Subskrybuj
fot. Wydawnictwo A5
fot. Wydawnictwo A5
wieloletni członek redakcji miesięcznika „Znak”, prezes S.I.W. Znak, działacz opozycji demokratycznej, publicysta, tłumacz. Uczestnik ekipy Tadeusza Mazowieckiego w latach 1989—­1990. Członek władz organizacji społecznych, m.in. Fundacji Batorego, KiK­u, Fundacji Roberta Schumana, PEN­Clubu. Odznaczony m.in. Krzyżem...

Czapski: korespondent niezrównany

Mrożek brał od Czapskiego – bez mała wampirycznie – jakiś kształt nadziei, wiary w sens pracy, afirmacji własnej osoby i twórczości, potwierdzenia swoich wyborów artystycznych. Dawał mu bezlitosną prawdę swojej sztuki i swoje wyznania. Z Zagajewskim rzecz miała się zgoła inaczej.

Jeśli naprawdę dotyka i obchodzi nas dzieło, potrącając w nas mocno struny zachwytu, zdumienia, odkrycia, ale też sprzeciwu i protestu, to zwykle chcemy się czegoś dowiedzieć o autorze, i to czegoś więcej, niż dzieło samo nam objawia. Bo choćbyśmy nie wiedzieć jak żarliwie głosili zasadę autonomii sztuki – przecież nie unieważnia ona pytania o źródło dzieła, o kształt życia i wyobraźni jego twórcy. Niekiedy to pytanie przesłania dzieło samo, bo twórca okazuje się ciekawszy od utworu albo dzieło okazuje się elementem autokreacji czy wreszcie nie jesteśmy w stanie zinterpretować go inaczej jak w kluczu biograficznym lub psychologicznym. Niezależnie jednak od tego, czy autor przesłania swe dzieło i sam staje się obiektem naszych przeżyć estetycznych i poznawczych, czy poprzez niego szukamy dostępu do dzieła, tropienie wiarygodnych źródeł dla poznania twórcy jest wysiłkiem zaspokajającym potrzebę prawowitą i owocną. Popularność biografii artystów i uczonych świadczy, mam nadzieję, o takiej właśnie potrzebie, a nie tylko o chęci zajrzenia za życiowe kulisy osoby wyrastającej ponad anonimową zbiorowość.

Nierzadko najwięcej o ludziach i sprawach dla nich najważniejszych mówi korespondencja. Wobec jednego, ważnego dla autora listu adresata nadawca przedstawia się inaczej niż wobec zbiorowości, do której kieruje swoje utwory. „Dla innych ludzi mam twarz jednakową – ale przed tobą głąb serca otworzę” – można by sparafrazować wieszcza. Korespondencja jest dialogiem, a już dość dawno temu odkryto, jak skutecznie szlak rzetelnego dialogu prowadzi do prawdy – o sobie, o innych, czasem nawet o świecie i o tym, co dalej jeszcze.

Od kilku lat jesteśmy świadkami wyłaniania się z niebytu – a może raczej z bytowania dostępnego nielicznym pamiętającym go, wtajemniczonym i duchowo bliskim – Józefa Czapskiego. Obok poświęconych jego osobie i dziełu książek, studiów, konferencji naukowych, obok krakowskiego muzeum jego imienia kluczową rolę w tym procesie odgrywają kolejne tomy korespondencji – a był Czapski korespondentem niespożytym i niezrównanym. Po dwóch ogromnych zbiorach listów wymienionych z Ludwikiem Heringiem, po korespondencji z Katarzyną i Zbigniewem Herbertami, po późnych listach do Zygmunta Mycielskiego otrzymaliśmy ostatnio pierwszy z planowanych trzech tomów listów do i od Jerzego Giedroycia, tom korespondencji ze Sławomirem Mrożkiem i objętościowo niewielką, choć niesłychanie bogatą, niezwykłą książkę pokazującą przyjaźń starego już malarza z młodszym o blisko dwa pokolenia poetą Adamem Zagajewskim. Ta ostatnia, obok listów, obejmuje kilka esejów Zagajewskiego poświęconych Czapskiemu, spośród których najpóźniejszy pozostał niedokończony, przerwany przez śmierć poety w 2021 r. Dostajemy ponadto w tym tomie wybrane zapisy z dzienników malarza poświęcone poecie, spotkaniom z nim, dyskutowanym kwestiom i przeżyciom wyniesionym z lektury wierszy, mamy poezje i fragmenty prozy autora Ody do wielości inspirowane osobą i twórczością Czapskiego i wreszcie klamrę w postaci przenikliwego i dogłębnie „rozumiejącego” posłowia Andrzeja Franaszka, który łącząc wrażliwość oddanego czytelnika poezji z sumiennością biografa, wysnuł główne nici wiążących malarza i poetę relacji, opisując podobieństwa i różnice ich sylwetek intelektualnych i emocjonalnych.

