Subskrybuj
fot. Wydawnictwo Agora

Czego wolałbyś nie wiedzieć o Kościele w Polsce

Wielogodzinne rozmowy Ignacego Dudkiewicza z biskupami pokazują, jak płytkie są rozważania wielu z nich, jak mało pogłębione, jak hierarchowie są nieświadomi nie tylko zmian w świecie, ale nawet w codziennym życiu

Nie jestem dobrym recenzentem tej książki. Jako jeden z przepytywanych ekspertów odnajduję w niej bowiem bardzo wiele elementów własnej diagnozy stanu Kościoła w Polsce, a to oznacza, że jestem skłonny zgodzić się sam ze sobą, a niekoniecznie z autorem. Benedyktyńska praca, setki wywiadów, dziesiątki wysłanych listów i ogromny research budzą mój podziw, bo mam świadomość, że sam nie miałbym samozaparcia, żeby docierać do biskupów, którzy będą mnie unikać jak ognia. Założyłbym – nie bez racji, czego dowiaduję się dzięki cierpliwość Dudkiewicza, któremu udało się do niektórych hierarchów dotrzeć – że spora część z nich nie tylko sprawia wrażenie, jakby nie miała nic istotnego do powiedzenia, ale też rzeczywiście nie ma nic ważnego do powiedzenia.

Splątane kable władzy

Ten osobisty element wpływający na lekturę książki nie przekłada się na ocenę jej zawartości, a ta jest rzeczywiście porywająca. Autor pokazuje – z detektywistyczną cierpliwością – jak kształtował się „układ”, „system”, a może po prostu jak powstawała swego rodzaju mafia rządząca przez lata polskim Kościołem. Kreśli szczegółową mapę powiązań między kardynałami Władysławem Rubinem, Zenonem Grocholewskim, Stanisławem Ryłką, Henrykiem Gulbinowiczem i Stanisławem Dziwiszem a arcybiskupami Juliuszem Paetzem, Józefem Kowalczykiem, Józefem Michalikiem, Sławojem Leszkiem Głódziem, Markiem Jędraszewskim i biskupami Edwardem Janiakiem oraz Ignacym Decem. Ta mapa uświadamia, jak bardzo pewne modele działania, nawet jeśli wygumkować – a to się właśnie stało w przypadku byłego metropolity poznańskiego Paetza – niektórych z bohaterów, wynikają z chęci usprawiedliwiania przeszłości, maskowania jej, a także udawania, że nikt (w tym Jan Paweł II – być może nieświadomy, ale jednak – współtwórca tego systemu) za nic złego w nim nie odpowiada.

Dudkiewicz unika jednak, i to też zaleta jego analizy, prostego wskazania, że to właśnie ten układ „rządzi” polskim Kościołem.

To nie byłaby prawda, bo polski katolicyzm jest rzeczywistością o wiele bardziej skomplikowaną, funkcjonują w nim także inne „układy”, a do tego siła inercji, przyzwyczajenia z czasów Jana Pawła II sprawiają, że czasem nie rządzi w nim po prostu nikt. „Trudno o trafną metaforę tego, w jaki sposób ten układ był skonstruowany. Piramida? Nie zgadza się pod względem siły poszczególnych postaci – ta się zmieniała. Kłębek? Nie sposób po jednej zaledwie nitce dojść do kłębka. Pajęczyna? Blisko, ale niektóre jej elementy wydają się w tej metaforze zbyt od siebie odległe i połączone tylko pośrednio. Plaster miodu? Ten sam kłopot. Ostatecznie najbliżej temu układowi do plątaniny kabli, którą niemal każdy trzyma w szufladzie w domu. Nie sposób ich łatwo rozplątać, a niekiedy okazuje się to tak czasochłonne, że pozbawione sensu. Część z nas nie wie nawet, jakie kable ma, a jakich nie ma – również w wypadku tego układu wiemy dalece nie wszystko. To metafora, która pozwala uchwycić zarówno wielość osób, jak i splątany oraz tworzący przynajmniej pewną całość charakter ich relacji” – wskazuje Dudkiewicz.

Biskupi sobie, życie sobie

Bolesnym elementem analizy jest także powracająca nieustannie diagnoza, że nad plątaniną kabli nie tylko nikt nie sprawuje kontroli, lecz nikt w niej nawet nie wyróżnia się szczególnie wizją czy poczuciem odpowiedzialności. Owszem – co nie jest dla nikogo zaskoczeniem – są wśród polskich biskupów ludzie bardziej i mniej inteligentni, tacy, którzy umieją sformułować przekonujące opinie, i tacy, którzy nawet jeśli posługują się kilkoma językami, to w żadnym nie mają nic ciekawego do powiedzenia. Problemem jest jednak to, że ani jedni, ani drudzy nie zamierzają się wychylać, ani jedni, ani drudzy nie chcą się narazić i ani jedni, ani drudzy nie mają w sobie dość odwagi, by zerwać z tradycją, zgodnie z którą biskupi nie wchodzą ze sobą w publiczne polemiki.

