Subskrybuj
Il.: Klawe Rzeczy / fot. Andrzej Walkusz
Tłumacz współczesnej polskiej literatury na język niemiecki, m.in. licznych sztuk teatralnych: Krzysztofa Warlikowskiego, Krystiana Lupy, Tadeusza Słobodzianka, Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk, Pawła Demirskiego, Magdy Fertacz, Artura Pałygi, Zyty Rudzkiej, Marty Górnickiej. Koordynator polskiego komitetu międzynarodowego networku EURODRAM....

„Czy stać cię na to?”

Czasami zadaję sobie pytanie, czemu zajmuję się zawodowo przekładem literackim, a na domiar złego przekładem literatury polskiej – z niemieckiej perspektywy to nadal egzotyczny wybór.

Wczoraj przyszedł ten dzień – właściciel wydawnictwa teatralnego, który wcześniej opublikował sztukę Life is loading Mariusza Więcka i Jerzego Wójcickiego, zapytał mnie, czy nie chciałbym przetłumaczyć kolejnej sztuki tych autorów. Life is loading, tekst o ciemnych stronach internetu, wygrał trzy lata temu konkurs na spektakl teatralny w Norymberdze. Tamtejszy Staatstheater zlecił mi przekład i go wystawił. Tym razem wydawca oczekiwał, że przełożę tekst bezinteresownie, jako rodzaj inwestycji, a oferował mi tylko standardowy udział w tantiemach, jeśli sztuka trafi na scenę. Wydawca znajdujący się bez wątpienia w lepszej sytuacji finansowej niż ja nie chciał dzielić się ryzykiem, ale jeszcze bardziej mnie zaskoczył w momencie, kiedy określił siebie jako wielkiego idealistę, który jak wół walczy o młodych, kompletnie nieznanych polskich autorów. A ja tylko o pieniądzach! Poczułem się dotknięty, bo trzeba postradać zmysły, by zajmować się przekładem literackim, szczególnie kiedy ma się rodzinę i skutecznie wyleczyło się ze skłonności idealistycznych. Odmówiłem.

Na szczęście jednak takie refleksje wypieram dość szybko. Co nie oznacza, że problemy eksportowe polskiej literatury dotyczą tylko młodych, nawet w kraju słabo rozpoznawalnych autorów albo twórców tzw. literatury wysokiej. Literatura gatunkowa made in Poland to nie zagraniczny samograj. Parę dni temu wróciłem z tzw. Lesereise, którą odbyłem z Katarzyną Bondą, autorką mającą w Polsce status celebrity. Trzy tygodnie temu ukazał się w Niemczech Der Rat der Gerechten (Okularnik, który sprzedał się w ponad milionie egzemplarzy), drugi tom tetralogii o profilerce Saszy Załuskiej. Tłumaczenie wykonałem razem z Saskią Herklotz. Były spotkania autorskie w Instytutach Polskich, na targach książki, w księgarniach i na festiwalach literatury kryminalnej w Berlinie, Lipsku, Stuttgarcie, Düsseldorfie i Monachium. Heyne Verlag, wydawnictwo należące do potężnej grupy wydawniczej Random House, już dwa lata temu wydało pierwszy tom tej serii. Cały nakład Das Mädchen aus dem Norden w wysokości 10 tys. egzemplarzy rozszedł się, co redaktorka prowadząca tytuł uznała za zadowalający wynik. Poza tym podkreśliła, że wydawnictwo nie oczekuje natychmiastowych zysków, jest gotowe cierpliwie wprowadzać autora z Polski na rynek niemiecki. Jednak gdy autorka pytała wprost, czy wydawnictwo planuje również wydać trzeci i czwarty tom serii, odpowiedź była rozbrająco szczera: „Musimy poczekać pół roku i to skalkulować”.

W Rat der Gerechten całe zło dokonało się w przeszłości. Zbrodnia historyczna jest prawdziwa – pogrom ludzi Romualda Rajsa „Burego” na białoruskich cywilach w wioskach podlaskich w styczniu 1946 r. W książce to zaledwie tło akcji, która rozgrywa się głównie we współczesnej Hajnówce i przede wszystkim w latach transformacji. Czytelnika niemieckiego jednak najbardziej intryguje wątek historyczny i dyskusja tocząca się dziś w Polsce o żołnierzach wyklętych, co pokazują nie tylko recenzje książki, ale również pytania publiczności podczas spotkań autorskich. W Lipsku jeden z gości zapytał, czy to nie problematyczne, że akcja książki zaczyna się w roku 1946 i pokazuje konflikt między polsko-katolicką i białorusko-prawosławną ludnością. Niemiecki czytelnik nie dowie się z książki niczego o tym, co się działo na tych terenach podczas wojny.

Historia II wojny światowej znajduje się w orbicie moich ostatnich wyborów translatorskich – np. świetne felietony Erwina Axera o perypetiach wojennych, o spotkaniach z niemieckojęzycznymi twórcami teatralnymi, jak Brecht, Frisch i Dürrenmatt, po wojnie (Deutsch-polnische Gedächtnisübungen). Napisane z dużą dozą ironii i zawsze celną puentą. A w kwietniu ukażą się w Wallstein Verlag wspomnienia oświęcimskie Zofii Posmysz Die Schreiberin 7566. Świadectwo charyzmatycznej autorki Pasażerki, jednej z ostatnich żyjących ocalonych z niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu.

Najważniejszy dla mnie jest teatr – w tej dziedzinie polsko-niemiecka wymiana jest bardzo żywa. Obecnie można obejrzeć  na Schauspiel w Hanowerze sztukę w moim tłumaczeniu Es war einmal… der Mensch, napisaną przez Marcina Cecko, a na Kammerspiele w Monachium sztukę chóralną Jedem das Seine Marty Górnickiej. Zresztą Marta Górnicka robiła furorę w Niemczech, nie tylko w Monachium, ale też w Berlinie, gdy w październiku ubiegłego roku na Dzień Jedności Niemiec wystawiła przed Bramą Brandenburską niemiecką konstytucję w wykonaniu chóru teatralnego.

*

Ogromnie się cieszę, że w Bibliotece „Więzi” pojawił się ostatnio  Album Albrechta. To piękny hołd dla wybitnego tłumacza i propagatora polskiej literatury Albrechta Lemppa, który zmarł sześć lat temu. Albrecht, którego w swojej bezgranicznej naiwności zapytałem prawie dwie dekady temu, czy nadaję się według niego na tłumacza literatury, odpowiedział: „A czy stać cię na to?”. Chyba tak. Bez niego na pewno nie robiłbym tego, co robię.

Artykuł pojawił się w numerze: Święty Houellebecq