Subskrybuj
Jenny Erpenbeck fot. Stefano Costantino TTL/Avalon/BE&W
Jenny Erpenbeck fot. Stefano Costantino TTL/Avalon/BE&W
Pisarka i krytyczka literacka. Autorka książek Żywopłoty (2020) i Ucichło (2022), za które otrzymała Nagrodę im. Cypriana Kamila Norwida 2021 oraz Nagrodę Literacką Krakowa Miasta Literatury UNESCO. Jej artykuły, opowiadania i recenzje literackie publikowane były...

Dobre złego początki

Jenny Erpenbeck, laureatka Międzynarodowego Bookera za rok 2024, nie otrzymała nagrody jedynie za dobrą książkę. Powodem, dla którego srebrna statuetka i 25 tys. funtów znalazło się w jej rękach, była także zdolność zawarcia w powieści równocześnie historii intymnej i publicznej, tego, co skrajnie osobiste, i tego, co nieznośnie polityczne

Członkowie jury, ale i krytycy na całym świecie są co do tego zgodni. Rzadko zdarza się książka, która potrafi połączyć tak skrajne rejestry – bliskie i dalekie, jak gdyby Erpenbeck co chwilę zamieniała w rękach mikroskop i lunetę. Gdy autorka opisuje intymne relacje dwojga ludzi, temperaturę ich skóry czy odgłosy westchnień, jednocześnie oddaje atmosferę panującą w całym narodzie i smak powietrza wiszący nad krajem w chwili dziejowych przemian. A gdy w Kairos upada mur berliński, w jego pyle pogrzebana zostaje także miłość głównych bohaterów. Jak to możliwe?

Odbierający wraz z pisarką Nagrodę Bookera tłumacz książki Michael Hofmann w wywiadzie towarzyszącym nominacji porównuje Kairos do monety, która z jednej strony zawiera historię miłosną Hansa i Kathariny, a z drugiej – dzieje Niemiec przełomu lat 80. i 90. Lektura książki przypomina rzucanie w górę tą monetą i przyglądanie się jej rewersowi lub awersowi, gdy upadnie na stół, by za chwilę znów puścić ją w ruch. Z kolei sama pisarka opowiada, że za pomocą romansu Hansa i Kathariny zamierzała opowiedzieć 80 lat historii swojego kraju. Pięćdziesięcioparoletni męski bohater książki, wiecznie zwrócony ku wspomnieniom, należący za młodu do Hitlerjugend i noszący w sobie żywe brzemię faszyzmu, symbolizuje w tym przypadku przeszłość. Dziewiętnastolatka, która się w nim zadurzy na pierwszych stronach powieści, jest jak „czysta kartka”, zapatrzona w jutro, w to, co życie dopiero przyniesie. Katharina symbolizuje przyszłość. Pisząc historię miłosną tych dwojga, Erpenbeck stawiała pytanie: jak coś, co na początku wydaje się tak dobre, może się skończyć tak źle? I ma tu, rzecz jasna, na myśli zarówno zauroczenie łączące tych dwoje, jak i NRD, ponieważ to właśnie Niemiecka Republika Demokratyczna jest trzecim uczestnikiem tego toksycznego związku.

Życie w teatrze zdarzeń

Erpenbeck urodziła się w 1967 r. w Berlinie Wschodnim, dokładnie w tym samym roku co jej bohaterka. Gdy na kartach powieści poznajemy dziewczynę, jest 1986 r. i Katharina, podobnie jak autorka książki, uczy się introligatorstwa w Wydawnictwie Państwowym. Po czasie postać fikcyjna pod wpływem dojrzałego i obytego w kulturze kochanka porzuci jednak bezpieczną przystań zecerstwa i rzuci się ku pasji teatralnej – to również łączy bohaterkę Kairos i jego autorkę, która jest także reżyserką wielu sztuk teatralnych i dramatopisarką, a bę­­dąc niewiele starszą od Kathariny, pracowała w różnych teatrach jako asystentka reżysera czy choćby garderobiana.

