Jednak pierwszym dźwiękiem, który usłyszałam, nie było tykanie, tylko cichy chlupot, odgłos gotującej się wody w drugim pokoju, na tyle daleko, by go zignorować.
Z czasem chlupot zmienił się w ciurkanie z niezakręconego kranu, a z kolei ciurkanie w wyraźny odgłos wody uderzającej o krawędzie naczynia albo brzeg. Jak w potrząsanej butelce z napojem gazowanym. Kiedy nieruchomiałam i nie myślałam zbyt wiele, odgłos cichł, woda się uspokajała, a ja wyobrażałam sobie, że mam w głowie jezioro o szklanej spokojnej tafli. Żeby jej nie wzburzyć, starałam się myśleć możliwie jak najmniej i nie poruszać głową. Chodziłam miękko, na przygiętych nogach. Jak kobiety w Afryce z dzbanami na głowie, tyle że zamiast dzbana mam po prostu głowę i w niej noszę wodę.
– Pani głowa jest…