Kiedy w stosach listów, pism i depesz z gratulacjami, nadchodzących do Berkeley w październiku 1980 r. Czesław Miłosz natrafił na wspomnienie o sobie pióra Jerzego Putramenta opublikowane w tygodniku „Literatura”, rzucił pod jego adresem soczyste przekleństwo i wybuchnął ironicznym śmiechem. Powołuję się tu na własne świadectwo jako ówczesnej asystentki noblisty. Niemniej myślę, że gdyby monografia Miłosz i Putrament; żywoty równoległepióra Emila Pasierskiego ukazała się jeszcze za jego życia, przeczytałby ją z zainteresowaniem i docenił trud młodego wrocławskiego literaturoznawcy, który pierwszy tak dogłębnie i szczegółowo przedstawił dzieje relacji dwóch dawnych żagarystów. Nawet wytrawni czytelnicy dzieł Miłosza (bo wątpię, czy obfita twórczość Putramenta znajduje dziś wielu chętnych, choć była przedmiotem badań m.in. Stanisława Beresia) natrafią w niej bowiem na wiele nieznanych faktów, intrygujących szczegółów i polemicznych starć. Autor nie zawierza do końca ani doskonałej skądinąd pamięci Miłosza, ani – zwłaszcza – autokreacjom Putramenta, toteż szuka potwierdzenia lub zaprzeczenia konkretnych zdarzeń w materiałach źródłowych i komentarzach osób trzecich, na które natrafił w trakcie żmudnych poszukiwań. Odnotowuje liczne niuanse w relacjach i zmieniające się z upływem lat wzajemne osądy obu tytułowych postaci. Niczym w pokerze mówi „sprawdzam”. No…