Édouard Louis zatrząsł literackim światkiem, wydając debiutancką powieść Koniec z Eddym i ożywiając dzięki temu dyskusję o klasach społecznych. Zarówno jego pierwsza, jak i kolejne książki krążą wokół stałej puli tematycznej: podwójnego wykluczenia – klasowego i tego przypadającego w udziale homoseksualistom z małych miast, awansu społecznego i osnutej wokół tych wątków autobiograficznej refleksji.
Nic dziwnego, że z każdą kolejną powieścią autora nieustannie pojawia się obawa ze strony krytyków i krytyczek: czy francuski pisarz potrafi pisać o czymś więcej niż o sobie?
Najnowsza książka Louisa Zmiana nie przynosi w tym aspekcie żadnych niespodzianek. To wciąż ten sam, dobrze nam znany pejzaż literacki: oto narrator – swoiste porte-parole autora – zabiera nas w podróż do swojego życia. Przystankami w tej retrospektywnej opowieści są kolejne, coraz bardziej radykalne i odważne kroki podejmowane przez Eddy’ego na drodze do stania się Édouardem.
Między Końcem z Eddym a Zmianą autor wydał jeszcze trzy książki: Historię przemocy, Kto zabił mojego ojca oraz Zmagania i metamorfozy kobiety. Kto zabił… i Zmagania… podejmują temat klasowej ewolucji autora, ale z perspektywy opowieści o osobach trzecich: o ojcu i matce. To w historii ich żyć przeglądał się Louis, żeby lepiej zrozumieć swoje aktualne położenie na mapie społecznej. W Zmianie mamy do czynienia z kontynuacją wątków z pierwszej książki. Wszyscy, którzy zastanawiali się, jak to się stało, że chłopiec z małego miasteczka na północy Francji pisze i przemawia dzisiaj do nas z Paryża, znajdą w Zmianie odpowiedź.
Ostateczna ucieczka czy wieczny powrót?
W najnowszej powieści Louis bierze na celownik samego siebie i robi to z taką samą precyzją i wyrachowaniem, z jakimi wcześniej rozliczał własną rodzinę. Każdy, kto dokonał w swoim życiu awansu klasowego, wie, z jak tytaniczną pracą wiąże się ten proces. A Louis być może zdaje sobie z tego sprawę najlepiej. Jednak czy na końcu drogi do awansu klasowego dostajemy happy end?
Louis zrobił wszystko, co było w jego mocy, żeby być dzisiaj tu, gdzie jest. Przeprowadził się do Amiens, a potem skończył École normale supérieure w Paryżu – jeden z bardziej prestiżowych uniwersytetów we Francji, żeby ostatecznie domknąć zmagania publikacją pierwszej książki. Nauczył się całego spektaklu gestów niezbędnych, żeby wpisać się w środowisko klasy średniej, następnie wyższej i częściowo arystokracji. Przekształcił swój wygląd – schudł, naprawił zaniedbane uzębienie, zrobił korektę linii włosów, żeby na koniec zmienić imię i nazwisko i raz na zawsze odciąć się od przeszłości.
Tak jakby chciał wykrzyczeć: nie ma awansu bez totalnej przebudowy tożsamości. Nie ma awansu bez totalnego wyrzeczenia się przeszłości.
Każda zmiana coraz silniej przyciąga go do upragnionego sukcesu i oddala od środowiska, z którego wyszedł – od tej ucieczki nie ma już odwrotu. Można tylko bezustannie uciekać, a kiedy kolejne miejsce stanie się zadomowione, zapamiętane i oswojone, uciekać jeszcze dalej. Tylko gdzie?
Wyśniony sukces
W twórczości Louisa wszystko jest paradoksalne – ostatecznym punktem ucieczki, kulminującym wszystkie jego wysiłki, jest napisanie książki o tym, od czego próbował uciec… Wstyd, który przez lata starał się kamuflować w wystudiowanych pozach i nabytym języku obcej klasy, w końcu wychodzi na światło dzienne. Zdaje się, że to, co skrzętnie wcześniej ukrywał, ostatecznie przyszło mu na ratunek. Wstyd go uratował – i zapewnił literacką sławę.
