Peter Gizzi
Upiorne branie na odległość
Dziś w nocy chcę używać wszystkich słów.
Takich słów, co otwierają dyskusję na tylnym siedzeniu.
Słów jak sprzęt, co rozkołysze ogromną dyskotekę nocy.
Zapomnij o świetle dnia, wolę ciemne czułości.
Wolę słońce nocą, kiedy dyskusja pobudza
obraz w srebrnym jak rtęć prądzie przydennym.
Teraz mam w użyciu wszystkie słowa.
Dziś w nocy jestem jak niebo, rozedrgany.
Ciało odpada w cieniste słowo.
Ciche, intymne, zwarte, takie, co budzi we mnie gusła.
Rozkiełznać się jak czasownik.
Wirować do woli, balować w takim disco, odejść w rozsypce.
tłum. Kacper Bartczak
Żarliwa elegia? Tytuł tomu amerykańskiego poety Petera Gizziego uhonorowanego poetyckim Noblem, czyli Nagrodą im. T.S. Eliota, brzmi jak oksymoron. Wywodząca się z antyku elegia była bowiem gatunkiem, który miał prowadzić od żalu do ukojenia i pogodzenia się z utratą, by na nowo przywrócić porządek świata. U Gizziego nie ma natomiast miejsca na pocieszenie, emocje nie stygną, lecz – wręcz przeciwnie – intensyfikują się i kotłują. Żarliwość staje się sposobem życia ze stratą.
Z życiorysu poety wiemy, że śmierć po raz pierwszy naznaczyła jego życie jeszcze w dzieciństwie. Gdy miał 12 lat, w katastrofie lotniczej zginął jego ojciec. Już w dorosłości mocno dotknęły go także śmierć dwóch braci, matki oraz bliskiego przyjaciela. Ponadto w 2021 r. zdiagnozowano u niego bardzo rzadką chorobę krwi, co dodatkowo spotęgowało poczucie kruchości istnienia. Te wydarzenia stanowią jednak tylko subtelne tło jego poezji.
Gizzi nie opłakuje konkretnych osób, ale kładzie nacisk na doświadczenie bycia w świecie po utracie. To sprawia, że jego twórczość nie ma charakteru autobiograficznego, tylko głęboko egzystencjalny, pokazujący, jak trwać mimo żałoby, budować relacje z nieobecnymi, odnajdywać słowa, gdy język zawodzi.
„Ja” nie jest postawione tutaj w centrum, często znika, ulega rozproszeniu, definiuje się w relacji. Poeta, przekształcając rimbaudowskie: „ja to ktoś inny”, pisze: „ja to ta rana”, a rana stanowi tu metaforę pamięci, jest symbolem podmiotu rozedrganego, ufundowanego na braku.
Choć u Gizziego strata staje się wszechobecna, a bliskość często wydaje się odległa i nieosiągalna, Żarliwa elegia nie jest tomem, który mieni się tylko odcieniami smutku. Tytułowa „żarliwość” wielopłaszczyznowo obejmuje intensywne doświadczanie życia: poprzez cielesność, emocje, język i pamięć. W wierszu Nimb, będącym poruszającą opowieścią o uważnej obserwacji świata: chmur, nieba, światła, napotykamy taki wers: „czy jest więcej / smutku w pięknie / niż piękna / w smutku”. Odpowiedź nie pada, pozostaje tylko kontemplacja. Podmiot Gizziego wyostrza wszystkie zmysły i dostrzega piękno otaczającej przyrody: śpiew skowronków pomaga mu zmienić perspektywę myślenia, skaczące wśród liści wiewiórki skłaniają do refleksji nad kręgiem natury, natomiast siatka żyłek ważki po prostu wprawia w zachwyt.
Poeta poszukuje duchowej formy bycia w świecie, stąd obficie korzysta z metaforyki światła i ciemności, nawiązuje do religijnych form modlitwy, stawia pytania o sens i granice poznania. W utworze Jestem, który się posłałem, wskazuje na siebie nie jako na kogoś posłanego przez Boga, ale kogoś, kto dzięki swoim słowom i doświadczeniom może sam siebie powołać do świata i zadać sobie misję: „Być w tym, co dziś ma z wczoraj, / błądzić w naćpanej zieleni poranka. // Zadany czasownik to być, być czujnym, / czuć głód po krańce czasu, // jak w słowie »kocham«, / drgnąć w nim”. Podmiot u Gizziego nie definiuje się poprzez rzeczowniki, czyli stany stałe, lecz poprzez czasowniki – zakładające ciągły ruch i płynność. Na tym polega u niego „przypadłość / stawania się sobą”.
Zmarli u Gizziego nie są tymi, którzy odchodzą, ich głosy pozostają wciąż żywe w naszych ciałach, języku i pamięci, kształtują naszą teraźniejszość. „Trzymaj się życia pośmiertnego tych, których kochałeś, tylko ono do ciebie należy” – pisze poeta. Rana staje się miejscem spotkania żywych i umarłych. Nie jest czymś, co wymaga uleczenia, świadczy raczej o sile więzi, osadza się na ciele, kształtując jego historię („asymetrie ciała w akcie elegii”).
Rana pozwala odnaleźć w sobie wewnętrzną zgodę na „konieczną pogodę stawania się”, zrozumieć, że nic nie jest dane raz na zawsze, dostrzec piękno w cykliczności i przemianie. Tak elegia staje się nie tylko formą żałobną, ale także listem miłosnym opiewającym kruchość istnienia.
W przytoczonym obok wierszu już w tytule powraca istotna dla całego tomu metafora dali (wyrażenie „na odległość”). Zestawione z nią słowo „upiorne” nie oznacza jednak grozy, lecz rodzaj widmowości, pozostawania w stanie zawieszenia: ci, których utraciliśmy, są zawsze w pewnym oddaleniu. Noc staje się przestrzenią, kiedy łatwiej się z nimi skomunikować, kiedy można się do nich zbliżyć chociaż na chwilę. „Dziś w nocy chcę używać wszystkich słów” – język nie jest tu narzędziem opisu, tylko rzeczywistym wydarzeniem: intensywnym dziejącym się tu i teraz. „Tylne siedzenie” i „dyskoteka nocy” uruchamiają rejestry związane z cielesnością i pożądaniem, tak mimo rzeczywistego oddalenia budują się odczuwane wewnętrznie czułość i intymność. Emocje w podmiocie narastają, gdy mówi: „mam w użyciu wszystkie słowa”, można wręcz odnieść wrażenie, że popada w ekstazę. Znikają wszystkie ograniczenia i zahamowania, można „rozkiełznać się jak czasownik”. To rozkiełznanie się nie ma jednak prowadzić do kulminacyjnej intensyfikacji, by potem odnaleźć wyciszenie. U Gizziego wybór zawsze pada na rozedrganie i rozsypkę, które pozwalają bardziej docenić to, co przemija na naszych oczach. Ciągła zmiana i utrata to nie tylko smutek, to także piękno i miłość. Potrzeba jedynie pozostać czujnym.