Ta sztuka nie powiodła się, niestety, autorowi wstępu do listów pomiędzy Mrożkiem a Czapskim, wybitnemu skądinąd znawcy wielu literatur i błyskotliwemu eseiście Michałowi Pawłowi Markowskiemu, który pisząc o Czapskim, kilka kul ulokował w płocie. Nie tylko określenie „subtelny dyskutant” pasuje do artysty jak pięść do nosa. Jeszcze gorzej wypada przedstawianie go jako „przede wszystkim” arystokratę, znajdującego liczne koligacje w Almanachu Gotajskim, a przy okazji powtarzanie z powagą genealogicznej legendy rodzinnej, z której Czapski z upodobaniem podrwiwał. Owszem, familia Czapskiego należała do arystokracji, lecz arystokratyczna samoidentyfikacja była malarzowi zupełnie obca. Markowskiemu jednak potrzebny był klasowy klucz wyjaśniający jakoby stosunek Mrożka – człowieka znikąd, nieosadzonego w żadnym środowisku i muszącego dopiero wywalczyć sobie jakąś własną formę – do arystokraty Czapskiego. Równie nietrafna jest też teza przeciwstawiająca pełnego resentymentu i kompleksów niższości Mrożka Czapskiemu, rzekomo nigdy nienawiedzanemu przez lęk przed podrzędnością. Wystarczy zajrzeć do dzienników malarza, żeby przekonać się, ile pretensji wobec samego siebie, słabości charakteru, niedotrzymanych postanowień, ile niepewności i obaw związanych z niedokonaniami artystycznymi towarzyszyło mu przez całe życie. Owszem, trudno znaleźć postacie mniej pasujące do siebie niż Mrożek i Czapski. Gdzie indziej jednak trzeba szukać konstytutywnych różnic. Znacznie ciekawsze jest wszakże to, co ich zbliżyło. Dlaczego przez lata korespondowali, a także spotykali się i rozmawiali, choć – jak pisze Czapski – „to nigdy prawie nam nie wychodziło”. Dwa widzę wątki, które powracają jawnie lub skrycie w tej wymianie listów – jeden dotyczy samego Mrożka i jego stosunku do twórczości, a drugi metafizyki. I w obu Mrożek zdaje się oczekiwać pomocy, wsparcia od starszego malarza – i wsparcie to otrzymuje. Autor Tanga skarży się na swe pisarskie niedostatki, marzy, by mieć „prawdziwy, wielki, druzgocący talent”, nie czuje konieczności tworzenia i choć pisarstwo – jak zaznacza w swoich dziennikach – broni go przed poczuciem „niedoistnienia”, mógłby robić co innego. Czapski dzieli się z Mrożkiem wrażeniami wyniesionymi z lektury jego dzieł i z ich scenicznych realizacji w paryskich teatrach, widzi w nim wielkiego pisarza, genialnego demaskatora kolejnych warstw fałszu w nas, „zmuszającego do myśli”. „Bo o co chodzi? – pyta Czapski. – O parę zdań wypowiedzianych głosem jedynym, gdzie człowiek jest cały – i gdzie czytelnik ma przeżycie jedyne i coś zdobywa od tego pisarza na zawsze – ten kontakt, gdzie odnajduje swój świat także, którego wypowiedzieć nie potrafił? Czy może świat przeciwny, który mu jego własny świat odkrywa”. A wiele lat później pisze: „…pisarz się zaczyna tam, gdzie jest jedyny, wskutek tego nieporównywalny, tu jest sąd innego wymiaru. Ty taki jesteś i płacisz za to wysoką cenę”. Mrożek potrzebował takich słów i potrzebował ich właśnie od Czapskiego, który go umacniał jako pisarza i jako człowieka. W rozpaczliwym liście, podobnym w tonacji do Alby Philipa Larkina, wyznaje: „Kiedy mam nagą godzinę, ogołoconą ze wszystkiego co widoczne, zwracam się do Ciebie (…). Proszę Cię o pomoc (…), mam zupełnie szaloną z punktu widzenia racjonalistycznego – intuicję, że możesz mi jakoś pomóc. (…). I to nawet nie ja proszę, ale coś przeze mnie”. Malarz odpowiada mu na to, odżegnując się od kaznodziejstwa, lecz opisując własne przeżycia depresji, przygnębienia, paniki, dotknięcia dna – i momentów kiedy „przychodzi nagle, nieoczekiwanie pomoc i światło”.

