Subskrybuj
il. Jakub Ferenc
Mieszka i pisze w Krakowie. Autorka powieści Szopka (2012), On (2016), Przez (2020), Kąkol (2021), Żaden koniec (2023) oraz zbioru opowiadań Świat dla ciebie zrobiłem (2017). Nominowana do Nagrody Literackiej Nike, Paszportów „Polityki”, Ogólnopolskiej Nagrody...

Generał w mundurze

Cześć, piękna. Nigdy nie widziałem nikogo takiego jak Ty. Muszę powiedzieć, że masz ogromną atrakcyjność w swoim pięknym profilu.

Cześć, piękna. Nikt tak do mnie nigdy nie napisał. Poprosiłam najstarszą córkę, żeby mi pomogła przyciąć to zdjęcie i coś z nim zrobić, coś podkreślającego ogromną atrakcyjność w profilu, a poniżej profilu jestem już po prostu gruba. Ogromna atrakcyjność. Co on miał na myśli? Czy widać tę ogromność? Podobno są mężczyźni, którym się to podoba. Ale podobno nie ma takich mężczyzn.

Zresztą zdjęcie jest sprzed trzech czy czterech lat. Trochę schudłam ostatnio. Bo znalazłam w internecie przepisy na odchudzanie. W internecie głównie szukam przepisów i wzorów do haftu krzyżykowego, najchętniej jakieś aniołki, obrusy z wzorem świątecznym. Z koleżankami do siebie często dzwonimy, że się powinnyśmy w końcu odwiedzić, lecz nie chce nam się iść nigdzie, trzeba się ubrać, pomalować, za dużo roboty, żeby gdzieś chodzić. Ale ja mu tego wszystkiego nie mogę powiedzieć.

Cześć, piękna. Nikt tak do mnie nigdy nie powiedział, piękna. Ja też nie jestem taka pierwsza lepsza głupia, żeby dla każdego, co mi powie, że mu się podobam, zaraz kieckę zadzierać. Zresztą nie wiem, skąd mam wiedzieć, może bym i zadarła, tylko nikt mi tak nie mówi.

Piękna. Czyli że ja mu się podobam. I żeby go przyjąć do grona znajomych. Przyjęłam. Pokazałam córce.

Ej, no, ale chyba wiesz, że to nie jest naprawdę.

Że nie jestem piękna? No, wiem, nie obrażę się. No i co z tego?

Nie o to chodzi. Tylko że on nie jest naprawdę.

Kto nie jest naprawdę?

On. Nie ma go.

Jak to nie ma?

Nie ma wcale. W ogóle.

Jak to nie ma? Przecież on do mnie pisze.

Kto do ciebie pisze? Znasz go, widziałaś? Robot jakiś do ciebie pisze. Ten facet nie istnieje

po prostu.

Jak to nie istnieje, przecież jest na zdjęciach. Chciał zostać moim przyjacielem.

Jak lis! Lis z Małego Księcia! Musisz go oswoić! – krzyczał młodszy syn z drugiego pokoju.

Jaki lis? Mamo, bądź poważna. On nie może zostać twoim przyjacielem, bo go nie ma!

Nie może tak być. Nie może być, że nie ma kogoś, kto ma zdjęcie.

Zajmij się czymś innym. Ty go znasz w ogóle? Wiesz, kto to jest?

Oczywiście, że wiem. Wiem bardzo dobrze.

Witaj, wspaniała kobieto. Przepraszam, że mnie nie znasz. Moje imię i nazwisko jest Robert McMillian i miasto, z którego pochodzę, to jest Nowy Jork.

Bardzo wiele wiem o nim. Imię jego i nazwisko to jest Robert McMillian i jest generałem armii amerykańskiej. Ma zdjęcia w mundurze. Wiem o nim też, że bardzo mu ładnie w mundurze, a nie każdemu mundur pasuje. Do munduru trzeba mieć pewną atrakcyjność profilu. Wiem też, że jesteśmy w tym samym wieku, to znaczy on jest w tym wieku, w którym ja bym była, gdybym mu powiedziała prawdę o swoim wieku. Ale to nie ma znaczenia, bo on bardzo chciał mnie poznać.

