Subskrybuj
Sylvia Plath
Sylvia Plath taka, jaką ją pamiętamy – święta patronka cierpienia i wrażliwości fot. Granger/BE&W
Dziennikarka i redaktorka. Lubi czytać, najbardziej rzeczy krótkie.

Piękna, wciąż trzydziestoletnia

Popkultura to uwielbia: martwa artystka nie pisze dalej, nie zmienia zdania, nie komplikuje obrazu. Sylvię Plath można zamrozić w jednym kadrze, w jednym wieku, w jednej pozie – i bez końca powtarzać historię o „obiecującej, młodej poetce, która odeszła zbyt wcześnie”. Ale może da się powiedzieć coś jeszcze?

Sylvia Plath jest wszędzie. Rory z Kochanych kłopotów pochłania jej dzienniki, a Lisa Simpson poezję. Alvy Singer „objaśnia jej świat” Annie Hall, a jeden z odcinków serialu Mad Men nosi tytuł Lady Lazarus, zaczerpnięty ze słynnego wiersza (polski tytuł: Lady Łazarz lub Kobieta Łazarz). Teksty poświęcone biografii Plath pojawiają się tak często, jakby chodziło o gwiazdora futbolu, nie zaś o poetkę – od monumentalnej Czerwonej komety Heather Clark, po całe rzędy publikacji o jej małżeństwie, rodzinie, dziennikach, listach, a czasem po prostu… jej podobieństwie do Taylor Swift (książka na ten temat autorstwa Maggie Nelson ukazała się właśnie na rynku brytyjskim i amerykańskim). Istnieje pewien rodzaj kulturowej ironii, który polega na tym, że im głośniej mówimy o jakimś twórcy (a może twórczyni przede wszystkim), tym bardziej samo dzieło oddala się od nas w stronę symboli, projekcji i wyobrażeń. Arthur Rimbaud na zawsze pozostanie chłopcem, który uciekł od literatury do karabinów i kolonialnych interesów, a Emily Dickinson – zamkniętą w…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Walczę o życie bez strachu