Biografia autora Szelmostw niegrzecznej dziewczynki i gabaryty tematów poruszanych w jego twórczości mogą przytłaczać. Życie prawie 90-letniego dziś Peruwiańczyka obfituje w rodzinne sensacje i nieustające zmiany miejsca zamieszkania. Literacka Nagroda Nobla z 2010 r. i wcześniejsza (acz krótka) kariera polityczna pisarza uczyniły z niego osobę publiczną, od wielu lat funkcjonującą w życiu swojego kraju, i to nie tylko na niełatwych zasadach celebryckich. Parędziesiąt sążnistych powieści każe z kolei postrzegać Vargasa Llosę jako pisarza legendę, który przyczynił się do latynoamerykańskiego boomu w literaturze i uczynił ze swego pisarstwa rodzaj osobnego literackiego programu. Jak na legendę przystało, jego postawa wychylona jest do tyłu, w przeszłość, więc każda kolejna książka prowokuje zasadne pytanie o aktualność prozy noblisty. Czy, jak pisał znawca i tłumacz Vargasa Llosy Tomasz Pindel, mamy do czynienia z pisarskim dinozaurem, czyli stworzeniem wielkim, ale nie z tej epoki? Czy – mówiąc wprost – Mario Vargas Llosa nadąża za teraźniejszością?
Prawdopodobnie na tak postawione pytanie należy udzielić odpowiedzi przeczącej.
Najnowsza powieść pisarza, To dla pani ta cisza, nie traktuje o współczesności, co nie powinno jednak w żadnym razie stanowić zarzutu, bo nie każda powieść pisana współcześnie musi z tą współczesnością wchodzić w dialog.
Musi jednak, żeby zaistnieć w umysłach i sercach odbiorców na dłużej, w jakimś sensie trafiać do dzisiejszego czytelnika, nawet jeśli narzędzia, jakich w tym celu użyje, będą niedzisiejsze. Vargas Llosa, zamiast podążać za tym myśleniem, robi bardzo sprytny ruch wymijający: tworzy bohatera, który także nie nadąża, i z tego braku kompatybilności ze światem czyni główny temat swojej ostatniej powieści.
Ostatnia powieść, przedostatnia książka
To dla pani ta cisza to opowieść o Toñu Azpilcuecie, postaci podrzędnej i zwyczajnej, czyli jednej z takich, jakie literatura lubi najbardziej. Toño zajmuje się dziedziną wybitnie niedzisiejszą, niszą nisz, a więc muzyką kreolską. To „zajmowanie się” stanowiło jego pracę na uniwersytecie, jednak po śmierci swojego mentora zamiast awansu Toño musiał zmierzyć się ze zwolnieniem, bowiem katedrę zamknięto, co skazało bohatera na utrzymywanie rodziny z pisanych sporadycznie artykułów i dorywczych prac piorąco-krawieckich jego żony, z którą łączą go dwie dorastające córki i dość nudny związek. Tak skrojony nijaki bohater skonfrontowany zostaje ze wstrząsem, który powinien go odmienić (ale czy rzeczywiście odmienia, pozostaje wątpliwe), jakim jest koncert nieznanego mu wcześniej gitarzysty Lala Molfino.
Lalo gra na gitarze jak anioł. Swoją grą trafia w najczulsze struny jestestwa naszego bohatera, który postanawia dowiedzieć się wszystkiego o nieznanym gitarzyście. Zanim jednak uda mu się do niego zbliżyć, ten umiera. Wstrząśnięty po raz wtóry Toño postanawia mimo wszystko przeprowadzić śledztwo na temat muzyka i poświęcić mu już nie artykuł, lecz całą książkę, która szybko rozrasta się do rozmiarów dzieła życia. Jej tematem z kolei będzie już nie tylko Molfino – zamysł bohatera co do książki co chwila eskaluje – ale muzyka peruwiańska per se. Bohater stawia śmiałą tezę, że oto właśnie muzyka ma szansę połączyć Peruwiańczyków i stanowić budulec scalający kraj doświadczony podziałami. „Czy kreolska muzyka mogła określić historyczny kierunek rozwoju kraju? Sprawić, że Peru, tak jak w przeszłości, znów stanie się liczącym się krajem, tworzącym bogactwa i idee, historie i muzykę, które promieniować będą na resztę kontynentu, przekroczą morza i będą czytane, śpiewane i tańczone przez mężczyzn i kobiety na całym świecie? Dlaczego nie?” – pyta retorycznie narrator. Udowodnieniu, że jest to możliwe, Toño poświęci swój czas i – jak się także okaże – zdrowie oraz godność.
