Subskrybuj
Ilustracja Maciej Sieńczyk
Literaturoznawca, profesor Uniwersytetu Śląskiego, zajmujący się m.in. zagadnieniami tekstowej ekspresji płci kulturowych, a także reporter piszący głównie o państwach postkomunistycznych. Publikował m.in. w „Polityce” i „Nowej Europie Wschodniej”. Zapalony hałdonauta, śląski powsinoga

Dziedzina na palcach

Najbardziej bolało Anioła, że sam jest grzesznikiem i sam Pana Boga obraził. Osobliwie przez to górnictwo. „Co Pan Bóg pod ziemią umieścił, to czemu człowiek na wierzch wyciąga?” „Wszystko z węgla, domy z węgla, auta z węgla, jedzenie z węgla i odzienie z węgla, ciepło z węgla i światło z węgla, węgiel w powietrzu i węgiel we krwi!”

Pamięci Jana Sasora, górnika z kopalni Janina, beskidzkiego pustelnika, budowniczego Arki.

Mężczyzna opowiada: Nie jesteś pan pierwszy. Coraz tu więcej ludzi przyjeżdża, chodzą, rozglądają się, szukają. Ale nie znajdują. Ciągnie ich. Jak magnes, no, jak jakiś magnes, panie. Przez lata było cicho, Schron niszczał, tylko miejscowi wiedzieli o nim. A teraz nic nie ma, nic nie zostało. W internet jeszcze jakieś zdjęcia ktoś wrzucił i ludzie wierzą, że Arka stoi. Chcą zobaczyć. No i jest to rozczarowanie. Pan jest rozczarowany? Trochę? No właśnie. Każdy jest trochę rozczarowany, bo polana została i widok został, i trawa pachnie i żywica. Słyszy pan, jak owady buzują? Niech pan spojrzy pod słońce, ile ich tu lata! Takie to miejsce, jakby chciało człowieka zatrzymać na dłużej. Dziedziny nie widać, lecz przecież to blisko i ścieżka całkiem, całkiem. I potem odchodzą stąd i niejeden myśli, że może i lepiej, że jej nie było, bo bez Jasia Anioła Arkę zaśmiecili,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Granice naszej prywatności