„Na salonach różnica między »pisarzem« i »pisarzem science fiction« odpowiada różnicy między »aktorem« i »aktorem porno«” – pisze Jacek Dukaj w najnowszej minipowieści o znamiennym tytule Science fiction, w dosadnym bon-mocie uchwytując to, o czym doskonale „wszyscy wiedzą”: fantastyka to z założenia literatura niepoważna, eskapizm od życia, w najlepszym razie maszynka do robienia pieniędzy na fanach Harry’ego Pottera i Władcy Pierścieni. Rozpatrując jednak rzecz sine ira et studio, jak faktycznie zważyć ciężar tekstu, jego znaczenie, istotność? Poczytnością? Podejmowaniem najpopularniejszych w danym czasie tematów? Liczbą prominentnych nagród? Grupą kontynuatorów? W prozie niegatunkowej jednym z wyznaczników – zwłaszcza…