Ponad połowę powieści To dla pani ta cisza stanowi opis zmagań bohatera z niełatwą pisarską materią.
Vargas Llosa z dużą dokładnością opowiada o badaniach Toña, przywołuje jego tok myślenia i – niczym sam Toño – zamieszcza w książce także całe passusy na temat historii muzyki Ameryki Południowej. Powieść robi się ciekawa znacznie później, mniej więcej po 2/3 fabuły, gdy zmagania bohatera zostają wzięte w nawias: oto dzieło życia po publikacji zyskuje nawet pewien rozgłos, ale wielu komentuje je nie po myśli autora, nazywając go szaleńcem. Te opinie karmią obsesję naukowca do tego stopnia, że zaczyna w kółko poprawiać książkę, skazując ją tym samym na porażkę, a choroba psychiczna, z którą zmaga się od lat (cierpi na omamy związane z bardzo symbolicznie potraktowanymi w powieści szczurami), przybiera na sile i wymyka się spod kontroli.
W tych miejscach, w których autor wprowadza postaci postronne, krytycznie odbierające poczynania bohatera i przygląda się jego psychice w większym stopniu niż przedmiotowi jego badań, powieść wypada najlepiej. Zyskuje bowiem zupełnie nowy wymiar – historii osoby, która stara się znaleźć swoje miejsce w obojętnym, coraz szybciej pędzącym świecie i za wszelką cenę usiłuje go zatrzymać za pomocą narzędzi tracących z każdą chwilą na aktualności. Czas akcji nie jest jasno określony, ale z pewnością bohater – metaforycznie i dosłownie – zanurzony jest w przeszłości: Toño oddaje swoje rękopisy do przepisania stenotypistce, a ludzie zamiast do siebie zadzwonić, nadal jeszcze szukają się po kawiarniach. Nawet jednak jeśli świat zewnętrzny ruszyłby do przodu i Toño mógłby używać bardziej nowoczesnych narzędzi, albo by ich nie zauważył, albo nie chciałby o nich słyszeć. Podobną niechęć budzą w nim przecież krytyka korridy w kontekście ochrony praw zwierząt czy dążenia kobiet do pełnej niezależności. Przedwczesna śmierć Lala Molfino – niedocenionego, utalentowanego muzyka, sieroty, który nie potrafił przez całe życie nawiązać z nikim głębszej relacji – zyskuje wymiar symboliczny w tej bardzo realistycznej i z pewną wręcz dozą pedantyzmu opisanej historii.
Peru, głupcze!
W biografii Vargasa Llosy (wydanej przez Znak w 2014 r.) Tomasz Pindel notuje, że do 73. roku życia noblista mieszkał w 50 domach. Żyjący w podróży i nieustająco przemieszczający się między trzema kontynentami pisarz, według archiwistki przywołanej w książce przez Pindela, najdłużej więc przebywał de facto w samolocie. Jego najnowsza książka wydaje się jednak hołdem dla ojczyzny, przede wszystkim zaś, rzecz jasna, dla jej muzyki. Metaforą Limy, jako miejsca łączącego w sobie niedostatki ubóstwa i wyrastającą z tychże niedostatków kulturę wysoką, są jej ciemne uliczki i zaułki: „To tam (…) narodzili się pierwsi wielcy gitarzyści i wirtuozi kahonów w Peru, a także najlepsi tancerze walca, huanitos, marineras i resbalosas. Podczas gdy panienki z dobrych domów pobierały lekcje tańca u nauczycieli, zazwyczaj czarnoskórych, pary tancerzy takie jak słynni Montes i Manrique, Salerno i Gamarra czy Medina i Carreño, czy to w surowe zimowe noce Limy, czy w rześkie latem, wypełniały miasto życiem, zmieniały się tylko stroje i ilość wypijanego alkoholu. Mężczyźni i kobiety czuli się szczęśliwi, choć umierali młodo, czasami z powodu zarazków roznoszonych przez paskudne szkodniki na krótkich łapkach, o wstrętnych pyszczkach, szarawej, cuchnącej sierści, czyli przez te obrzydliwe szczury gnieżdżące się w szczelinach Barrios Altos” – pisze Vargas Llosa w ostatniej powieści. Ciemne limskie zaułki są więc jednocześnie kolebką peruwiańskiego walca, który Toño Azpilcueta zamierza unieśmiertelnić w swojej książce, i gryzoni, których się chorobliwie obawia, ponieważ niegdyś w takiej właśnie ciemnej uliczce jeden z nich go zaatakował. „Na patiach tych pełno było szczurów, ale także muzyki, i to drugie rekompensowało to pierwsze” – konkluduje narrator.
