Subskrybuj
Piotr Oczko Ilustracje: Aleksandra Stanglewicz
Piotr Oczko Ilustracje: Aleksandra Stanglewicz
Prof. dr hab., pracownik naukowy Wydziału Polonistyki UJ. Anglista i polonista przekwalifikowany na niderlandystę i historyka sztuki. Znawca dawnej kultury holenderskiej, tłumacz literatury niderlandzkiej, zbieracz fajansów, książek i rupieci. Opublikował 25 książek (w tym 10...

Chłód serca

Traktowana na poważnie miłość – cokolwiek to znaczy – bynajmniej nie jest dla każdego; niektórym nudzi się za szybko, nadwrażliwców spala zaś na popiół, zbyt dużo kosztuje i za bardzo boli.

„I don’t believe in love, I believe in fucking” – mówi Brian Kinney, bohater amerykańskiego remake’u serialu Queer as Folk. „Nie wierzę w miłość, wierzę w jebanie. To uczciwe i wystarczające. Ruchy w przód i w tył, z maksimum przyjemności i minimum głupot”. I choć seksualny predator zmienia zdanie w ostatnim sezonie (czemu trudno się dziwić, mamy wszak do czynienia z produkcją z USA), nie sposób oprzeć się wrażeniu, że za cynizmem i promiskuityzmem Briana kryje się wiążący jego serce lód.

Spotkałem ją w marcu 2000 r. w antykwariacie w Delft. Była elegancką Angielką w średnim wieku. Ona myślała o srebrnej tacy, ja o jednej z fajansowych misek. Doradzała tę, której ostatecznie nie wziąłem (teraz wiem, że miała rację). Od słowa do słowa okazało się, że jest pisarką, a Polska, w której nigdy zresztą nie była, pojawiła się kiedyś w jej powieści. Kilka tygodni później, gdy w Antwerpii zerknąłem na książkę, którą czytał Jacques, przyjaciel mojej Mamy, i zobaczyłem na okładce zdjęcie autorki, okazało się, że rozmawiałem z Angelą Lambert.

Urodziła się w Beckenham w hrabstwie Kent w 1940 r., u progu wojny, jako Angela Helps, córka urzędnika i niemieckiej emigrantki Edith Schroeder – związek takich rodziców nie był wówczas społecznie akceptowany. Z „problemem” niemieckiego dziedzictwa zmierzyła się dopiero pod koniec życia, publikując w 2006 r. Przegrane życie Ewy Braun, rówieśniczki matki (to zresztą jedyna książka Lambert przełożona na polski). Jako dziewczynka została oddana do szkoły z internatem, w której czuła się porzucona i nieszczęśliwa. W Oksfordzie studiowała nauki polityczne, filozofię i ekonomię, potem pracowała jako pomoc domowa w arystokratycznej rodzinie, sekretarka lorda Longforda, ministra w rządzie Harolda Wilsona, a wreszcie zajęła się dziennikarstwem – pisała dla gazet i magazynów, od brukowców po „The Independent”, oraz występowała w telewizji. Była pierwszą kobietą, która w Zjednoczonym Królestwie pojawiła się na wizji jako reporterka. Interesowały ją głównie kwestie społeczne – pokoleniu ludzi z klas wyższych wchodzących po wojnie w dorosłość poświęciła książkę reportażową Unquiet Souls. A Social History of the Illustrious, Irreverent, Intimate Group of British Aristocrats Known As „the Souls” (1987), zaś ostatni szczęśliwy rok angielskiej socjety przedstawiła w 1939: The Last Season of Peace (1989).

Popularność przyniosły jej jednak powieści, których bohaterkami uczyniła samotne kobiety żyjące – tak jak ona – w czasach drugiej fali feminizmu i „po pigułce”, korzystające z nowych przywilejów i pozornie wyzwolone – musiały bowiem w oderwaniu od dawnych patriarchalnych wzorców wymyślić siebie, swoje role i tożsamości na nowo. O tym mówią choćby Love Among the Single Classes (1989), A Rather English Marriage (1992) oraz Kiss and Kin (1997). Lambert szybko dostała krzywdzącą łatkę pisarki romansów, przypieczętowaną w 1998 r. nagrodą Romantic Novelist of the Year. Niesłusznie – jej powieści z „architektoniką literackiego romansu” (by użyć tytułu monografii Anny Martuszewskiej) nie mają nic wspólnego. Życie osobiste autorki początkowo niewiele miało też wspólnego z romansowym rysem – dwa nieudane małżeństwa, bycie samotną matką trojga dzieci, dopiero na koniec spełniony 21-letni związek. Pisarka zmarła w 2007 r. na marskość wątroby, skutek zakażenia się wirusem HCV podczas transfuzji.

Odpowiedzi na zwykłe życiowe dylematy i fantazje (także te o miłosnych związkach) często dają nie arcydzieła (mało kto odnajdzie się chyba w żywocie Adriana Leverkühna z Doktora Faustusa), lecz „literatura środka”.