Witaj, kochanie, uważam, że poznanie i przyjaźń byłaby miła i priorytet. Naprawdę podziwiam Twoje fotografie, które mi się podobają. Mam nadzieję, że wkrótce się odezwiesz.

Dzieci poszły spać, ja pozmywałam, przykryłam starego, bo się odkrywa, a po co ma się rozchorować, i tak niewiele z niego mam, to przynajmniej lepiej, że zdrowy. No i tak usiadłam, i odpisałam. Miał różne zdjęcia, kilka obok jachtu i tam było napisane, że życie jest tylko jedno i trzeba z niego brać pełnymi garściami, chociaż nie było napisane, czy to jego jacht personalny, czy tylko tak stanął obok czyjegoś jachtu, no ale można się domyślić, że jest w pobliżu tego Nowego Jorku takie miejsce, gdzie stoją jachty. U nas nie ma jachtów, dlatego wiedziałam, że to nie będzie łatwa korespondencja, ale muszę się przemóc, bo życie jest tylko jedno i jak będę siedzieć na dupie, to się nigdy nie zakocham. Ale najbardziej to mi się podobał w mundurze, więc sobie powiększyłam to zdjęcie i napisałam do munduru.

Witaj. Moje imię i nazwisko to jest Marianna Wójcik. Jestem z Polski. Moje miasto nazywa się Stare Miasto. Ja też lubię przyjaźń i mam nadzieję, że się wkrótce odezwiesz.

A potem mi tak przyszło do głowy, że jak on do mnie ma pisać z Nowego Jorku po polsku, skoro on pewnie polskiego nie zna. Ten pierwszy list to mu może ktoś przetłumaczył, ale później, o trudniejszych sprawach, to się coraz trudniej rozmawia. I don’t speak american.

O, ja mówię po polsku trochę, bardzo się staram i dbam o korekcyjność, ale jeśli robię jakiś błąd, to bądź moją pomocną dłonią w przyjaźni. Może nie jestem dobry w polskim języku, ale proszę, nie używaj tego, by się do mnie naśmiewać. Pozostańmy w bliskości. Niech cię Bóg błogosławi.

Ucieszyłam się, bo ja też jestem wierząca. I się nie wstydzę tego. Teraz są takie czasy, że ludzie się wstydzą, dzieci na religię nie zapisują, na roraty nie chodzą ani na różaniec, tylko jak się dziecko urodzi, to każdy leci do kościoła ochrzcić, i każdy też, jak umrze, chciałby pogrzeb z księdzem mieć. Dlatego ja się nie wstydzę, jestem wierząca. Wierzę, że tylko Bóg może człowiekowi zesłać prawdziwą miłość i szczęście. No i że może na mnie przyszła pora w końcu.

Proszę o kontakt na ten adres e-mail, tak że mogę wysłać moje zdjęcie i powiedzieć coś o sobie. Będę szczęśliwy, aby dowiedzieć się trochę o Tobie i hobby.

Hobby.

Czyli że co ja robię w wolnym czasie.

Muszę sobie przypomnieć.

Prasować to dość lubię. Bo coś jest zmięte i można sprawić, żeby nie było. Naprawić jakoś. I tak można wiele razy. Ciekawe, czy trzeba prasować mundur. Koszulę białą na pewno, ale mundur pewnie się do pralni odnosi. Drogi przyjacielu, kto odnosi twój mundur do pralni? Kto przynosi twój mundur z powrotem do domu i wiesza go w szafie na mundury? Lubię też piec ciasta, ale nie wiem, czy to jest hobby, bo za szybko zjadają. Czy w Nowym Jorku pieczecie ciasta? Sernik, makowiec na święta, biszkopt, kruche z owocami, czy wszystko kupne w Nowym Jorku? Ja bym nawet w Ameryce umiała upiec, chociaż tam chyba macie jajka w proszku.