Mechanizm, jakiego używa tu autor, wydaje się podobny do kanwy wielu jego powieści, przede wszystkiej pierwszej, która przyniosła mu rozgłos – Miasto i psy.
Opisał w niej grupę uczniów poddanych opresji szkoły wojskowej, tworząc tym samym metaforyczny obraz całego Peru i dalej – każdego kraju uciśnionego militarystycznymi, autorytarnymi rządami. W najnowszej książce podobną soczewkę stanowić ma prawdopodobnie kontrast między doskonałością peruwiańskiej muzyki a brudem i chorobami kojarzonymi z nielubianymi gryzoniami. Zabieg metaforycznego oddania charakteru Peru, który wydaje się mało interesujący z punktu widzenia zagranicznego czytelnika, zyskuje na autentyczności, gdy obie idee zostają umieszczone w obsesyjnym umyśle bohatera, który wierzy, że za pomocą swojej książki odwróci bieg historii: „(…) [K]siążka, którą trzymasz w rękach, peruwiański czytelniku i przyjacielu, stanie się punktem inicjującym prawdziwą rewolucję i rewolucja ta wydobędzie naszą ojczyznę z biedy i smutku i zmieni w kraj dynamiczny, twórczy i prawdziwie równy, bez tych głębokich różnic dręczących dziś nasze społeczeństwo” – pisze narrator (o którym za chwilę), nie wiadomo tylko, czy ma na myśli książkę Lalo Molfino i cicha rewolucja czy może To dla pani ta cisza.
Obywatel świata (a przynajmniej jego połowy), jakim jest autor, włączył się w historię swojego kraju nie tylko jako jej komentator. W 1990 r. Vargas Llosa, będący podobno doskonałym mówcą, wystartował w wyborach prezydenckich z ramienia liberalnego Ruchu Wolności – swoją kampanię szczegółowo opisał zaś po latach w autobiograficznej książce Jak ryba w wodzie. W wyścigu po prezydencki fotel dotarł do drugiej tury, w której ostatecznie przegrał z Albertem Fujimorim.
Trzy dni po politycznej porażce pisarz przeniósł się do Europy, a w 1993 r. przyjął obywatelstwo hiszpańskie, co w Peru zostało odebrane jako afront.
Status pisarza w Peru z perspektywy polskiej jest trudny do wyobrażenia: w Polsce pisarze w większości trzymają się z dala od polityki, a poza może Olgą Tokarczuk czy Szczepanem Twardochem z ich pojedynczymi wypowiedziami nie ma pisarki ani pisarza, którzy jednoznacznie połączyliby swoją karierę literacką z bieżącą polską polityką i aktywnie się w nią włączyli. Podobnie zresztą dzieje się w reszcie Europy, gdzie czasem któryś z intelektualistów, jak, dajmy na to, Houellebecq we Francji, włącza się w dyskurs polityczny, zazwyczaj jednak staje w roli komentatora, chłodzącego bądź podgrzewającego atmosferę, i na tym poprzestaje. Vargas Llosa posuwa się znacznie dalej i choć parokrotnie zarzekał się, że z polityką kończy, jego głos na temat bieżących wydarzeń nadal jest słyszany, a komentarze – natychmiast omawiane. W tym kontekście wydaje się istotne, że To dla pani ta cisza to książka napisana dla Peru – szczury są tu jedynie niewielką i nieco odrealnioną przeciwwagą opisywanego piękna muzyki, jak też całej mentalności peruwiańskiej opartej według bohatera głównie na etosie przyjaźni.