Kairos, ostatnia powieść Erpenbeck wydana w Niemczech w 2021 r., w Polsce opublikowana w tłumaczeniu Elizy Borg, to bowiem archiwalna rekonstrukcja romansu i jego upadku. Katharina i Hans poznają się, oczywiście, przypadkiem, który w chwili zakochania wydaje się zrządzeniem losu – początkowo wszystko, co dzieje się między tą parą, sprawia wrażenie działania magii. Przypadek i nieubłagane koleje losu interesowały zresztą Erpenbeck już wcześniej w powieści Jeszcze nie wieczór, w której eksplorowała wpływ pojedynczego zdarzenia na kolejne życiorysy i pokolenia. W Kairos styl prowadzenia narracji potęguje na początku książki efekt sprzyjania parze sił wyższych, żeby później z hukiem rozbić stworzoną iluzję o twardą rzeczywistość. Głównych bohaterów dzieli ponad 30 lat i sporych rozmiarów bagaż życiowego doświadczenia, bowiem ona właśnie to dorosłe życie zaczyna, a on zdążył już w nim dawno okrzepnąć – ma syna, żonę i parę wieloletnich romansów za sobą, do tego wysokie mniemanie o własnym intelekcie i atrakcyjności. Matematyka jest zdecydowanie przeciwko nim: Hans jest dziesięć lat starszy od ojca Kathariny, a ona jest zaledwie pięć lat starsza od syna Hansa. Początkowo nie zwracają jednak uwagi na liczby, ponieważ łączy ich obustronne ogromne pożądanie, później także miłość. „Dolewa jej wina, białe wino do pstrąga, przy okazji zauważa, że ona umie rozbierać rybę. Ona widzi na stole jego etui na okulary i paczkę papierosów marki Duet i myśli, że nigdy więcej nie chce siedzieć przy stole, na którym nie będą leżeć jego papierosy i jego etui na okulary” – pisze Erpenbeck, a ten krótki opis jednego z pierwszych spotkań pary nakreśla układ sił, jaki będzie w tym związku panował: mistrza i uczennicy, czujnego ubóstwianego i zapatrzonej w cenzora ubóstwiającej.

Pod wpływem Hansa, a także naturalnej dla swego wieku ciekawości Katharina odkrywa świat i własne zainteresowania, w końcu wyjeżdża do Frankfurtu na staż w tamtejszym teatrze. Zaczyna się ciemny okres w historii tego związku, Katharina bowiem miota się między dwoma miastami, a Hans rozważa, czy wysiłek wkładany w pokątny romans nie przewyższa przypadkiem płynącej z niego przyjemności. W końcu skołowana dziewczyna spędza noc z Vadimem, asystentem reżysera we frankfurckim teatrze, o czym Hans po pewnym czasie się dowiaduje. O ironio, niewierność, jakiej dopuszcza się Katharina, stanowi dla żyjącego przez prawie cały ten czas u boku żony Hansa powód, by przekreślić całkowicie łączące ich uczucie. Zamiast jednak zakończyć ten związek, Hans postanawia wykorzystać swoją przewagę nad wciąż nieprzytomnie zakochaną dziewczyną – zaczyna manipulować i dręczyć Katharinę, wmawiając jej, że jest potworem i musi odkupić swoje winy. Drzemiąca w nim od dawna żądza przemocy, dająca o sobie znać już wcześniej, teraz wybucha z podwójną siłą.

