Tak więc dialog, już z założenia wymuszony, wypada trochę sztucznie. Zadający pytania – często nie są to w ogóle pytania, lecz dłuższe wypowiedzi mające sprowokować określoną reakcję Girarda – podobni są do wszechwiedzącego narratora z XIX-wiecznej powieści, siłą rzeczy lepiej poinformowanego niż główny bohater. Pytają, ale i tak sprawiają wrażenie, że z góry wiedzą, co usłyszą. A Girard także zdaje się wiedzieć, że oni pytając, w istocie znają już odpowiedź. Obok konkretnej wiedzy przedmiotowej, obie strony posiadają wzajemną i symetryczną wiedzę, stanowiącą jakiś rodzaj rozbudowanej metaświadomości. Aż strach pomyśleć, czy nie mamy tu do czynienia jakąś formą mimetyzmu, układu bliźniaczego, który – zgodnie z założeniami Girardowskimi – musiałby nieuchronnie doprowadzić do konfliktu.
Dialogiczno-trialogiczna gra, która toczy się na kartach Początków kultury, oświetla wiele ważnych faktów z intelektualnej biografii francusko-amerykańskiego antropologa. Jednak stawką w tej grze okazują się raczej subtelności interpretacyjne dotyczące teorii kozła ofiarnego, niż rzeczywiste…