Louis ucieka i choć wie od czego, nie do końca wie dokąd. Klasa wrzyna się w nasze ciała i na zawsze je znakuje. To samo ciało, które na początku podróży zdradzało go najbardziej, pcha go dalej. Z Paryża wyjeżdża do Barcelony, na spotkania autorskie na całym świecie, wybiera się nawet w samotną wyprawę do Stanów. Zawsze jednak wraca, ale jest tak, jakby ucieczka stała się jego obsesją, w kółko powtarzaną w głowie mantrą: „Muszę wyjechać, muszę wyjechać”.
Jedyna możliwość wzięcia odwetu na przeszłości to jej karykatura, tworzona po to, żeby potwierdzić przynależność do nowego, wspaniałego świata. Wyśniona ewolucja (a może raczej rewolucja?) życia przypomina trochę wiarę w utopię. Gdyby tylko to, co nadejdzie, miało siłę unieważniania przeszłości. Przeszłość jednak jest w autorze żywa, a w epilogu Zmiany w nostalgicznym tonie wraca do wspomnień z dzieciństwa. Wraca, jednak już tylko w pamięci, bo nie może przecież całkowicie zawrócić…
Lepiej niż Eribon?
W przypadku Édouarda Louisa zestawienie z Didierem Eribonem jest nie tyle uprawomocnione, ile wręcz konieczne. Eribon jest nie tylko o prawie 40 lat starszym od autora Zmiany mentorem, patronem i jego przyjacielem, ale też źródłem jego przemiany. Poznają się, kiedy Louis studiuje jeszcze w Amiens, a Eribon gości tam z wykładem przy okazji promocji słynnego Powrotu do Reims.
„Jestem taki jak pan, bardzo mi się podobało to, co pan dzisiaj mówił” – mówi wtedy 17-letni Louis do Eribona. Nic dziwnego, w końcu trajektorie ich losu są niemalże takie same, obaj ze społecznych nizin przeskoczyli na salony. Tamten moment i ich późniejsza relacja doprowadzają Louisa do przeprowadzki do Paryża, a w konsekwencji do napisania pierwszej książki. To literatura, w którą wprowadza Louisa Eribon, daje mu narzędzia klasowej przemiany. „Nie należy upatrywać w tym, co piszę, narodzin mojego pisarstwa, lecz narodzin mojej wolności” – wyznaje Louis. Odwrotnie do Eribona literatura dla niego stała się nie tyle wyborem, ile koniecznością. Nie była jego powołaniem, była systemem obrony, który przytrafił mu się po drodze. Bramą, przez którą mógł przejść do nowego życia.
Oprócz Eribona byli jeszcze inni: Elena – licealna przyjaciółka Eddy’ego, i Ludovic – paryski quasi-kochanek, który w zamian za odrobinę miłości fundował mieszkanie, obłędnie drogie kolacje i ekskluzywne rozrywki. Kulturowy kapitał, który nabył Louis, jest więc wynikiem kontaktu z odpowiednimi ludźmi w odpowiednim czasie. Czy to on ich wykorzystał, a może bardziej oni jego? Zabrał od nich przecież tylko to, co wydawało mu się, że do niego należy – edukację, która wcześniej nie była mu dana. A Louis doskonale wie, że wiedza = władza i że tylko jej posiadanie może go zbliżyć do upragnionego celu.
Niewątpliwie Zmiana jest ciekawym z socjologicznego punktu widzenia (kolejnym) studium awansu klasowego, ale nie jest to wielka literatura. Podczas gdy Eribon był wnikliwy i badawczy, Louis szybciej ulega utartym schematom. Co prawda czasem spojrzy na siebie z trzeciej perspektywy, umieści coś w formie monologu do ojca czy odda głos przyjaciółce, lecz i tak cały czas pozostanie zainteresowany głównie sobą. W porównaniu do debiutu Louis sprawniej operuje słowem, przy czym osią jego pisania wciąż pozostają konfesyjne wyznanie i szokujące obrazy, w które czasem trudno uwierzyć. O sile jego literatury stanowi ostatecznie możliwość przejrzenia się w tej historii.