Kim jest „dumny autor tych słów”?
Toño Azpilcueta z pewnością nie jest postacią tajemniczą – jest aż nadto klarowny – jego osobowość nie nastręcza więc problemów interpretacyjnych. Można się oczywiście pokusić o pytanie, czy jego imię ma nas odesłać do wrażliwego i żyjącego marzeniami bohatera słynnego opowiadania Tomasza Manna (Tonio Kröger), również skazanego na porażkę. Ciekawsza jednak wydaje się inna męska postać, czyli narrator, autor takich wypowiedzi jak: „Limskie zaułki stały się kolebką muzyki, która trzy wieki po podboju zasługiwała na nazwę autentycznie peruwiańskiej. I nie trzeba chyba dodawać, że dumny autor tych słów uważa tę właśnie muzykę za największy wkład Peru w kulturę całego świata”. Fikcja rządzi się swoimi prawami, zatem nie można bez mrugnięcia okiem przypisać tych słów autorowi, choć wpisywałyby się one w ton, który pisarz przybrał także w komentarzach politycznych. Jego prawicowe ciągoty nie umknęły dziennikarzom, jak chociażby Gracieli Mochkofsky, która na łamach „New Yorkera” opublikowała w 2023 r. krytyczny tekst The Puzzling, Increasingly Rightward Turn of Mario Vargas Llosa. Kontrowersje zresztą zawsze były mu bliskie, już od Miasta i psów, która to książka została spalona na dziedzińcu szkoły wojskowej w akcie protestu związanych z nią osób.
Losy autora Rozmowy w „Katedrze” także noszą znamiona sensacji: Vargas Llosa przyszedł na świat w Arequipie, a rok po jego urodzeniu jego ojciec porzucił matkę z synem. Mario wychowywany był więc przez rodzinę mamy i utrzymywany w przekonaniu, że jego ojciec nie żyje. Gdy miał 10 lat nie tylko jego ojciec objawił się cały i zdrowy, ale na dodatek wraz z byłą żoną, która postanowiła mu wybaczyć opuszczenie, zabrał chłopca z dnia na dzień do Limy, gdzie odtąd mieli mieszkać. Dramatyczne wspomnienie pisarza z tego dnia brzmi jak ni mniej, ni więcej porwanie własnego dziecka.
W dorosłości Vargas Llosa sam także od dramatycznych posunięć nie stronił – najpierw ożenił się potajemnie w wieku 19 lat z własną o 10 lat starszą daleką ciotką Julią Urquidi (o czym opowiada książka Ciotka Julia i skryba), później zaś rozwiódł się z nią i ożenił ponownie, tym razem z własną – 9 lat młodszą – kuzynką Patricią Llosą Urquidi (jej zresztą prawdopodobnie dedykuje najnowszą książkę), z którą doczekał się trójki dzieci, lecz ostatecznie małżeństwo po 50 latach się rozpadło. Gazety donosiły, że powodem rozstania jest romans ówcześnie 79-letniego pisarza z matką Enrique Iglesiasa, Isabel Preysler…
Jego ostatnie książki zbierają różne recenzje, niekoniecznie pochlebne. W 2010 r. komisja noblowska, przyznając mu najwyższy laur w dziedzinie literatury, doceniła „kartograficzne podejście do struktur władzy oraz wnikliwą analizę oporu, buntu i porażki jednostki ludzkiej” w jego twórczości. To dla pani ta cisza również można nazwać wnikliwą analizą porażki jednostki ludzkiej, której świat wymyka się z rąk, choć być może już nie tak wnikliwą jak w pierwszych dziełach Vargasa Llosy. Tą właśnie powieścią noblista zamierza pożegnać się ze światem fikcji, ponieważ zapowiedział, że napisze jeszcze tylko jedną książkę i będzie nią esej o mistrzu młodości, czyli Sartrze.
Mario Vargas Llosa To dla pani ta cisza tłum. Tomasz Pindel, Wydawnictwo Znak, Kraków 2024, s. 336