Trzecią, obok Hansa i Kathariny, najczęściej wymienianą na kartach powieści postacią jest dramaturg i teoretyk teatru Bertolt Brecht. Teatr pojawia się jednak nie tylko jako miejsce pracy Kathariny i źródło fascynacji obydwojga bohaterów, ale również w stylu prowadzenia narracji przez niemiecką pisarkę, który sprawia wrażenie poruszania się w ślad za scenicznym reflektorem, co chwilę naświetlającym ruchy sceniczne innego z bohaterów. Zaglądamy wewnątrz do jaźni to Hansa, to znów Kathariny. Szczególnie w postaci dziewczyny widać czynnik teatralny, marionetkowość młodego człowieka, ale też poczucie osamotnienia w głównej roli dramatu, w którym została uwięziona. Gdy Hans odkrywa jej niewierność, zaczyna się nad nią psychicznie znęcać, a jednym z narzędzi są nagrywane przez niego kasety. Mężczyzna rejestruje własny głos wypluwający oskarżenia pod adresem dziewczyny, analizujący każde jej potknięcie i słowo. Wszystko – i dobre, i złe – w ich relacji zostaje użyte przeciwko niej. Zadaniem Kathariny jest uważnie wysłuchać kasety i listownie sformułować – zawsze niesatysfakcjonującą dla adresata – odpowiedź. W tych scenach najdobitniej odzywa się talent teatralny pisarki, gdy za pomocą plastycznego opisu oświetla zapłakaną, milczącą dziewczynę w słuchawkach sączących spokojny radiowy głos jej oprawcy, rozważnie zadającego ciosy. Hans nazywa zdradę Kathariny „najobrzydliwszą drobnomieszczańską podwójną moralnością”. Wiwisekcję ich związku i swojej krzywdy określa z kolei jako „pracę”, niezbędną do wykonania, aby dało się ów związek uratować. Skrupulatność i energia, z jakimi do „pracy” przystępuje, nie budzą wątpliwości – cierpi, przy czym pretekst, by zadać cierpienie drugiej osobie, sprawia mu przyjemność.

Okrucieństwo, w Kairos tak silnie zespolone z miłością i pożądaniem, to powracający temat u Erpenbeck. W powieści z 2007 r., Słowniku (wyd. polskie 2008 r. w przekładzie Renaty Makarskiej), pisarka oddaje głos dziecięcej bohaterce, która, zgodnie z tytułem, stwarza otaczającą ją rzeczywistość za pomocą słów. W procesie nazywania oswajanego przez dziecko świata musi zmierzyć się z jego niezrozumiałymi elementami, takimi jak niejednoznaczna figura ojca i totalitaryzm rosnący w siłę w tle. „Mój ojciec codziennie pracuje w pałacu, który od zewnątrz jest zupełnie biały. Odpowiada w nim za porządek. Eoeo. Białe ściany, białe schody i białe kolumnady, słońce razi, kiedy się patrzy na pałac, jakby sam budynek był słońcem, tylko drzewa po obu stronach są ciemne, a wiatr nigdy nie porusza ich liśćmi” – pisze Erpenbeck, mistrzyni budowania napięcia za pomocą nieświadomej, ale zanurzonej w tym napięciu jaźni, w tym wypadku należącej do dziewczynki, która dopiero dowie się, do jakich czynów zdolny jest jej ojciec. To również powieść o dorastaniu, ponieważ wraz z tą świadomością bohaterka i narratorka zarazem pożegna dzieciństwo.

Niemiecki chłopiec nie czuje lęku

„Byłeś w Hitlerjugend?

Oczywiście.

Chętnie?

Tak.

(…) Sport niespecjalnie lubiłem, mówi Hans. Ale chętnie należałem do wybranych”. Jego ojciec uczył Polaków w pobliżu Gdańska, „co to jest niemiecka kultura”. Po wojnie dorastający już Hans uwierzy w państwo komunistyczne, zostanie kimś, kogo nazwać można szeroko pojętym intelektualistą, na koncie ma parę książek, co pewien czas prowadzi audycję radiową o muzyce. Zamieszka w Berlinie Wschodnim z wyboru, bo: „Tu go chcieli. Tu było coś do zrobienia. Tu zaczynało się coś, co zasługiwało na miano przyszłości. Pokój na zawsze, zniesienie prywatnej własności środków produkcji, ludzkość pogodzona ze sobą”. Podczas gdy korelacja między losami Jenny Erpenbeck a Kathariną jest oczywista, Hans, jak mówi autorka, to zlepek paru życiorysów odnalezionych przez pisarkę w archiwach, nieposiadający pierwowzoru w jej prywatnym życiu. Takich jak on było mnóstwo, wydaje się mówić pytana o to w wywiadzie dla „Guardiana”, akta Stasi dostarczyły wystarczającego materiału. Praca w archiwach autorki znalazła zresztą swoje odzwierciedlenie w kompozycji Kairos, zbudowanej niczym odkrywana „sprawa” w rękach badacza.

