To jest trochę jak sen. Otwierasz oczy. Chyba jeszcze jest noc. Albo namiot przykryła warstwa śniegu. Raczej to drugie. Bo kapie na głowę. Tak, wystarczy strzepnąć go z tropiku namiotu, by do wnętrza wpadło nieco światła. Jest bardzo zimno, natychmiast puchówka. Byle wyjść ze śpiwora i rozgrzać ciało, nastawić kuchenkę. Uchylasz wejście. Jesteś na 5 tys. m n.p.m., na wysokogórskiej pustyni Altiplano. W Boliwii, ale to nie ma tu znaczenia. Przed tobą naga czerwona przestrzeń rozciągająca się na setki kilimetrów. Nasłuchujesz, jakby dźwięk odjeżdzającego dżipa, który wczoraj zostawił cię nieopodal, nie ulotnił się we śnie. To nie był mocny sen. Jak to bywa pierwszej nocy w głuszy. Oswajanie sprawy, czujność. Spokój przyjdzie za dwa, trzy dni. W nocy stało się coś, czego się trochę bałeś. Śniegu miało nie być o tej porze roku. Śnieg to problemy. Wilgoć, chłód, grząski grunt. Lepiej się ciągnie bagaż z zapasami żywności i wody po twardym. Może przeschnie. Żeby przejść pustynię, przez ostatnie dwa lata konstruowałeś specjalny wózek terenowy, z oponami i szprychami gotowymi znieść duże obciążenia. Jest w miarę…
Autor m.in. Podkrzywdzia i Bez. Ostatnio wydał Dom ojców, opowieść o uprawie ziemi i prehistorii. Mieszka w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej