Wysłuchuję osób, które były przy nim na długo przedtem, nim myśmy go poznali, wkrótce po wojnie i wcześniej, za okupacji, kiedy autor Obrotów rzeczy i Pamiętnika z powstania warszawskiego dopiero tworzył siebie. My w latach 70. poznaliśmy kogoś, kto był już stworzony i sam promieniował, a nie świecił światłem odbitym.
Chciałbym oczami tamtych ludzi zobaczyć tamtego Mirona jako młodszą kopię tego, którego znaliśmy.
Ale moi rozmówcy chcą mi pokazać nie tego, który mówi: „sam się nawiedzam, rodzę”, i który w Zawalew półśnie krzyczy na OIOM-ie: „rodzę się!”. Pokazują mi kogoś innego – młodego człowieka, piszącego wiersze często rozgadane, przemetaforyzowane, egzaltowane. Syna krawcowej z Woli, który zwierzał się Irenie Prudil, że tak mało w życiu dostał od rodziny….