Krzysztof Biedrzycki: W Pana twórczości II wojna światowa jest bodaj czy nie najważniejszym tematem. Pomimo upływu dziesiątków lat wraca Pan do niej. Nawet w najnowszych filmach, w Katyniu wprost, w Tataraku przez odwołanie do niezagojonej rany spowodowanej przez śmierć wojenną. Dlaczego tamte czasy wciąż pozostają dla Pana tak ważne?Andrzej Wajda: Właściwie wojna oddaliła się ode mnie. Jeśli jednak do niej wracam, to głównie dlatego że obserwuję, jak fabrykuje się nowa historia Polski. Nie mogę się z tym pogodzić. Rozumiem, że słaba Polska, która ledwie stoi na nogach, nie może sobie pozwolić na to, żeby powiedzieć pełną prawdę o przeszłości, w tym o dwudziestoleciu międzywojennym. Ale Polska, która jest już w Unii Europejskiej, która się zjednoczyła z Europą tak dalece, jak to obecnie obserwujemy, nie powinna odczuwać strachu mówienia o tym, co było bolesne. A powiedzmy otwarcie: przedwojenna Polska to był domek z kart, który rozpadł się w ciągu kilku dni. Ja wtedy…
Dr hab., adiunkt na Wydziale Polonistyki UJ, historyk literatury, krytyk literacki i filmowy, wydał m.in. Świat poezji Stanisława Barańczaka (1995) oraz podręczniki do nauki języka polskiego w liceum Opowieść o człowieku.