Już raczej o słabość. A człowiek niemłody jest oczywiście najsłabszy. Młody jest silniejszy. To znaczy młody jest niby bezwzględnie słabszy, ale względnie jest o wiele silniejszy, bo mu zostało – niczym w jakiejś gierce komputerowej – jeszcze wiele żyć. Stać go po prostu. Stary z kolei jest silny, bo praktycznie jest już nie do ruszenia. Poza zasięgiem po prostu. Człowiek niemłody zaś, człowiek, który już nie jest młody – ktoś taki jak ja wtedy – jest słaby jak ostatnie kocię z miotu. Człowiek niemłody szoruje na oparach tamtej dawnej młodzieńczej siły, nie umiejąc – lub nie chcąc – budować w sobie tej nowej siły starczej. Człowiek niemłody udaje, że ciągle gra w tę grę, w którą już ani trochę nie gra, równocześnie uparcie odmawiając świadomego udziału w grze, w którą, chcąc nie chcąc, od jakiegoś już czasu pogrywać musi. Nic więc dziwnego, że przegrywa. W obu tych grach. Człowiek niemłody jest najsłabszy. Wszystko można z nim zrobić. Wszystko można mu zrobić. Wszystko. *** – Wiesz, te dwadzieścia tysięcy to ja mam ogólnie w dupie – mówię. – Tu w ogóle nie o to chodzi. –…
Prozaik, tłumacz. Psycholog. Opublikował zbiory opowiadań: Wist (2014), Drugie spotkanie (2017) i Trzeci dzień świąt (2021) oraz powieść System Sulta (2019). Wiosną 2024 r. nakładem Wydawnictwa Próby ukaże się zbiór jego esejów Anatomia opowiadania. Wykłada...