Na początku przypomnijmy, że Marlow, którego głosem przemawiają najbardziej bodaj pamiętne Conradowskie opowieści, nie jest zwyczajnym marynarzem, ale wędrowcem: bezdomnym, niezakorzenionym nomadą. Dla anonimowego narratora Jądra ciemności przysłuchującego się relacji Marlowa z wyprawy do Afryki to rozróżnienie ma daleko idące konsekwencje, które wyznaczają odrębny stosunek do świata i możliwości jego poznania. Otóż, jeśli wierzyć temu narratorowi, dla marynarzy świat nie ma tajemnic, gdyż żyją w jednym, stosunkowo niewielkim i zamkniętym środowisku; dla tułającego się po świecie Marlowa – przeciwnie, każdą opowieść spowija tajemnica.
Kiedy marynarze czekają na odpływ na martwych wodach Tamizy, zanurzeni w gęstniejącym mroku nocy i odwróceni plecami do świateł najpotężniejszej metropolii świata, Marlow zaczyna opowiadać, a jego opowieść wpisuje się w ten – dzielony przez słuchaczy i mroczniejący krajobraz – stan zawieszenia, oczekiwania i bezruchu. Conrad zadbał o to, byśmy odczuli, że opowieść Marlowa, która wypełni pozostałe strony Jądra ciemności, rodzi się z mroku i mrokiem zostaje naznaczona. W ciemnościach nocy, gdy słuchacze nie widzą gawędziarza, bo jego twarz wyłania się z czerni tylko w chwilowym…