Subskrybuj
fot. Michał Lichtański
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.

Pamięć

Zdumiewające, że przez niemal dwa tysiące lat chrześcijaństwo nie dostrzegło głębi tych żydowskich świąt. Moim zdaniem to wyraźny ślad dobrze się wciąż mającej w Kościele teologii zastępstwa.

Inauguracja nowej rubryki, poświęconej relacjom chrześcijańsko-żydowskim i tropieniu śladów teologii zastępstwa, zbiega się w czasie z żydowskim Nowym Rokiem (Rosz ha-Szana) i następującym tuż po nim cyklem tzw. wielkich świąt (Jom Kipur, Sukot, Simchat Tora).

Sukot (Święto Szałasów) to jedno z trzech opisanych w Torze świąt pielgrzymich. Dwa pozostałe: Pesach(Pascha) i Szawuot (Święto Tygodni, Pięćdziesiątnica), są – w nieco innym czasie i pod inną nazwą – obchodzone również przez chrześcijan. Dla nich jednak odmienna jest ich treść: stanowią pamiątkę śmierci i zmartwychwstania Chrystusa oraz zesłania Ducha Świętego. Oczywiście wspomina się przy tej okazji wyjście ludu wybranego z Egiptu, przejście przez morze, a także – zdecydowanie rzadziej – przymierze zawarte na Synaju i dar Tory (zesłanie Ducha Świętego kojarzone jest raczej, na zasadzie przeciwstawienia, z wieżą Babel), niemniej wydarzenia opisane w Pierwszym (tj. Starym) Testamencie odczytywane są najczęściej jedynie jako „znak i zapowiedź” tego, czego dokonał Jezus Chrystus.

Z tego powodu Sukot i pozostałe jesienne święta są przez większość chrześcijan niedostrzegane, bo nie można ich związać wprost z żadnym wydarzeniem, istotnym dla chrześcijańskiej historii zbawienia, o którym mówi Nowy Testament.

Niczego tu nie zmienia – słaba wśród wyznawców – świadomość faktu, że święta te obchodził sam Jezus (co poświadczają ewangelie, por. np. J 7). Już choćby ze względu na solidarność z Nim warto byłoby zatem o nich pamiętać. Trzeba przy tym zaznaczyć, iż z każdy z tych dni zawiera w sobie potężny (i cenny nie tylko dla Żydów) potencjał teologiczny. Rosz ha-Szana (zwane w polskiej tradycji Świętem Trąbek) to przecież upamiętnienie dnia stworzenia i wezwanie wiernych, jakby budzenie ich dźwiękiem szofaru, czyli baraniego rogu (stąd owe „trąbki”), do skruchy i nawrócenia – tak aby Pan zapisał ich w Księdze Życia. Jom Kipur niesie ze sobą wizję Sądu i Bożego Miłosierdzia, gdy – pod wpływem modlitwy – znika surowość Boga, a On sam „przesiada się z Tronu Sprawiedliwości na Tron Miłosierdzia”. Święto Sukot ze swym nakazem przeniesienia się z wygodnego domu do prowizorycznego szałasu to z kolei przypomnienie o prawdzie, iż ludzkie życie polega na pielgrzymowaniu, nieustannym byciu „w drodze”. I wreszcie Simchat Tora(Radość Tory) – manifestacja miłości i przywiązania do Bożego słowa; tego dnia zwieńczone koroną zwoje Tory niesione są w procesji niczym monstrancja w czasie katolickiego święta Bożego Ciała. Ba, tańczy się z nimi, tak jakby Tora była panną młodą, a ludzie – jej oblubieńcami…

Zdumiewające, że przez niemal dwa tysiące lat chrześcijaństwo nie dostrzegło tej głębi.

I że nie potrafiło (nie chciało?) skojarzyć z tymi świętami niektórych wydarzeń ewangelicznych. Oraz – last but not least – że nie okazało wierności Bogu, który nakazał Izraelowi, aby te święta zawsze obchodził. Tu widać wyraźny ślad teologii zastępstwa: bo wprawdzie zostało to przykazane Izraelowi, ale już nie Kościołowi, „nowemu ludowi wybranemu”, który go zastąpił.

Oczywiście chrześcijaństwo nie jest judaizmem i nie może na siłę „chrzcić” żydowskich świąt; tego nie chcieliby pewnie nawet sami Żydzi. Ale mogłoby jednak o nich pamiętać.

A skoro mowa o pamięci: 7 października przypada pierwsza rocznica napaści Hamasu na Izrael i popełnionych wówczas zbrodni. Mając na względzie dominującą w świecie retorykę antyizraelską i – płynącą również ze strony żydowskiej – krytykę rządu Benjamina Netanjahu, nie wolno nam zapomnieć o tym, kto był wtedy mordercą niewinnych, a kto ofiarą. Ani o cynizmie tych, którzy traktują ludność cywilną jak tarczę. Pamięć jesteśmy winni również uprowadzonemu i zamordowanemu przez Hamas Alexowi Dancygowi, człowiekowi podwójnej tożsamości i kultury: izraelskiej i polskiej. Dancyg był edukatorem, rzecznikiem autentycznego dialogu polsko-żydowskiego, ale też – o paradoksie! – żydowsko-palestyńskiego. W zaatakowanym przez Hamas kibucu Nir Oz, przy granicy z Gazą, pracował jako specjalista od nawadniania – przemieniał martwą pustynię w miejsce, w którym rodzi się życie. Trudno nie dostrzec w tym symbolicznego obrazu jego działania w dziedzinie relacji międzyludzkich. I międzynarodowych.

Niech jego dusza będzie związana w węzeł życia!

Artykuł pojawił się w numerze: Historie, z których się składasz