Tak też trzeba zaklasyfikować powieść Lambert The Constant Mistress z 1994 r., której tytuł można by swobodnie przełożyć jako „Seryjna kochanka”. Jej bohaterka Laura King, oczytana intelektualistka i poliglotka świetnie zarabiająca jako tłumaczka symultaniczna i konsekutywna z kilku języków (w tym rosyjskiego i chińskiego), staje nagle przed zadaniem przetłumaczenia sobie własnego życia. W wieku 44 lat (podobnie jak Lambert) dowiaduje się, że od dłuższego czasu cierpi na niezdiagnozowane zapalenie wątroby typu C i został jej zaledwie około rok życia. Zdobywa się wtedy na ekscentryczny gest: spośród swoich licznych kochanków wybiera 12 najważniejszych, tych, którzy w jakiś sposób wpłynęli na jej życie, i zaprasza ich na kolację. Gdy talerze znikną ze stołu, powie im o chorobie, przezornie uspokoi, że nie ma AIDS (jest przecież rok 1992), i poprosi zdumionych gości, żeby każdy z nich spędził z nią jeden z ostatnich, danych jej jeszcze miesięcy.

W zapomnianej dziś powieści psychologicznej Heleny Boguszewskiej Całe życie Sabiny z 1934 r. biografia tytułowej, śmiertelnie chorej bohaterki została zawarta w retrospekcyjnych rozdziałach zatytułowanych Po sukniach, Po mieszkaniach, Po służących, Po książkach, Po zabawach i zajęciach. Lambert przedstawia życie Laury „po mężczyznach”. Na liście gości znajdą się choćby Mick, fascynacja z czasów studenckich (z którym, wbrew planom i chęciom, nie straciła dziewictwa), dwa razy starszy od niej szarmancki żonaty francuski intelektualista Edouard, uroczy (lecz niestety dochodzący za wcześnie) Nick, perwersyjny nowojorski antykwariusz Ralph, który wprowadził ją w świat swingersów, Bruno – handlarz bronią i wcielenie włoskiego machismo, wreszcie Kit, nudny jak flaki z olejem, kochający ją bezgranicznie aż do końca i mogący zapewnić jej bezpieczeństwo wykładowca literatury średniowiecznej. Seks bez miłości to sztuka, a Laura szybko staje się w niej biegła – bynajmniej nie z poczucia samotności czy rozwiązłości, ale dlatego, że czasy dają jej ku temu sposobność i może, podobnie jak serialowy Brian, iść do łóżka niemal z każdym, na kogo przyjdzie jej ochota.

Najważniejszy mężczyzna jej życia, ten, z którym nieoczekiwanie połączyły ją namiętność, intelektualne porozumienie i bliskość, nie zostanie zaproszony. To Paul, jej szwagier – niemal kazirodczy związek z nim zniszczy życie rodziny, a przymuszona przez matkę Laura usunie ciążę. Gdy nieświadoma niczego siostra spyta ją potem, dlaczego nie poślubiła idealnego wręcz Kita, bohaterka odpowie jej jedynie w myślach: „Ponieważ używał Old Spice’a, a nie Givenchy Gentleman [jak twój mąż]. Ponieważ jego nogi były białymi patykami i w jego żyłach płynęła morska woda, a ja byłam cielesna”.

Morska woda i cielesność, Givenchy i Old Spice – to było niczym objawienie. Tandetne niemal zestawienie owych bytów wytłumaczyło mi kiedyś wszystkie moje dotychczasowe porażki miłosne, zburzyło naiwne złudzenia przyszłych bezpiecznych relacji i pokazało prawdę o sobie, odbierając jednocześnie nadzieję. Wspólne zainteresowania, status społeczny, namiętność i intelekt rzadko kiedy się bowiem łączą, a jakikolwiek kompromis w tej kwestii maksymalistę może tylko doprowadzić do nieszczęścia. Flakonik Givenchy Gentleman wciąż stoi w łazience na półce.

Byłem w prawie każdym z toksycznych związków Laury, zbyt wiele razy. Dawałem się ranić i raniłem; na mojej liście gości również brakłoby jednej osoby. Niejednokrotnie zadawałem sobie przy tym pytanie, czy studiowanie ludzi i ich natury nie doprowadzi mnie kiedyś do odpowiedzi innej niż narastający w moim sercu chłód. Traktowana na poważnie miłość – cokolwiek to znaczy – bynajmniej nie jest dla każdego; niektórym nudzi się za szybko, nadwrażliwców spala zaś na popiół, zbyt dużo kosztuje i za bardzo boli. Wolę ufać Brianowi – to szczere i raczej wystarcza. Wierzę za to w przyjaźń.

Artykuł pojawił się w numerze: Nowa sztuka miłości