Po pierwszym spotkaniu z Kathariną mężczyzna przedstawia jej jasne zasady funkcjonowania w ukryciu. Później jednak okazuje się, że jego celem nie jest ochrona rodziny – z żoną Ingrid prowadzi coś w rodzaju otwartego związku – lecz raczej zachowanie bezpiecznego i wygodnego status quo. Katharinę darzy uczuciem, które szybko zmienia się w przeświadczenie Pigmaliona, że z ofiarowanego mu materiału będzie w stanie stworzyć coś jeszcze lepszego. Edukuje ją więc, także seksualnie, wciągając w realizacje swoich fantazji. O Katharinie zamierza kiedyś napisać książkę, choć nie wiadomo, czy to schlebiająca jej obietnica, czy raczej groźba. Hans działa jak machina mająca na celu przejęcie całkowitej kontroli nad drugim człowiekiem – zdobywa zaufanie dziewczyny, a później na każdym kroku umniejsza jej wartość, aby uwierzyła, że nie zasługuje na nic lepszego niż ochłapy uczucia, które oferuje jej on. Jak coś, co zaczęło się tak dobrze, może skończyć się tak źle? Jej pragnienia – dziecko, „prawdziwe” życie z nim w świetle dnia – to majaczące na horyzoncie obietnice, które Hans jednym ruchem sprząta ze stołu, jeśli Katharina nie spełnia jego oczekiwań, i znów je na nim umieszcza, gdy dziewczyna zaczyna wymykać mu się z rąk. Czy jego uczucia są prawdziwe? Tego pisarka nie ujawnia. Pokazuje raczej emocjonalność mężczyzny spaczoną przez wychowanie, jakie otrzymał, które Katharina podsumowuje słowami: „Niemiecki chłopiec nie płacze. Niemiecki chłopiec nie czuje lęku. Niemiecki chłopiec nie robi całej masy rzeczy, które są właściwie normalne”.

Erpenbeck na kartach powieści rekonstruuje krok po kroku, w jaki sposób młody umysł wchodzi w system kontroli totalnej w oczach samej ofiary wyglądający jak miłość i troska. To, co łączy Hansa i Katharinę, oparte jest na wierze tej drugiej, że jest to dla niej dobre, a wszystko, co złe w ich związku, stanowi konsekwencję jej niewłaściwego zachowania. „Nie zagląda się do wnętrza mechanizmu, jeśli miało się zaufanie do fasady. Ogarniać rozumem wszystko, co się wydarzyło, za każdym razem katapultować się z własnej perspektywy, tylko tak można było zrozumieć, co naprawdę się działo. Uczucie było klajstrem, który, jeśli człowiek piekielnie nie uważał, sklejał oczy i całą zdolność myślenia” – ten fragment Kairos dotyczy zarówno stanu, w jakim znajdowała się Katharina, jak i stosunku Hansa do swojego kraju i politycznych wyborów.

Upada mur, upada miłość

„Potrzeba czasu, żeby coś przyswoić, zrozumieć, być gotowym, by o tym mówić” – stwierdza w wywiadzie dla „Guardiana” Michael Hofmann, nie tylko tłumacz, ale też krytyk i poeta. Sama autorka również wskazuje, że dystans 30 lat od opisywanych wydarzeń był jej niezbędny, by móc stworzyć tę historię. Historię potrzebną – jej i jej pokoleniu, dla którego dzieje NRD wciąż pozostają niedopowiedziane, niedoreprezentowane. Pierwszy Międzynarodowy Booker dla pisarki z Niemiec wziął zresztą jej ojczyznę z zaskoczenia – w Niemczech Kairos nie zostało nominowane do żadnej z literackich nagród. Wydaje się więc, że to głos z zewnątrz był konieczny, by dostrzeżono wartość utworu w ojczyźnie, choć to właśnie dla niemieckiego czytelnika wszystkie zawarte w książce tropy będą czytelne – obraz podzielonych murem Niemiec w powieści wykracza daleko poza powszechnie znane fakty i tropy, odtwarza nie tylko wydarzenia, ale przede wszystkim ich posmak dla tych, którzy byli ich świadkami.

