Subskrybuj
Kadr z filmu "Grizzly Man". Górski krajobraz. Na pierwszym planie znajduje się mężczyzna w zabrudzonej pyłem, ciemnej koszuli. Na głowie ma chustkę. Nosi ciemnie okulary. Za nim stoi brunatny niedźwiedź. Oboje są w kamienistym strumyku.
Kadr z filmu Grizzly Man fot. BE&W
Filmoznawczyni, edukatorka filmowa, organizatorka przeglądów i festiwali filmowych. Dwukrotnie nominowana do nagrody PISF w kategorii krytyka filmowa. Laureatka Konkursu im. Krzysztofa Mętraka. Specjalistka od włoskiego kina, prowadzi w sieci „Accademię Włoskiego Kina”, w której przygląda...

Obojętność natury

„Nie nakręciłem filmu przyrodniczego, lecz opowieść o ludzkiej naturze” – tak Werner Herzog określił Grizzly Mana (2005). Zdanie to można potraktować jako klucz do wizji reżysera: przedmiotem jego zainteresowania nie jest sama dzikość, ale człowiek, który próbuje uczynić z niej miejsce własnego ocalenia

Grizzly Man Wernera Herzoga to znacznie więcej niż dokument o ekscentrycznym miłośniku niedźwiedzi. Film, należący do dojrzałego okresu twórczości reżysera, przyjmuje formę eseju antropologicznego i wpisuje się w jeden z najważniejszych tematów jego kina: opowieść o jednostce, która wkracza w rzeczywistość większą od siebie i usiłuje narzucić jej własny porządek znaczeń. Podobnymi figurami byli u Herzoga konkwistadorzy, wizjonerzy, szaleńcy i artyści – bohaterowie takich filmów jak Aguirre, gniew boży, Zagadka Kaspara Hausera, Fitzcarraldo czy Szklane serce. Timothy Treadwell, samozwańczy obrońca niedźwiedzi, należy do tego samego rodu postaci.

Przez wiele lat Treadwell spędzał letnie sezony wśród niedźwiedzi brunatnych na terenie Parku Narodowego w Katmai (Alaska). Film Herzoga powstaje już po jego śmierci: w październiku 2003 r. Treadwell i jego partnerka Amie Huguenard zginęli w wyniku ataku niedźwiedzia. Reżyser w dużej mierze wysłuchuje relacji ekspertów i bliskich osób z ich otoczenia, rekonstruując okoliczności ostatnich dni pary. Zasadniczy ciężar opowieści zostaje jednak przesunięty ku pytaniu, w jaki sposób człowiek opowiada samego siebie w konfrontacji z pozaludzkim światem.

Herzog wykorzystuje obszerne archiwum nagrań pozostawionych przez Treadwella – ponad 100 godzin materiału – aby pokazać, że jego bohater nie tylko przebywał wśród dzikich zwierząt, lecz także nieustannie odgrywał przed kamerą określoną wersję siebie. Mówił do obiektywu, powtarzał kwestie, komponował kadry, budował publiczną personę i próbował kontrolować obraz swojej misji.

Zarazem te same nagrania odsłaniają momenty, w których jego kontrola zaczyna się załamywać: przypadkowo uchwycone zdarzenia, nieprzewidziane reakcje zwierząt, wybuchy gniewu czy bezradności. Ten kontrast zdaje się fascynować niemieckiego twórcę najbardziej.

Dokument Herzoga podejmuje krytyczny dialog z romantycznym mitem powrotu do natury. Wyrasta on z przekonania, że poza cywilizacją istnieje inny porządek – starszy, bardziej autentyczny. Człowiek nowoczesny jawi się w nim jako ktoś, kto utracił kontakt z tym, co pierwotne i nieskażone, a świat przyrody zostaje obdarzony funkcją niemalże terapeutyczną: ma stać się miejscem odzyskania sensu. W tej perspektywie Grizzly Mana można czytać jako krytykę nowoczesnego mitu wilderness. William Cronon w eseju The Trouble with Wilderness wskazywał, że dzikość nie jest po prostu obiektywną rzeczywistością istniejącą poza kulturą. Jest zarazem fantazją, w której nowoczesne społeczeństwa lokują własne tęsknoty i traumy. Treadwell i jego praktyka wpisują się w tę logikę niemal modelowo. Alaska staje się dla mężczyzny obszarem, w którym może wyobrazić siebie na nowo. Wśród niedźwiedzi przestaje być osobą zranioną przez świat ludzi, a zaczyna istnieć jako dzielny i opiekuńczy „Grizzly Man” – zbawiciel świata natury.

Ten mechanizm projekcji Herzog odsłania bez łatwej drwiny. Przeciwnie – twórca pozwala wybrzmieć uwodzicielskiej sile nagrań Treadwella. W bliskości ze zwierzętami i emocjonalnych monologach kierowanych prosto do kamery odnajdujemy coś przejmującego: ślad autentycznego zachwytu, ale też potrzebę, by dzikość odpowiedziała na ludzką samotność. Krytyczny gest reżysera ujawnia się dopiero w sposobie interpretacji tego materiału. Treadwell nie tylko obserwuje drapieżniki, lecz konsekwentnie włącza je w prywatny porządek znaczeń. Nadaje im imiona, przypisuje intencje, odczytuje ich spojrzenia i zachowania jako oznaki więzi.

Sam Herzog stwierdził niegdyś, że „Timothy patrzy na naturę jak na przedłużenie disneyowskiej kreskówki, w której jest pełno dobrych i chętnych do zabawy niedźwiadków”.

Właśnie w tym punkcie reżyser najostrzej dystansuje się od wizji Treadwella. Komentując sfilmowane przez niego niedźwiedzie, mówi, że nie dostrzega w nich „pokrewieństwa, zrozumienia ani litości”, ale „przytłaczającą obojętność natury”. Nie oznacza to, że przyroda jest dla niego okrutna czy demoniczna. Herzog odrzuca raczej romantyczne i quasireligijne przekonanie, że dzikość przemawia do człowieka jego własnym językiem. Niedźwiedź nie jest tu ani przyjacielem, ani wrogiem, ani nawet metaforą. Jest po prostu zwierzęciem, którego istnienie nie musi zostać podporządkowane ludzkiemu dramatowi. 

Film można zobaczyć m.in. w Apple TV

Artykuł pojawił się w numerze: Poza zasięgiem