Dzieciństwo, a może i wyrosłą z niego dojrzałość. Abyśmy zdrowi byli, potrzebujemy czegoś, co zaspokoi ciągotki dzikszej części naszego ja, którą nieprędko, mimo wszystkie t-shirty, e-booki i i-phone’y, zatracimy. Trzeba nam pożywki dla wyobraźni, może też po to, aby czasem uwolnić zamieszkujące ją stwory? Groźne, lecz nie nieprzyjazne, chyba że za długo je więzić. Nie chciałbym tu pozować na świętokrzyskiego Castanedę, ale potrzebujemy miejsc, które przechowają dla nas trochę magii. Lepiej nie mówmy tego nauczycielkom matematyki, lecz żeby nasze logiczne myślenie nie było li tylko rozumowaniem, powinno też być po trosze myśleniem magicznym. Choć nie mieszkałem wśród ruin…