Ale nie mogę tego napisać.

Jak by to wyglądało, że mu się od razu zapraszam czy co.

Drogi przyjacielu, moje hobby to podróże. Bardzo bym lubiła podróżować, bo nie umiem usiedzieć w jednym miejscu. I jeszcze mogłabym takie hobby mieć, żeby ktoś przy mnie siedział i mnie dotykał. Głaskał tak. I mówił do mnie miłe rzeczy, chociaż nawet nieprawdziwe by mogły być, że nie jestem za stara ani za gruba. Miłe jakieś rzeczy i takie głaskanie po ręce czy coś. Takie bym chciała hobby.

Jesteś bardzo piękna i w niesamowitym rozmiarze. Cieszę się naszą przyjaźnią. Podziel się ze mną Twoją miłością, a ja podzielę się z Tobą moim pokojem i razem mamy pełny udział w jedności. Ja też mam hobby podróże, kiedy już nie jestem generałem armii amerykańskiej, pracuję z liniami lotniczymi Delta i uwielbiam oglądać koniec świata. Niech Bóg ma Cię w opiece i błogosławi Ciebie i Twoją rodzinę.

Moją rodzinę. Drogi przyjacielu, dziękuję Ci za miłe słowa. Jeśli chodzi o rodzinę, to ja mam czworo dzieci, bardzo je kocham, bo to są dobre dzieci. Ładne, zdrowe. Zawsze chciałam mieć dużo dzieci, bo dzieci to jest błogosławieństwo od Boga.

Mój mąż jest poczciwym człowiekiem, nic mu nie przeszkadza, ja mu też nigdy nie przeszkadzałam, ani to, że jestem gruba, ani że zmęczona, ani że mam okres, ani że leżę twarzą do ściany i proszę go, żeby nie, bo mi się zawsze wydawało, że to może być jakoś inaczej, ale skąd mogę wiedzieć.

To w sumie tak bardzo nie boli, bardziej w głowie, a ciało się przyzwyczaja, najgorzej po pijaku, bo wtedy dłużej mógł i denerwował się. Nie przeszkadzało mu, jak miałam nogę złamaną ani jak z takim dużym brzuchem chodziłam, ani że nie chciałam, to nie jest gwałt przecież, ze ślubnym mężem to nie jest gwałt. Nie mogę tego napisać, drogi przyjacielu, bo takich rzeczy się nie pisze nawet przyjacielowi.

Drogi przyjacielu, tak trzeba napisać, dziękuję Ci za miłe słowa. Mam czworo dzieci. To są dobre dzieci, mądre, córka jedna już dorosła, druga w liceum, ładnie śpiewa, i chłopcy mniejsi. Bardzo kocham moje dzieci. Bardzo kocham i nigdy bym ich nie zostawiła, za nic w świecie. Nigdy. Ale jakbyś mnie zaprosił do Nowego Jorku, tobym przyjechała, bo moje hobby to podróżowanie i natychmiast bym ich zostawiła, wszystkich, ani by mi powieka nie drgnęła, wszystkich w jednej chwili, słowo tylko powiedz, przyjacielu, i niech Cię Bóg błogosławi. Bardzo ładnie Ci w tym mundurze. Czy linie lotnicze Delta też mają swoje specjalne mundury? Jeśli masz zdjęcie w mundurze Delta, chętnie bym zobaczyła.

Mamo, jego tak naprawdę nie ma, powiedziała moja mądra córka. Nie ma twojego generała ani żadnego munduru. Ani żadnej rzeczy, która jego jest. To fejkowy profil, a koleś jest scammerem i chce cię naciągnąć, żebyś się zakochała i wysłała mu kasę. Albo tam do niego pojechała, mundury mu prasować.

