Tak naprawdę o wszystkim wiedzieliśmy już na długo przed Grossem. Ta wiedza ma kształt piramidy. U podstawy – lokalne społeczności wiejskie, małomiasteczkowe, owi „sąsiedzi” właśnie. Oni wiedzieli. Tę straszną wiedzę dziedziczą następne sąsiedzkie pokolenia. Im wyżej, coraz więcej filtrów, mechanizmów obronnych, coraz bardziej wyrafinowane techniki wypierania i zaprzeczania. Na samym stożku piramidy – grono historyków, którzy czytają dokumenty, świadectwa, relacje. Na ich podstawie układają opowieść o historii. Rekonstruują jej obraz, czy też starają się konstruować wizerunek przeszłości według różnych porządków mitologicznych: od internacjonalistycznego po nacjonalistyczny, od komunistycznego po katolicki.
Tak naprawdę wszystko zostało powiedziane i napisane dużo wcześniej. Myślę tu nie tylko o źródłach historycznych: dokumentach wytworzonych przez cywilnych i wojskowych biurokratów czy dyplomatów, raportach kurierów, prasie, materiałach procesowych, relacjach ofiar, świadków i katów. Myślę również o literaturze pięknej. O niej przede wszystkim. Literatura od początku mówiła mocnym głosem. Ale czy chcieliśmy tego słuchać? Niemal ćwierć wieku temu Jan Błoński na łamach „Tygodnika Powszechnego” napisał to, co usłyszał w jednym wierszu Czesława Miłosza. Rozpoczęła się wielka rozbiórka muru, który dzielił (wciąż dzieli?) Żydów i Polaków, a także samych Polaków. Poruszyły się sumienia przeciwko zmowie niepamięci.
Zdjęcia
Zacznijmy jednak od fotografii, która – jak pisze Gross – stała się impulsem do napisania Złotych żniw. Kompozycyjnie książka osnuta jest wokół rozważań o tym zdjęciu, prób…