Niewiele jest śladów starożytnego życia, które zdolne byłoby wywołać w dzisiejszych turystach silniejsze emocje od gipsowych odlewów ofiar zagłady Pompejów. Po tych jego mieszkańcach, których potężna erupcja Wezuwiusza w roku 79 z jakichś powodów nie wypędziła z miasta, pozostały w warstwie zgęstniałego wulkanicznego popiołu niewiarygodnie dokładne odbicia przestrzenne. Wypełnione gipsem zmieniły się w budzące dreszcz posągi umierających ludzi. Umierających właśnie, nie umarłych – to przeraża bodaj najbardziej. Widać w nich ostateczną rezygnację, bierną zgodę na śmierć. Może dlatego na ich tle tak wyraźnie odcina się gipsowy odlew psa znaleziony w domu Vesoniusa Primusa. To przy nim – rzecz szczególna – zatrzymuje się największa grupa zwiedzających. Poskręcane ciało zwierzęcia świadczy wymownie o tym, że pies do ostatniej chwili próbował walczyć o życie. I zapewne udałoby mu się tę walkę wygrać, tak jak większości zwierząt pompejańskich, które…