Zawsze można wyjść, nikt nikogo nie zatrzymuje. Można zabrać głos, wszyscy przecież tylko czekają, że ktoś zabierze głos, przezwyciężając momenty nieznośnej ciszy, gdy prowadzący pyta, czy ktoś chciałby zabrać głos, i można naprawdę poczuć wznoszącą się aż pod sufit ulgę i wdzięczność, gdy ktoś głos zabierze. Ale nie trzeba, rzecz jasna, bez przymusu, prowadzący i tak ma zawsze przygotowane dwa czy trzy pytania awaryjne, gdyby nikt nie odważył się przełamać ciszy i napięcia. Nie trzeba się nawet odezwać na temat, tam każdy temat jest tylko pozornie zgodny z tematem, a zresztą pan się przecież na tym zna. Kiedyś się pan tym interesował, prawda, nie mylę się. Idź, powiedziałaś, powiedziałabyś, przecież to cię interesuje, musisz wyjść do ludzi, posłuchać ich, powiedzieć coś do nich, masz tyle jeszcze do powiedzenia.
Już czas.
Musi pan wyjść do ludzi, posłuchać ich, porozmawiać. Tak mi powiedziano. Ta forma kontaktu, jaką…