„Do tej pory Katharina żyła z widokiem na pas muru, na ptaki, które ćwiczyły loty nad granicą państwa. Kiedy spacerowała po kratkach szybów wentylacyjnych, słyszała turkot zachodnioberlińskiego metra pod stopami, może nawet czuła prąd unoszącego się w górę powietrza, które mieszało się z powietrzem socjalistycznym” – opisuje Erpenbeck. Dla jej bohaterki Berlin Wschodni był jedyną znaną rzeczywistością, jego reguł nie podawała więc w wątpliwość, choć Zachód miała właściwie na wyciągnięcie ręki. W pewnym momencie, już po poznaniu Hansa, dziewczyna otrzymuje zgodę na odwiedziny babci mieszkającej po drugiej stronie muru, w Kolonii. „Czy cały Zachód pachniał tak jak paczki od babci i ciotki: proszkiem do prania, misiowymi żelkami, kawą?” – zastanawia się Katharina. – „Niedawno podczas spaceru słyszała stukot dochodzący z budowy po drugiej stronie, tamten świat wydawał się jej wtedy tak bliski, że można by go dotknąć. A teraz po raz pierwszy postawi tam stopę”.

W czasie wizyty w Kolonii Zachód trochę ją szokuje swoją odmiennością, a trochę tym, że nie jest aż tak odmienny, jak sugerowała jej wyobraźnia. Do największych zadziwień należą istnienie żebraków na ulicy, zmienność cen towarów w ciągu zaledwie jednego dnia i sex shop, w którym Katharina „widzi naraz wszystko, co kiedykolwiek widział człowiek”. Powiew wolności sprawia, że dziewczyna wysiada z pociągu, którym powinna wrócić do domu, na stacji Berlin Zoo i spędza pół godziny dłużej na mitycznym Zachodzie, niż pozwala jej wiza. „Stopień za stopniem Katharina mierzy się ze swoim państwem, które okazało jej łaskę i teraz zdane jest na to, że ona okaże mu to samo” – pisze Erpenbeck, bo przecież Katharina mogłaby już do domu nie wrócić, uciec i zacząć zupełnie inne życie po drugiej stronie muru. Ale to pół godziny, które decyduje się spędzić w okolicy stacji Berlin Zoo, to tylko test, rodzaj przelotnego romansu z Zachodem. Sprawdzian, czy rzeczywiście warto i czy wszystko, co o wolności słyszała, ma przełożenie na rzeczywistość – na tej samej zasadzie Katharina dużo później spędzi noc z Vadimem. W obu przypadkach zarówno Berlin Wschodni, jak i Hans okażą się tym, do czego bezwzględnie i niemalże w popłochu postanowi wrócić.

Bagaż historii Niemiec XX w. opisywany przez Erpenbeck sięga jeszcze głębiej wstecz. Katharina, urodzona już po wojnie, nie jest przecież także wolna – a czy ktokolwiek w Niemczech jest? – od ciężaru II wojny światowej. „Nie potrafi sobie wyobrazić żadnego okresu w swoim życiu, w którym by nie wiedziała, że w Niemczech śmierć nie jest końcem, lecz początkiem wszystkiego. Wie, że w tym kraju kości i popiół po spalonych ludziach przysypane są tylko cieniutką warstewką ziemi, już nigdy żaden Niemiec nie będzie stąpał inaczej niż po czaszkach, oczach, ustach, szkieletach, każdy ruch prowadzi w tę otchłań, wedle niej musi się mierzyć każda droga, czy komuś się to podoba, czy nie” – stwierdza dziewczyna. To dlatego, gdy jej niewierność względem Hansa wychodzi na jaw, goli sobie głowę – w oczywistym dla niej geście uzewnętrznienia hańby, której się dopuściła, stawiając się w jednym szeregu z kobietami romansującymi z wrogiem w czasie wojny.

