MIÓD
Cześć, jestem miodem, pierwszy raz przelewam słowa na papier, lepię się i nie opuszczę tej historii, zaopiekuję się nią, przytulę ją na żółto, z żółci przepłynę brązem i pomarańczą, plamą, ogarnę, wytrę twarz, najsłodszą buzinkę opowieści, pogładzę ją po plecach, ukołyszę, skleję, ciepło, mam ją w kierunku mojego spadania, w lekkim odchyleniu skapywania, wejdę na jej szyję i zasklepię jej wdech i wydech, stłumię jej lęki i obawy, powącham i obleję je sobą, ogarnę, załatwię, poliżę, wyciągnę z niej wątpliwości, by patrzyła na światło jak na miód, i na padające cienie jak na miód, lampka przed snem miodem sącząca się, odbite miodem spoiwo powolnego i spokojnego kroku opiekunki, idzie, idzie, idzie i wtedy historia lepi się od treści: była sobie zwykła opiekunka, której zabrakło miodu do herbaty, a gdy okazało się, że gdzieś się znalazł, zastygł jej w gardle, jakby wsunęła do niego szynę miodową, nie dusiła się, ale razem z dzieckiem śmiała się i dłubała w gardle słonymi paluszkami, zostawiając na tej szynie wklęsłe wzorki, i nagle wypłynęła z jej gardła miodowa orteza w kształcie kreta, a ona powiedziała głośno…