Subskrybuj
il. Bogna Brewczyk fot. Jacek Domiński/Reporter
Pisarka i doula. Autorka bestsellerowych i nagradzanych powieści Akuszerki (2022) i Położne (2026) opisujących los kolejnych pokoleń kobiet towarzyszących przy porodach

Pele-mele. Odpowiada: Sabina Jakubowska

„Znakowe” pele-mele stworzyliśmy, by zaczerpnąć od ciekawych ludzi inspiracji: jak pracować, co czytać, na co zwracać w życiu większą uwagę

Od czego zaczyna Pani pracę nad nowym projektem?

Od myślenia. Chodzę z jakimś pomysłem, zabieram go do różnych prac, często przyziemnych. Ciało się uziemia, myśli płyną. Oglądam je, doświadczam emocji z tym związanych. Wrócą, gdy usiądę do komputera. Jeśli nie, widocznie nie były wystarczająco dobre. To podejście daje mi dużo spokoju.

Jaką dałaby Pani radę debiutantowi / debiutantce w swojej branży?

Moja rzeczywistość jest wielozawodowa. Pisarzom powiedziałabym: pisz. Pisz dla siebie, bądź sobą. Nie skupiaj się na tym, co pomyślą inni. I tak się nie dowiesz, co naprawdę myślą. A o tym, co powiedzą?

Carlos Ruiz Zafón napisał: „Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie” (Cień wiatru). To bardzo uwalniające, świadomość, że znakomita większość czytelników postrzega książki subiektywnie.

Jestem też doulą. Początkującej douli powiem: wspieraj i szukaj wsparcia. A wsparcie to nieoceniające bycie przy kimś. Odłóż na bok własne doświadczenia, bądź obecna, z otwartym sercem i umysłem.

A jako nauczycielka mam czasami ochotę powiedzieć do początkujących nauczycieli: uciekaj. Żartuję teraz. Tutaj nie ma sensu dawać rad. Świat się zmienia i każdy nowy nauczyciel będzie sobie radził po swojemu, testując narzędzia na żywym zbiorowym organizmie.

Jak sobie Pani radzi ze skłonnością do prokrastynacji i leniuchowania?

W moim przypadku nie ma leniuchowania. Jest tylko trójpolówka.

Czego nie wiedziała Pani o sobie 10 lat temu?

Że niektóre marzenia jednak się spełnią.

Co Panią onieśmiela?

Już coraz mniej. Moja wewnętrzna Regina Perkowa (bohaterka Akuszerek) wybija się na prowadzenie, a ją mało co dziwi i jeszcze mniej onieśmiela.

Gdyby nie była Pani tym, kim jest, byłaby?

Nieszczęśliwa.

Jacy są Pani bohaterowie życia codziennego?

Matki. Tak po prostu. A także położne, akuszerki. Dlatego o nich piszę. Moje – fikcyjne – są symbolem tych wszystkich kobiet, które wychodziły z domu i szły do porodu domowego albo do systemu szpitalnego, co być może wymaga równie wiele odwagi.

Przyjmowanie narodzin, przyjmowanie z otwartością i empatią kobiet w ich rozmaitych sprawach – to wszystko jest dowodem wielkiej siły, odpowiedzialności, niepoddawalności, także w sensie wiary w swoją misję i codziennego entuzjazmu.

Od dawnych akuszerek, od położnych i od rodzących kobiet nauczyłam się tego, że w życiu najważniejsze jest życie. I że wsparcie sprawia, iż poród jest dobry – nawet gdy mógłby być lepszy.

Nieoczywisty film, który chętnie Pani poleca.

Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek (reż. M. Newell). Zawsze poprawia mi humor. Wydaje się słodki, ale taki nie jest, bo przecież w tle tej historii znajduje się groza wojny. Ta opowieść mówi także o sile wsparcia i o mocy literatury. A książka Mary Ann Shaffer i Annie Barrows jest jeszcze lepsza.

Którego autora / autorkę chciałaby Pani przywrócić do życia, by opisał / opisała współczesność?

Terry’ego Pratchetta. Zawsze. I Jane Austen, oczywiście. Byłabym bardzo ciekawa jej spojrzenia na obecne czasy. To perspektywa niezwykle przyjemna, w każdym razie dla mnie. Wątpię, by była taka dla Jane, która przecież podarowała Elizabeth Bennet zdanie:

„Im więcej poznaję świat, tym mniej mi się podoba”.

Jaką umiejętność chciałaby Pani jeszcze w życiu zdobyć?

Nauczyć się języka irlandzkiego. Próbuję od lat, to moja wielka miłość, a od kiedy istnieje internet i są nowe możliwości techniczne, być może już nie jest taka nieodwzajemniona.

Jaki przedmiot lub myśl umieściłaby Pani w kapsule czasu dla kolejnego pokolenia?

„Życie nie jest czymś spokojnym”, jak powiedział Włóczykij. Zinternalizowanie tego bardzo pomaga. Oczywiście to samo mniej więcej głosili stoicy, ale ja lubię Muminki.

Artykuł pojawił się w numerze: Analogowe nawyki