Wyciągnij przed siebie rękę z wnętrzem dłoni skierowanym do góry. Jak wtedy, gdy twój pies ma w pysku coś, czego nie powinno tam być, i mówisz mu: „Oddaj”. Teraz dotknij kciukiem małego palca tak, by połączyły się ze sobą ponad pozostałymi palcami. Tak ułożoną dłoń przygnij następnie do siebie, nie zmieniając położenia reszty kończyny, w tym przedramienia. Co widzisz? Czy na wysokości nadgarstka pokazało się pod skórą naciągnięte ścięgno? Szansa na to, że tak się stało, wynosi ok. 80–90%. Bo taki właśnie odsetek współczesnej populacji posiada mięsień dłoniowy długi, czyli niezwykle starą pamiątkę – jeszcze z czasów, gdy ludzie (a dokładniej: ich przodkowie sprzed 60 mln lat) przypominali lemury. Wtedy to mało znaczące ścięgno było bardzo ważnym mięśniem, który umożliwiał sprawne przemieszczanie się po drzewach i chwytanie gałęzi. Z czasem przestał on mieć znaczenie, utracił swoją funkcję i skarłowaciał. W takim razie dlaczego większość ludzi nadal posiada pozostałe po nim ścięgno? Ponieważ jest ono bardzo mało kosztowne – nie potrzeba wiele energii, by je utrzymać, a presja, by zaniknęło, nie jest duża.
A co z osobami, u których nie widać śladu po mięśniu dłoniowym długim? Stanowią one pozostałe 10–20% populacji.
Na zaniku ścięgna ani…