Przyczyn takiego podejścia dopatruję się w różnych rolach, w których występuje, a które sprawiają, że kwestie mowy i pogłębiona praca w języku / językach jest jej codzienną praktyką. Oto poetka bohemistka i tłumaczka, oto poetka mieszkająca od lat poza granicami kraju, oto poetka, która swój ostatni tom wydała w języku nieojczystym, języku nabytym – czeskim (tytuł to Posledních cestopisů, 2023). Cenię te perspektywy, które wnoszą do współczesnej poezji polskiej – poprzez refleksję nad językiem – szeroki namysł nad światem i naszym w nim miejscu.
Wiersz, którym chciałabym się tutaj podzielić, pochodzi z ostatniego z tomów wydanego w języku polskim, już tytuł sugeruje, że będziemy mieć do czynienia z poetyckim projektem, który nie ma granic: Klimat kontynentalny (WBPiCAK, 2021). Zbliżmy się do wiersza Jeden na wszystkich.
Mocny jest dla mnie obraz języka jako żywiołu. Doświadczenia bycia tłumaczką to coś, co w tym przypadku buduje dla mnie ten wiersz. Przekład jest bowiem aktem zarazem stwarzania, jak i niszczenia, dekonstrukcji i rekonstrukcji (budowania po swojemu). Tłumaczka, tłumacz to osoby, które są wystawione na żywioł języka. Szalenie interesujący jest to trop w Klimacie kontynentalnym. Poetka bada w tomie zarówno siebie jako piszącą, jak i siebie jako przekładającą z jednego języka na inny. Wróćmy do wiersza: pięć pierwszych linijek to mocne obrazy, wiele dzieje się w nich sensualnego, taktylnego. „Przewrócona lampa zapala papierowe morze” – niepokojący, gwałtowny to obraz, który już na początku ustawia lekturę, podnosi czujność osoby czytającej, bowiem dzieje się coś niebezpiecznego (nawet jeśli czytamy ten fragment jako metaforę, a nie fizyczny opis wydarzenia). I dalej poetka utrzymuje uwagę czytającego / czytającej, przywołuje „Pamięć skóry”, a za nią „pamięć przyjemności”, a to uruchamia we mnie, czytelniczce, wiele obrazów, które są po stronie przeżytego, rzadziej wypowiedzianego, jakby skóra, jej pamięć potrafiły się obyć bez gadania, zagadywania, mowy. Ciało wyłania się z wiersza. Widzę tu napięcie fizyczne, nienasyconą cielesność, taką, jaka kusi i prowadzi mnie jeszcze do poszerzenia interpretacji, do czytania tego wiersza jako – tak, tak – erotyku. A wówczas kiedy czytam go tak sensualnie, zadaję sobie pytanie: o jaki język chodzi? Poprzez co mogłoby się dokonać ugaszenie pragnienia? I dwuznaczność jest tu wprost wspaniała, bo możliwe jest ono zarazem poprzez język odczytywany jako praktyka mówienia lub / albo / i poprzez język jako źródło przyjemności, coś, co przynosi pieszczotę i bliskość, coś, co dotyka innego ciała, pragniętego i pragnącego. Ta nieoczywistość sprawia, że wiersz jest otwarty na odczytywania, że zmieścimy w nim to, z czym do niego przychodzimy. To wielka siła dobrych wierszy.
Znamienne, wracając do całego tomu, jak przeplatają się w nim doświadczenia ciała i doświadczenia używania języka. Miejscami dopatruję się traktowania tego ostatniego nie jako figury, ale jako podmiotu, który jest sprawczy, który coś może. W przytoczonym wierszu pada pytanie, które przypomina o – zdawać by się mogło – oczywistym: język, mowa to żywioły, możemy nimi stwarzać i niszczyć, utrzymywać przy życiu i odbierać życie. Wielka to władza i wielka odpowiedzialność, która spoczywa na nas wszystkich: czytających, piszących, tłumaczących, gadających.
Spójrzmy szerzej na praktykę pracy z językiem polskim i innymi językami mieszkającej obecnie w czeskiej Pradze Zofii Bałdygi. Klimat kontynentalny to czwarta książka poetycka poetki, wcześniej czytaliśmy Passe-partout (2006), Współgłoski (2010) Kto kupi tak małe kraje (2017). To czynna tłumaczka, która za działalność translatorską uhonorowana została Nagrodą „Literatury na Świecie” w kategorii młoda twarz (2021), autorka antologii poezji kobiet Sąsiadki. 10 poetek czeskich (2020) oraz Sąsiadki. 10 poetek słowackich (2022), a przy tym tłumaczka książek poetyckich na język polski takich poetów i poetek jak Marie Iljašenko, Jana Bodnárová, Jan Škrob i Milan Děžinski – możliwe, myślę, że życie w żywiole różnych języków sprawia, że polskie wiersze Bałdygi są tak otwarte na świat, tak często dopominają się uwagi dla głosów mniej słyszanych, są czułe i uważne na Innego. To ważny głos, który być może po to wyruszył w świat, żeby z tego świata przynosić nam oryginalne i osobne wiersze, głos, który przyznaje się, który mówi (z wiersza bez tytułu): „Kradnę słowa tak stare, że nawet tubylcy przeciągają końcówki w ustach i myślą o pokoleniach, / które stawiały literom pomniki na niegościnnej ziemi”.
Zofia Bałdyga
Jeden na wszystkich
Przewrócona lampa zapala papierowe morze.
Pamięć skóry to więcej niż pamięć przyjemności.
Ugaś pragnienie,
zanim zatrzęsie się ziemia,
zanim żywioły wybiorą się na spacer.
Język to jeden z nich, wiesz?