywiście są swoistymi tekstami do odczytania – linijka po linijce, warstwa po warstwie. O jaką rzekę chodzi tutaj? To podpowiada nam tytuł. Tytułowe „pytanie o poezję” to pytanie o to, jak wygląda sytuacja kogoś, kto dziś zapragnąłby zająć się pisaniem wierszy.

Czy trzeba dalej interpretować? To chyba oczywiste, że każdy piszący doświadcza czegoś podobnego. Ma za plecami olbrzymią tradycję, onieśmielający dorobek wielu pokoleń. Jego poszukiwania, jego własne wysiłki zdają się błądzeniem po jakichś manowcach. Ostatnia strofa zwięźle, ale precyzyjnie opisuje kolejne etapy, przez jakie przejść musi świadomość tego, kto mimo wszystko decyduje się pójść drogą twórczości. Najpierw jest lęk – związany z uczuciem przytłoczenia i przekonaniem o znikomym znaczeniu własnych starań. Lęk przed wpływem, przed tym, że nigdy nie odnajdzie się własnego głosu. Potem przychodzi pogodzenie, nawet pewne zobojętnienie: tak już jest i nie ma co zaprzątać tym sobie głowy. A jeszcze później zjawia się świadome „chcę”. Dojrzałość pisarska to właśnie owo „chcę” wypowiedziane w obliczu imponujących dokonań poprzedniczek i poprzedników. Imponujących – a przecież obecnych jedynie wycinkowo, fragmentarycznie, w śladach, w pozostałościach. Od tego, czym były naprawdę, jakie było ich rzeczywiste znaczenie, oddziela nas dziś wysoka tama niepamięci. Nasze poszukiwania prowadzimy w cieniu owej tamy pomni własnych ograniczeń i niepewni rezultatów, jednak ze świadomością, że nie jesteśmy na tej drodze pierwsi.

Na koniec jeszcze jedna sprawa. Bardzo jestem ciekaw, co podczas pierwszej lektury wiersza najmocniej wryło się Wam w pamięć. Mnie zaintrygował ten sztormiak. Dlaczego poeta użył właśnie tego słowa? Dlaczego sztormiak, a nie zwykły płaszcz albo kurtka przeciwdeszczowa? Wydawałoby się, że w starym, wysychającym korycie sztormiak nie jest do niczego potrzebny, bo niby przed czym miałby ochraniać? Zauważmy jednak, że słowo „sztormiak” od razu stawia nas na baczność. Ani „kurtka”, ani „płaszcz” nie są tak nacechowane. „Sztormiak” uruchamia cały ciąg skojarzeń: konieczność walki, przeciwstawienia się czemuś wielkiemu, zmagania z żywiołem potężniejszym niż siły pojedynczego człowieka. Sztormiak to nie strój na spokojne czasy. Niby nic takiego, ale nie zaszkodzi przypomnieć, że niekiedy drobny, z pozoru niewiele znaczący detal decyduje o charakterze całego utworu.  

Artykuł pojawił się w numerze: Ile nas dzieli od szczęścia