Gniazdo strzyżyka odkrył w krzakach jakieś 100 m od domu. Przybiegł podekscytowany, mówił, że już wcześniej „coś mu tam mignęło”, ale teraz dopiero nabrał pewności.
– Wiesz, strzyżyka trudno pomylić z jakimkolwiek innym ptakiem – mądrzył się, cytując niemal słowo w słowo książki ornitologiczne, które mu dałem – a to ze względu na jego ptasią elegancję.
Te ptaki wjechały mu nagle. Na Boże Narodzenie dostał w prezencie używany aparat, bo ciągle grzebał w szufladzie z moim sprzętem. On chciał, a ja wolałem, żeby miał swój. Na aukcjach za całkiem sensowne pieniądze można kupić coś, co 10 czy 12 lat temu było szczytem technologii. Ten, który udało mi się wygrzebać, to najpewniej nietrafiony prezent komunijny, bo mimo iż był starszy od Kazika, nie nosił właściwie żadnych śladów…