Efekt jest taki, że Kościół w Polsce mówi językiem tych, którzy wypowiedzą się pierwsi i sformułują swoją opinię w sposób, jaki przebije się przez terabajty informacyjnego szumu.

To przebicie zazwyczaj zaś dokonuje się poprzez zaostrzenie retoryki, skierowanie jej przeciwko jakiejś grupie społecznej lub opowiedzenie się w debacie publicznej po jednej ze stron. Wypowiedzi abp. Marka Jędraszewskiego, który opanował sztukę wkraczania do debaty medialnej do perfekcji, nie są już przez nikogo kontrowane, bo przecież biskupi ze sobą nie dyskutują, co oznacza, że dla wielu mniej związanych ze wspólnotą ludzi to właśnie on staje się głównym, często odpychającym, obliczem Kościoła.

Jednak książka Dudkiewicza idzie głębiej i to czyni ją jeszcze smutniejszą diagnozą życia Kościoła. Otóż wielogodzinne rozmowy z biskupami – cytowane niekiedy w całości – pokazują, jak płytkie są rozważania wielu z nich, jak mało pogłębione, jak hierarchowie są nieświadomi nie tylko zmian w świecie, ale nawet w codziennym życiu. Kościelna nowomowa, teologiczne truizmy wyparły jakąkolwiek zdolność rozmowy i rozumienia otaczającej rzeczywistości. Jeśli przewodzą nam ludzie na takim poziomie, to biada nam, bo to nie tyle wola, ile poziom intelektu wielu z nich sprawia, że nie są oni w stanie zmierzyć się ze stawianymi przed nimi wyzwaniami.

Brak kontroli władzy

Między wierszami, a czasem wprost w Pastwisku ujawnia się jeszcze jeden problem polskiego Kościoła, czyli kompletny brak kontroli, mediów, które mogłyby spełniać funkcję „czwartej władzy”, czy intelektualistów i liderów opinii, którzy traktowani byliby jako głos kontrolny. Istotną lekcją, jaką Kościół w Irlandii wyniósł z dręczących go skandali, jest świadomość, że nie może istnieć instytucja, która nie podlega krytyce i zewnętrznej ocenie.

„Nigdy nie należy uznawać instytucji i jednostki, choćby najbardziej czcigodnych, za niepodlegające krytyce czy zewnętrznemu nadzorowi” – można przeczytać w dotyczącym problemu nadużyć seksualnych w irlandzkim Kościele Raporcie Murphy.

Kościół w Polsce na różnych poziomach chce zaś za taką właśnie instytucję uchodzić. Dudkiewicz, aby to pokazać, przytacza wiele wypowiedzi biskupów i księży. Jednak każdy, kto aktywnie uczestniczy w debacie publicznej, może takich głosów przywołać o wiele więcej. Najsmutniejszym dowodem na prawdziwość tej tezy jest natomiast to, jak autor Pastwiska sam przed sobą i przed czytelnikami tłumaczy się z własnej krytycznej postawy wobec instytucji. Wierzący, który krytykuje pasterzy, jest traktowany jako coś tak niebywałego, że nawet przed samym sobą musi się wytłumaczyć. Inna rzecz, że akurat ten passus wiele mówi również o stanie debaty w Polsce, bo autor tłumaczy się przecież także przed niewierzącymi, że jako wierzący może wypowiadać się o Kościele w sposób budzący zaufanie.

Jeśli coś w książce Dudkiewicza jest słabością, to brak perspektywy drugiej strony. Owszem, autor dotarł (a nie tylko próbował dotrzeć) do biskupów reprezentujących różne poglądy (oni są w znaczącym stopniu głosem „konserwatywnego” Kościoła), lecz zabrakło wypowiedzi bardziej konserwatywnych świeckich i księży. Oni, a sam byłem przez wiele lat po tamtej stronie (nawet jeśli walczyłem o oczyszczenie Kościoła z przestępstw seksualnych, co nieco wypychało mnie stamtąd), też mają jakiś obraz Kościoła i nawet jeśli odmiennie rozumieją przyczyny kryzysu, to warto ich też słuchać. Dudkiewicz co prawda próbował do nich dotrzeć, przy czym nie do końca się to udało, co sprawia, że dla części katolików książka będzie po prostu manifestem jednej ze stron. A szkoda, bo to naprawdę pozycja, która mówi bardzo dużo o polskim Kościele. I są to czasem rzeczy, których wolelibyśmy nie wiedzieć.


Ignacy Dudkiewicz Pastwisko. Jak przeszłość, strach i bezwład rządzą polskim Kościołem Wydawnictwo Agora, Warszawa 2024, s. 800

Artykuł pojawił się w numerze: Zodiakary, tarociary i gnostycy