Powieści Myśliwskiego powstają dopiero wtedy, gdy autorowi uda się zmylić trop i zatrzeć wszelkie ślady swej obecności. Bo tak naprawdę to czytelnik nie wie, czy ma do czynienia z fikcją czy z wyznaniem autora. Zresztą w pewnym momencie przestaje to być istotne. Tak bardzo wciąga go rytm hipnotycznej prozy, że sam nad sobą traci kontrolę. I nie wie już, czy czyta o autorze, narratorze, bohaterze, a może o sobie samym. Tak w każdym razie mnie się przydarzyło z lekturą Ostatniego rozdania. Myśliwskiemu udała się rzadka sztuka. Owładnął mną całkowicie. Od razu jednak muszę wyznać, że nie czułem się…
Prof. na Uniwersytecie Warszawskim w Ośrodku Studiów Amerykańskich. Ostatnio opublikował Catholicism as a Cultural Phenomenon in The Time of Globalization: A Polish Perspective (2009), Uskrzydlony umysł. Antropologia słowa Waltera Onga (2010), Umysł wyzwolony. W poszukiwaniu...