W finale książki dokonuje się nieuchronnie to, co stać się musi: upada mur, upada miłość. Tym razem pod obydwoma względami po stronie ofiar zostaje Hans. „W okresie nazizmu wielu pisarzy, od Bertolta Brechta po Tomasza Manna, opuściło swoją ojczyznę. Obecnie jest na odwrót: to ojczyzna opuszcza Hansa, podczas gdy on nie rusza się z miejsca”. Podobnie jak w powieści Iść, szedł, poszedł (tłum. Eliza Borg), gdy Erpenbeck opisywała emerytowanego profesora, który musi się zmierzyć z końcówką swojego życia, w finale Kairos Hans zaczyna odczuwać, że jego czas powoli się kurczy, a nowe porządki nadejdą, nie licząc się z jego zdaniem. Katharina to byt dynamiczny, zdolny do zmiany, do postawienia nowych granic – zarówno w związku, który wyrządza jej krzywdę, jak i w kwestiach politycznych. Zmiany oczywiście i na niej odciskają swoje piętno – zauważa, że kawa Jacobs Krönung wcześniej była niezwykłym, niemalże cudownym produktem z Zachodu, a teraz, dostępna na każdym kroku, spowszedniała, straciła smak. Wraz z innymi dziewczętami wychodzi z kawiarni bez płacenia rachunku – na znak protestu wobec straconych oszczędności ich rodzin, gdy pieniądze z dnia na dzień się zdewaluowały. Ale to Hansa – człowieka, który lata temu wybrał Wschód – historia przemieli najdotkliwiej przez swoją machinę i wypluje. Erpenbeck zestawia te dwa upadki w życiu Hansa, zadając to samo pytanie w dwóch różnych, jakże wymownych kontekstach: „Radio ma być »zrestrukturyzowane«, ale Hans nie chce o tym mówić. Patrzy na nią z powagą, ona patrzy z powagą na niego. Czy nasza miłość przetrwa?”. I drugi raz, w groteskowej scenie poszukiwania jarmużu, jako symbolu kapitalistycznego zepsucia: „Ale on koniecznie potrzebuje jarmużu właśnie teraz. Trzy razy obchodzi nieduży sklepik, w którym wszystko jest na widoku. Czy nasza miłość się kończy?”. Hans szukający jarmużu zadaje to pytanie w próżnię. Nadal nie widzi, że przy tej skali okrucieństwa samo używanie słowa „miłość” jest nadużyciem, a sam brak tej świadomości przekreśla jakąkolwiek szansę na wspólną przyszłość.

*

Erpenbeck jest autorką, która w Polsce ma już swoją publiczność. Oprócz wspomnianych powieści – Jeszcze nie wieczór i Iść, szedł, poszedł czy Słownik – w Polsce ukazał się także Klucz do ogrodu w przekładzie głównej tłumaczki prozy Niemki Elizy Borg. Kairos to poniekąd summa literackich zainteresowań Erpenbeck, które krążą wokół wojennej traumy Niemiec, zagadnienia czasu i istoty zła. Tytuł jej ostatniej książki nawiązuje do imienia boga szczęśliwej chwili, którego opisała na pierwszych stronach powieści jako mężczyznę z długim kręconym lokiem nad czołem i łysym tyłem głowy. Jeśli nie złapie się go w porę za ten pojedynczy kosmyk, pozostaje patrzeć, jak oddala się, pobłyskując bezwłosą czaszką. Czy Hans i Katharina zdołali go w ogóle złapać? Czy  może trzymali się przewrotnego bożka za mocno i tym samym skazali się na upadek ze zbyt dużej wysokości? Jak coś, co zaczynało się tak dobrze, mogło skończyć się tak źle?

Artykuł pojawił się w numerze: Między słowami. Jak budować głębsze relacje