Taka mądra, a głupia. Ja nie znam tych wszystkich mądrych słów, ale nie jestem taka głupia. I co z tego, że go nie ma. A choćby go naprawdę nie było, a choćbym się zakochała i chciała do niego pojechać, to najwyżej się zakocham i pojadę. Nowy Jork też jest dla ludzi. I z miłości się robi takie rzeczy. A on mi mówi, że mnie kocha. Dlaczego ja mam nie wierzyć komuś, kto mi mówi, że mnie kocha? Przecież to jest dobre. Same dobre rzeczy, dlaczego ja mam tego nie chcieć.

O, jak piękna jesteś, przyjaciółko moja, jakże piękna! Oczy Twe jak gołębice za Twoją zasłoną. Jak wstążeczka purpury wargi Twe i usta Twe pełne wdzięku. Szyja Twoja jak wieża Dawida, warownie zbudowana. Piersi Twe jak dwoje koźląt, bliźniąt gazeli, co pasą się pośród lilii. Cała piękna jesteś, przyjaciółko moja, i nie ma w Tobie skazy. Oczarowałaś me serce, siostro ma, oblubienico, oczarowałaś me serce jednym spojrzeniem Twych oczu, jednym paciorkiem Twych naszyjników. Jak piękna jest miłość Twoja, siostro ma, oblubienico, o ileż słodsza jest miłość Twoja od wina, a zapach olejków Twych nad wszystkie balsamy. O zstąp, zstąp ku mnie, zabierz wszystkie swoje pieniądze i zstąp ku mnie ze swoich świątyń ku miastu memu Nowy Jork, niech wejdę do Twego ogrodu i spożywam jego najlepsze owoce.

Drogi przyjacielu, też bardzo bym chciała się z Tobą spotkać. Spakowałam do największej walizki same ładne sukienki letnie, bo przecież tam jest lato, w Nowym Jorku, musi być lato. Nie mam za wiele ubrań, ale jak coś mi będzie potrzebne, to przecież mi kupisz. Na pewno w Twojej okolicy jest dużo sklepów. I wzięłam kostium kąpielowy dwuczęściowy, gdybyśmy chcieli popływać jachtem, bo to chyba jest moje hobby. Kostium kiedyś był w moim niesamowitym rozmiarze, ale teraz to już nie wiem, to się okaże na jachcie, ale najważniejsze, że ja się czuję ładna i szczęśliwa. Mam trochę oszczędności i mogę sobie też znaleźć pracę, gdyby nam nie wystarczyła emerytura amerykańskiego generała. Nie będzie mi tutaj żal niczego. Bo czego w sumie. Dzieci prawie odchowane, umieją sobie same dać radę. Z mężem się na wigilię opłatkiem połamałam i powiedziałam: życzę ci szczęścia. Dlaczego mam za nim płakać. Za obcym człowiekiem. Tyle lat razem, a obcy. Nigdy mi nie powiedział, że mu się podobam. Choćbym się mu nawet nie podobała, to z grzeczności można raz powiedzieć. Nawet że obiad smaczny, nie powie. A dlaczego ja nie mogę być z kimś, kto mnie kocha i będzie dla mnie dobry, nawet jeśli on nie jest naprawdę? I właśnie dlatego nie żal mi nic a nic i do Ciebie przyjadę, drogi przyjacielu, tylko wyjedź po mnie na lotnisko w mundurze, bo ja nie znam amerykańskiego języka. Nie będę za nimi płakać, nawet nie pomyślę, drogi przyjacielu. Bardzo chętnie do Ciebie przyjadę, już jestem gotowa, ale jednak nie mogę do Ciebie przyjechać. Przyjadę, ale nie mogę. Mogę i nie przyjadę. Przyjadę. Nie przyjadę. Przecież wiesz i ja wiem. Muszę przyjechać. Nie przyjadę.

Nie żal mi niczego, naprawdę. Ani nikogo. Co ja zresztą mam. Ale nie przyjadę. Jeśli Ciebie nie ma, jeśli jesteś, ale naprawdę Ciebie nie ma, to ja wolę tego nie wiedzieć. Nie mogę się dowiedzieć. Niczego się nie powinnam dowiedzieć.

 

 

Artykuł pojawił się w numerze: Wyobraź sobie