Mrożek dzieli się narastającym w nim przekonaniem o daremności ucieczek od siebie, od życia: „Od lat wzrasta mi wrażenie, że prowadzi nas Żelazna Ręka, ale nie wiem, do kogo ona należy”. Na to Czapski: „Czy ja naprawdę wiem, czyja jest ta Ręka Żelazna? Tak. To jest jedyne, co mogę Ci powiedzieć, że w życiu są sekundy, ułamki sekund, gdzie wiesz, czyja jest ta Ręka, te sekundy są szczęśliwe, więcej – to jedyny sens życia namacalny, którym żyję”. Czy te słowa pomagały Mrożkowi w jego „nagich godzinach”? Zapewne tak, bo autor Emigrantów podtrzymywał kontakt, chociaż Czapski nie był tego pewien i troskał się o niego w dzienniku: „Obok tego gorzki Mrożek. Czy i on nie wytrzyma? Zaleje go i zamrozi los, a los – on sam”.

Stosunki międzyludzkie nigdy nie są grą o sumie zerowej. Mrożek bodaj więcej brał od Czapskiego, niż dawał, choć odbywało się to w różnych planach: brał od niego – bez mała wampirycznie – jakiś kształt nadziei, wiary w sens pracy, afirmacji własnej osoby i twórczości, potwierdzenia swoich wyborów artystycznych. Dawał mu bezlitosną prawdę swojej sztuki i swoje wyznania.

Z Zagajewskim rzecz miała się zgoła inaczej: tym razem szala przechylała się na stronę malarza i, jak się zdaje, to on przede wszystkim czerpał od poety. W dzienniku, niespełna dwa lata po pierwszym spotkaniu, notuje: „Może będę miał teraz pomoc w strzępkach i słowach od Zagajewskiego utkanych? Myśli i serca i wielkiej poezji?”. A potem: „Zagajewski działa na mnie jak zastrzyk ukojenia, jak ratunek i pomoc przeciwko upartej Dostojewszczyźnie we mnie, buntowi Iwana Karamazowa i moim buntom”. I rok później: „Zagajewskiemu zawdzięczam nie do wyjaśnienia, nie do wypowiedzenia pomoc”.

Bo o co chodzi? Co jest tematem głównym spotkania Czapskiego z Zagajewskim? Jest nim groza i okrucieństwo świata, które Czapski w latach starzenia się, być może w poczuciu narastającej bezradności i niemocy fizycznej i psychicznej, a zarazem przy niesłabnącej wrażliwości, nasłuchując wieści – najczęściej złych – odczuwał coraz bardziej dotkliwie. Zagajewski też widzi zło i cierpienie bez żadnego filtra różowych okularów, ale szuka i znajduje nieco stoicką odpowiedź. Po katastrofach i zniszczeniach, po kolejnych „końcach świata” trzeba żyć nadal, znów suszy się bielizna na sznurach i dzieci bawią się w ruinach – jak pisał w miniaturze Po końcu świata z cyklu Mały Larousse. W liście do Zygmunta Mycielskiego Czapski notuje: „W korespondencji, którą z nim [Zagajewskim] miałem, nie wypowiedziałem dość wyraźnie, że jego obrona świata przez piękno w niczym mi nie zmniejsza bezwyjściowej grozy naszego istnienia, a przecie sam się dziwię, że ten tekst mi ulżył”. Na przeżywanie przez malarza okrucieństwa poeta odpowiada wierszem Okrutny, w którym rozpamiętywaniu bólu i cierpienia towarzyszy doznanie zachwytu pięknem świata. Czapski odpowiada na to „hosanna”, jednak trwa w przeświadczeniu, że piękno i okrucieństwo to są „dwa strumienie potężne, równoległe”, z których żaden nie unieważnia drugiego, i jakby z zazdrością i podziwem pisze w liście: „Ty umiesz swoją poezją godzić słodycz życia, wielkość życia i okrucieństwo życia”, bo u niego, u malarza, jak wyznał rok wcześniej, „ten hołd mój i miłość natury jest równoległy z krzykiem, że życie jest niemożliwe”. Ale pisarstwo Zagajewskiego jest dla autora Na nieludzkiej ziemi „posłaniem od brata” i najsłuszniej pisze Franaszek, że „szukali w sobie dopełnienia”.

Słynny wiersz Zagajewskiego Spróbuj opiewać okaleczony świat kojarzony jest zwykle z nowojorskimi zamachami 11 września 2001 r., chociaż powstał nieco wcześniej. Czapski nie zdążył go już poznać, lecz może ten właśnie wiersz jest najlepszym owocem i wyrazem owego dopełnienia.


Sławomir Mrożek, Józef Czapski

Listy 1964–1988

wstęp Michał Paweł Markowski, oprac. Jan Strzałka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023, s. 320

Adam Zagajewski

Najwyższy człowiek świata. O Józefie Czapskim
oprac. Andrzej Franaszek, Wydawnictwo a5, Kraków 2023, s. 260

Artykuł pojawił się w numerze: Kościół bez patriarchatu