Z każdego labiryntu
wychodzi się górą.
(Leopoldo Marechal)
Pisanie może być tak formą „grzebania” w sobie, jak również formą transcendowania, przebijania się przez swój pancerz, i – jak pisał Faulkner – wychodzenia z moczarów na światło dzienne. Czy układając słowa, można zdobyć się na dystans wobec siebie? Przecież będzie to dystans i tak przefiltrowany przez siebie. Dlatego pisanie to dziwne zajęcie: dla niektórych cokolwiek podejrzane, a dla innych zbawienne. Przypominają się w tym miejscu słowa Józefa Czapskiego nie tylko o sile pracy, ale również sile Kasjodorowego zaczynania od nowa: Dopiero powrót do malarstwa i do pisania dał mi znowu poczucie rzeczywistości dnia powszedniego. Z tego, co namalowałem przed wojną, nie zostało prawie nic. Trzy domy w Warszawie, w których była przeważająca ilość moich płócien, zostały spalone, zginęły również stosy notatek i dzienników, zacząłem wszystko – mając pięćdziesiąt lat – od początku….