Subskrybuj
Il. Magdalena Pelc
Redaktor miesięcznika „Znak”, doktor filozofii. Współpracuje z magazynem „Kontakt”, pisze również w „Tygodniku Powszechnym” i w Mint Magazine

Jon Fosse i jego Bóg

Norweski noblista pozostaje wobec Boga tak ostrożny, że uczynił z Niego centralną postać całego projektu twórczości

Jestem ostrożny w używaniu słowa »Bóg«” – mówi Jon Fosse w Misterium wiary, rozmowie rzece z teologiem Eskilem Skjeldalem (tłum. I. Zimnicka). Pomimo tej deklaracji norweski noblista jest jednym z najpopularniejszych współczesnych pisarzy tak otwarcie podejmujących wątki chrześcijańskie. Ostatnim tego świadectwem na polskim rynku czytelniczym jest Nowe imię, finał Septologii, opus magnum noblisty, będące medytacyjną rozprawą z „nieobecną obecnością” Boga. W jakiego Boga wierzy Fosse?

Nieprzypadkowo uciekam się do takiej paradoksalnej figury. Norweg używa jej, gdy mówi słowami Aslego, narratora Septologii, „chciałem jedynie malować, żeby powiedzieć coś, czego nie dało się powiedzieć w żaden inny sposób, tak, malowaniem wydobyć nieobecną obecność, tak o tym myślę, tak, sprawić, żeby czerń jaśniała, tak, wydobyć tę świetlistą ciemność”. Czytelnik sięgający po dzieła noblisty jest skazany na lawirowanie między paradoksami, poszukiwanie światła w labiryncie mroków i próby usłyszenia głosu w ciszy. Podobne metafory same nasuwają się przy lekturze tekstów Fossego, próbującego uchwycić język ciszy. „Zarówno w prozie, jak i w liryce usiłowałem dać wyraz temu, czego zwyczajnie, w mowie potocznej, nie da się przekazać słowami. (…) Próbowałem wyrazić to, co niewypowiedziane” (tłum. M. Grossman-Kliber) – mówił, odbierając Nagrodę…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kiedy w Polsce będą Chiny