Subskrybuj

Utyskiwania wielkiego Witruwiusza, czyli o tym, jak i gdzie Rzymianie mieszkali

Gdybyśmy chcieli poczuć atmosferę Rzymu cesarskiego, nie Pompeje, nie Herkulanum czy starożytna Ostia, ale raczej wąskie i ciemne uliczki dzisiejszego Zatybrza byłyby lepszą pożywką dla naszej wyobraźni.

Przedstawmy sobie taką oto scenkę – w realiach Rzymu, szczególnie późnej, cesarskiej epoki, wcale nierzadką: oto wybucha pożar w jednym z maleńkich mieszkanek w potężnej, pięciopiętrowej kamienicy czynszowej. Potrącona lampka z oliwą, wiklinowe przepierzenia, po których ogień przenosi się z mieszkania do mieszkania i między piętrami, wreszcie najwyższe kondygnacje wykonane z drewna – to wszystko wystarczy, by w ciągu kilku minut ogień rozprzestrzenił się do tego stopnia, że nie ma mowy, by dało się uratować coś więcej niż kilka drobiazgów z wnętrza sklepików umieszczonych na parterze. Jak gasić pięciopiętrowy budynek, przybiegając z wiadrem wody, choćby tych wiader były nawet setki? Na szczęście już w I w. p….

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Szkoła przymusu czy szkoła dialogu?